czwartek, 2 stycznia 2014

Czy bolało jak spadłeś z nieba?

 Tak, dokładnie, moim zamierzeniem noworocznym było dodawać więcej notek, właśnie. Zapraszam do czytania. Jeśli możecie, skomentujcie, bardzo proszę.

Zespół: EXO
Paring: SeKai
Ostrzeżenia: fantasy (?), fulllluuuuuufffff 


             Zima. Dookoła było mnóstwo nieskazitelnie białego śniegu, który w tym roku spadł wyjątkowo obficie. Owszem, było zimno, ale dało się wytrzymać. Bywało gorzej.
Właśnie skończył lekcje. Wyszedł powolnym krokiem z ogromnej szkoły, pozostając w tyle za przyjaciółmi. Było prawie zupełnie pusto. Wszyscy pobiegli do domów, ciesząc się z nadchodzącego, długiego weekendu.
On nie.
Czemu?
             Był sam. Zupełnie sam, bez nikogo i dawał sobie radę. Mimo, że nie miał w nikim oparcia, dawał sobie bardzo dobrze radę, był dzielny.
Ale dzisiaj był specjalny dzień. Wigilia, dzień, w którym wszyscy spędzają swoje wolne od pracy chwile z rodziną i bliskimi przyjaciółmi. A on, był wiecznie samotny. Co roku zawsze to samo.
Szedł wolno, kopiąc twarde kawały lodu, które leżały na nieodśnieżonym chodniku. Na głowie miał ciemny kaptur bluzy, ale ja widziałem, że płakał. Zawsze płakał, łamiąc mi przy tym serce na miliony malutkich kawałeczków. Musiałem coś z tym zrobić, chociaż nie miałem pojęcia co.
Wszedł do domu. Plecak cisnął gdzieś w kąt małego przedpokoju. Zsunął się po ścianie, chowając twarz w dłoniach. Palce zacisnął na krótkich blond włosach. Jego zgarbione ciało poruszało się w lekkich drgawkach, które spowodowane były głośnym szlochem. Chłopak uniósł lekko głowę, kierując wzrok na przeciwległą ścianę, na której wisiała ramka ze zdjęciem jego rodziców.
- Czemu umarliście?! - krzyknął, prawie zdzierając sobie gardło. -Kto pozwolił wam zostawiać własnego syna?! Kto?!
Wybuchł jeszcze silniejszym płaczem. Podpierając się o ściany wstał, tylko po to, żeby przenieść się do sypialni. Płożył się na starym, sprężynowym materacu, podkulając nogi niczym małe dziecko.
Westchnąłem cicho. To ostatnie chwile kiedy mogłem go tak bezkarnie obserwować. Zmaterializowałem się. Dokładniej, zmieniłem nieodwracalnie w człowieka. Dla niego. Przeszedłem przedpokój, stając we framudze drzwi. Sehun podniósł głowę. W jego oczach zaobserwowałem nagły napad szoku.
- Kim ty do cholery jesteś?!- krzyknął podnosząc się do siadu. Odetchnąłem, kręcąc głową. Wiedziałem przecież, że tak to będzie wyglądało. Ostrzegano mnie przed tym.
- Spokojnie, Sehun, nie chcę ci nic zrobić, naprawdę...- powiedziałem cicho, najłagodniejszym głosem, jaki byłem w stanie stworzyć.
- T-ty znasz mnie? - spytał już nieco ciszej.- Mów kim jesteś.
- Jak ci powiem, to na pewno mi nie uwierzysz – odpowiedziałem bez większego przekonania, opierając się ramieniem o ścianę.
- Mimo to, chcę wiedzieć – powiedział ściągając gniewnie brwi.
- Ehhh, robisz taką minę odkąd byłeś mały – zaśmiałem się.
- Co do cholery?! - znowu podniósł głos, odsuwając się na koniec łóżka, byle najdalej ode mnie.
- To będzie długi wieczór... - westchnąłem ciężko. - Posłuchaj, wiem, że wyda ci się to dziwne, wręcz niemożliwe , ale jestem twoim aniołem stróżem. Mam na imię Kai.
- Co?! - zaśmiał się histerycznie, prawie na granicy płaczu. - Aniołem stróżem? Powiedz proszę, że to jakiś kiepski żart. Błagam!
-Nie Sehun, to nie jest żaden żart – usiadłem naprzeciwko niego, opierając się o ścianę. Ręce oparłem na kolanach. - Samo to, że znam twoje imię powinno wszystko wyjaśnić.
- Człowieku, wiesz ile ludzi zna moje imię? - prychnął. - Nie jesteś jedyny.
- A to, że twoi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, kiedy ty miałeś 14 lat, też wszyscy wiedzą? - zagadnąłem. W jego oczach pojawiało się coraz większe zdziwienie. - Albo to, że od trzech lat nie jesz białego pieczywa, tylko ciemne? Albo, że nie podoba ci się twój charakter pisma, bo jest przekrzywiony na prawo?
Zatkało go. Wpatrywał się we mnie z otwartymi ustami.
- Anioł stróż, tak?- odezwał się niepewnie po paru chwilach milczenia. - Nie żaden stalker, albo coś w tym rodzaju?
- Wybacz, Sehun, nie zostałeś ofiarą stalkingu, jesteś zbyt mało sławny- powiedziałem półżartem. Zaśmiał się trochę nieswojo, ale zawsze to coś. Bez zaproszenia usiadłem na jego łóżku.
- Nie tam po prawej...-zaczął Sehun.
-...Bo sprężyna pękła? - dokończyłem, dokładnie wiedząc, co chciał powiedzieć.
- Dokładnie – uśmiechnął się, chyba po raz pierwszy dzisiaj. - Kai, prawda? Tam, w Niebie, to oni wam przydzielają osoby, których stróżami macie być?
- Nie do końca – powiedziałem, odwzajemniając uśmiech. Przeczesałem dłonią zbyt długie, ciemnobrązowe włosy, które ciągle opadały mi na oczy. - To jest tak naprawdę losowe. Kiedy dusza anioła jest gotowa, by zacząć dbać o kogoś innego, wtedy przydzielają ją do jakiejś osoby. Czasami jednak bywa tak, że możemy sobie wybrać, do kogo chcemy zostać przydzieleni.
- I co, ty sobie mnie wybrałeś, czy przydzielono cię do mnie losowo? - spytał, przekrzywiając zabawnie głowę.
- Wybrałem. Przed tobą, opiekowałem się jeszcze innym dzieckiem, ale zmarło po paru godzinach od porodu. - oparłem się o ramę łóżka.
- Czyli ze mną też jesteś od kiedy się urodziłem, tak? - spytał, odwracając wzrok. Chyba zaczynał się do mnie przyzwyczajać.
- Owszem.
- Czyli wszystko o mnie wiesz?
- Ech? No tak. - pokręciłem głową, powodując, że włosy znowu zaczęły opadać mi na oczy. Ludzkie ciało zaczynało mnie denerwować.
- To mamy problem – uśmiechnął się łobuzersko. Znałem ten uśmiech. - Teraz ja powinienem poznać ciebie.
- Co?- dla odmiany, teraz ja byłem zdziwiony.
- No to teraz moja kolej.
***
              Siedziałem przy stole w kuchni Sehuna, patrząc jak ten miota się pomiędzy kuchenką a różnymi szafkami, w poszukiwaniu jakichś nowych produktów spożywczych, które dla mnie były jakoś dziwnie obce.
- Jesteś pewny, że nie potrzebujesz mojej pomocy? - spytałem z lekką obawą w głosie.
- Cicho - powiedział znad chmury pary, unoszącej się nad garnkiem, z niezidentyfikowaną zawartością w środku.- Mówiłem, że nie potrzebuję pomocy. Zresztą, i tak prawie skończyłem.-
Znowu szukał czegoś w szafkach. Tym razem chyba naczyń. Po paru minutach odwrócił się przodem do mnie, w rękach trzymał małą parującą miskę. Postawił ją przy mnie, razem z parą pałeczek. Sam usiadł naprzeciw mnie.
- Jedz - powiedział, wskazując brodą naczynie.
- Ja mam to zjeść? - zrobiłem dziwną minę, która spowodowała u Sehuna nagły wybuch śmiechu.
- No tak, w końcu teraz, jesteś już człowiekiem. W dodatku, z tego co się domyślam, będziesz chciał u mnie zostać - oparł głowę na dłoni. - Musisz przyzwyczaić się do mojej kuchni.
- To mnie na pewno nie ugryzie? - wskazałem na makaron pływający w zupie. Wyglądał podejrzanie.
- Nie powinno, wszystko było świeże – przymknął powieki, czekając na moją reakcję.
Spojrzałem jeszcze raz podejrzliwie na makaron. No dobra, chciałem mieć to już za sobą. Włożyłem pierwszą porcję do ust. Zostałem miło zaskoczony.
- Co to jest? - spytałem podekscytowany.
- Własnej roboty, domowe kimchi – zaśmiał się.
***
              Od paru godzin siedzieliśmy w salonie, nie zważając na to, że zrobiło się już zupełnie ciemno. W pewnym momencie Sehun wyjrzał za okno, a w jego oczach nagle pojawiły się iskierki. Zaczął padać śnieg, co wyglądało pięknie na tle ciemnogranatowego nieba.
- Ne, Kai...- spojrzał na mnie, bezwiednie łapiąc mnie za dłoń. - Możemy wyjść na zewnątrz?
Kiwnąłem głową, bez słowa. Podniósł się, ciągnąc mnie przy tym za sobą. Pożyczył mi jedną ze swoich kurtek i wyszliśmy. Pojedyncze płatki śniegu zaczęły opadać mi na włosy i twarz.
- Jakie to jest dziwne – powiedziałem, przecierając oczy.
- Co takiego? - Sehun odwrócił się przodem do mnie z szerokim uśmiechem na ustach.
- No ten śnieg. Taki mokry i zimny.
- Śnieg zazwyczaj jest mokry i zimny – zaśmiał się głośno.
Nastała cisza. Sehun uniósł głowę do góry i wpatrywał się w spadający śnieg, nie dbając o to, że większość płatków wpadała mu do oczu. Kręcił się w kółko, niczym małe dziecko. W zasadzie, on nigdy nie dorósł. Zawsze był takim małym dzieciakiem, po prostu nie każdemu dane było to zobaczyć.
- Sehun...?- zagadnąłem cicho.
- Tak, Kai? - spojrzał na mnie z radością w oczach, której nie widziałem u niego już od dłuższego czasu.
- Tak właściwie... To jest specjalny powód, dla którego pokazałem ci się – chłopak zrobił zaciętą minę i stanął z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej.- Bo nie każdy anioł pokazuje się swojemu podopiecznemu. Nie każdy ma taką możliwość.
- Co masz na myśli? - ściągnął brwi w geście zwątpienia.
- Chodzi mi o to, że tylko ten anioł, który poczuł coś więcej niż zwykłe przywiązanie do podopiecznego, może stać się człowiekiem – powiedziałem wpatrując się w jego ciemne tęczówki. Miał rozbiegany wzrok, nie umiał skupić się na jednym punkcie.
- Kai, nie mów, że masz na myśli, to co ja myślę, że ty masz na myśli -powiedział, odsuwając się ode mnie na parę kroków. Okej, mogłem przewidzieć taką reakcję.
- Przepraszam, Sehun. To naprawdę nie moja wina – odpowiedziałem rozkładając ręce w bezsilnym geście. Patrzył przez chwilę na mnie, potem na moje ręce. Wziął bardzo głęboki wdech.
- Co ty do cholery masz nasrane we łbie?! - krzyknął. Nigdy nie widziałem go tak zdenerwowanego. - Przychodzisz nie wiadomo skąd, mówisz, że jesteś aniołem, opowiadasz, jak to oglądałeś moje dorastanie! I co?! Teraz wyznajesz mi uczucia, jakbyśmy się znali lata, a nie parę godzin! Myślisz, że kim ty jesteś, żeby tak bezczelnie włazić do mojego życia, nie zastanawiając się nad konsekwencjami?! Nawet jeśli kiedyś byłeś tym pieprzonym aniołem, to teraz nie jesteś. I niech to do ciebie dotrze. Teraz jesteś człowiekiem, a między nami panują określone prawa i ogół przyjętych zachowań. Musisz zapracować na kontakt ze mną, bo nie różnisz się niczym od zwykłego przechodnia na ulicy...
Pod koniec obrócił się do mnie plecami.
- Zostaw sobie tę kurtkę. Ja wracam do domu, muszę przemyśleć parę rzeczy – dodał, obracając powoli głowę w moją stronę. Popatrzył tymi swoimi pięknymi, czarnymi tęczówkami w moje matowe oczy. - Ty rób co chcesz, ale mnie zostaw samego.
- Ale Sehun...-zacząłem.
- Nie obchodzi mnie to - odszedł w stronę klatki schodowej. Po paru chwilach zniknął za drzwiami, zostawiając mnie samego na środku placu.
Cudownie.
***
               Ludzkie ciało jest tak denerwująco słabe. W życiu nie podejrzewałbym, że aż tak bardzo, naprawdę. Nie wiem ile siedziałem na zewnątrz, ale zapewne koło paru godzin. Moje ciało zesztywniało od zimna, powodując niezmiernie nieprzyjemne dreszcze. Kurtka, którą dostałem od Sehuna również nie należała do wybitnie grubych, co tylko wzmagało efekt, który wywoływała zima.
Miałem już dość. Wstałem z kawałka odśnieżonej ławki i ruszyłem w stronę mieszkania Sehuna. Może on miał mnie gdzieś, ale ja nie miałem zamiaru nocować na zewnątrz. Co to, to na pewno nie.
Stanąłem przed drewnianymi drzwiami, prowadzącymi do jego mieszkania. Zapukałem, opierając się równocześnie o ścianę. Słyszałem kroki. Zapewne wyglądnął przez judasza i zobaczył kto stoi przed jego drzwiami. Zapukałem jeszcze raz.
- Mówiłem, żebyś zostawił mnie samego! - krzyknął przez dzielącą nas ścianę.
- Ale Sehun, nie mam co ze sobą zrobić...!- odpowiedziałem trochę histerycznym tonem. Naprawdę było mi zimno, nie moja wina. Nie wiedziałem, że ludzie są tacy słabi.
- To, że mnie to nie obchodzi, to też mówiłem!- odkrzyknął znowu.- Trzeba było myśleć o tym wcześniej!
- Sehun no...- jęknąłem żałośnie. - Ja naprawdę mam tylko ciebie. Błagam cię, wpuść mnie.
Zastała mnie cisza. Potem bardzo głośne wzdychnięcie, i dźwięk przekręcanego zamka.
- Okej, możesz zostać – powiedział chłopak zaraz po otworzeniu mi drzwi. - Ale masz trzymać się moich zasad, jasne?
Kiwnąłem potwierdzająco głową. Wpuścił mnie i kazał usiąść z salonie. Sam poszedł do sypialni, po której kręcił się spory kawał czasu. Przeszedł do łazienki, a potem znowu do mnie. W rękach trzymał niewielki pakunek składający się z różnych ubrań, ręcznika i paru innych rzeczy. Położył to wszystko na moich kolanach. Spojrzałem na niego z niemym pytaniem na ustach.
- No co się tak patrzysz? Człowiekiem jesteś, to niektórych rzeczy teraz będziesz potrzebował, tak? - chwycił ponownie pakunek, rozkładając go na części pierwsze. - Patrz, dałem ci parę koszulek i trzy pary spodni. Tutaj masz bieliznę, ręcznik i parę rzeczy, które przydadzą ci się do higieny. Nie muszę mówić, co jest do czego, prawda?
- Nie musisz... - miał już wychodzić z pokoju, ale zatrzymałem go.- Dziękuję ci.
- Weź przestań – prychnął. - Lepiej idź się ogarnąć, ja idę spać. Tobie zostawiam pościel tutaj. Dasz sobie radę. Jesteś dużym chłopcem.
Tak. Szkoda tylko, że żyję od paru godzin.
***
               Stałem w na środku łazienki, wpatrując się w podobno własne odbicie w lustrze. Wydawało mi się to niezmiernie dziwne i wręcz krępujące. Po raz pierwszy widziałem siebie. Niestety, musiałem przyznać, że obyło się bez większych wzniesień. Koreańczyk, jak każdy Koreańczyk.
Ciemne oczy, okalane w miarę długimi rzęsami. Również ciemne, zbyt długie (co już wcześniej zdążyłem zauważyć) włosy, opadały lekkimi falami na wysokie czoło, uszy i kark. Miałem pełne usta, szczególnie górną wargę. Od razu je znielubiłem. Sehun miał fajniejsze, takie wąskie.
Zmrużyłem oczy. Nie byłem brzydki, tak po prawdzie. Może nie jakiś wybitnie piękny, ale brzydki to na pewno nie.
I była jeszcze jedna rzecz, którą musiałem przyznać. Miałem fajne mięśnie. I nie tylko mięśnie. Natura mnie stanowczo szczodrze obdarzyła.
             Uśmiechnąłem się sam do siebie ukradkiem. Bycie człowiekiem jest takie śmieszne. Przywiązuję wagę do rzeczy, na które, będąc aniołem, nie zwróciłbym nawet najmniejszej uwagi. Na przykład, miękkość włosów przy odgarnianiu ich za ucho. Albo powiew chłodniejszego powietrza, gdy wychodzi się spod prysznica. Albo chociażby burczenie w pustym brzuchu, ponieważ nie zjadło się nic od dłuższego czasu. Wszystko to było takie zabawne. Chciałem poznać więcej ludzkich odczuć. Pewnie też były tak niezwykłe w swojej zwyczajności.
Poszedłem na palcach do salonu, gdzie czekało na mnie moje „łóżko”. Starałem się nie obudzić Sehuna, ale nie wiedziałem czy mi wyszło. Stare panele skrzypiały przy każdym kroku, jakbym się nie nagimnastykował, by nie hałasować.
Ułożyłem się wygodnie na miękkiej kanapie, i przykryłem dość cienką kołdrą. Oparłem głowę na poduszce, ale coś mnie ukuło w szyję. Podniosłem się do siadu, by zobaczyć, co to mogło być. Wtedy z poduszki spadła mała, zupełnie biała karteczka złożona na pół.

Śpij dobrze.

To ciepło, rozlewające się po moim sercu w tamtym momencie też było zabawne.
***
               Siedziałem sobie spokojnie w kuchni, przeglądając przy tym zawartość lodówki, która notabene nie była jakaś wyjątkowo wybitna. Nie no, niby coś było, ale nie znałem się na tym wszystkim, więc tak jakoś nie pozostawało mi nic, tylko czekać o burczącym brzuchu na Sehuna.
Nudziło mi się, od kiedy się tylko obudziłem. No bo co ja mogłem zrobić, przecież w życiu nie dałbym sobie rady sam w mieście. Co pozostawało mi do roboty? Tak naprawdę, to nic. Przeczytałem książkę, posprzątałem i tak naprawdę tyle. Teraz siedziałem na blacie, machając nogami, i wpatrując się beznamiętnie w białe drzwi od lodówki, na których poprzyklejane były różnokolorowe karteczki.
W pewnym momencie usłyszałem szczęk otwieranego zamka. Momentalnie zeskoczyłem z blatu i pobiegłem w stronę wejścia. Tak jak myślałem, zastałem tam Sehuna. No tak, w końcu, kogo innego mogłem tam zastać?
- Cześć, Kai – przywitał się chłopak, strzepując śnieg z włosów.
- Cześć, Sehun – odpowiedziałem z uśmiechem. Przejąłem kurtkę, którą właśnie zdjął i powiesiłem na wieszaku. Na początku spojrzał na mnie dziwnym spojrzeniem, a potem tylko westchnął, kręcąc głową.
- Trochę czasu zajmie mi przyzwyczajenie się do tego, że ktoś ze mną mieszka – powiedział, przechodząc do kuchni. Zabrał się do przygotowywania czegoś. Nie wiem, nie patrzyłem mu przez ramię. Usiadłem tylko przy stoliku.
Po pewnym czasie położył mi przed twarzą talerz pełen kanapek. Spojrzałem na niego pytająco.
- No co? To nie hotel, nie będę robić ci obiadów – powiedział oschle wychodząc z kuchni razem ze swoją porcją jedzenia. Zamknął się w sypialni.
Brawo, Kai. Lepiej byłoby, gdybyś się nigdy nie pokazał.
***
- Okej... To jeszcze raz – syknął Sehun przez zaciśnięte zęby. Rozmawialiśmy o tym, co zrobić. Bo w końcu, byłem człowiekiem, a nie miałem żadnych dokumentów, pieniędzy, wykształcenia, nic. - Nie masz nawet nazwiska?
- No co, nie moja wina! - podniosłem ręce w geście obrony. Sehun faktycznie wyglądał tak, jakby miał mnie zaraz uderzyć. Nie należał do najcierpliwszych osób.- Nikt nam nie nadaje nazwisk w Niebie.
- Weź mnie nawet nie denerwuj jeszcze bardziej, błagam – był zmęczony. Oparł głowę na ręce.- Wiesz, że do pracy też będziesz musiał iść? Ta renta, którą dostaję z urzędu nie starczy na czynsz i utrzymanie dwóch osób. A ja nie mogę iść do pracy, bo chodzę do szkoły.
Pokiwałem głową.
- Ale, Sehun, czy ktokolwiek przyjmie mnie do pracy, skoro ja nawet podstawówki nie skończyłem? - zapytałem zmartwiony. Byłem zagubiony. Świat ludzi jest trudny, a oni sami muszą być niezwykle silni, żeby w nim przetrwać. Nie wiem czy ja dam sobie radę, to może okazać się zbyt ciężkie dla mnie.
- Tak naprawdę, to nie mam pojęcia, Kai – westchnął chłopak.
Nastała cisza. Ułożyłem się wygodniej w fotelu, siadając po turecku. Przetarłem oczy.
- Kim Jongin – powiedział nagle Sehun.
- Co? - spytałem nieprzytomnie.
- Nie co, tylko kto. Kim Jongin, tak się będziesz nazywał – powiedział, zapisując coś na kartce. Faktycznie, jego pismo było przekrzywione w prawo.
- Nie, żeby mi się nie podobało, ale jaki to ma związek z „Kaiem”? - zapytałem ponownie, ściągając brwi.
- Nijaki, i o to właśnie chodzi – zadowolony z siebie, podkreślił te trzy napisane sylaby, tworzące moje nowe nazwisko.
- Tak, załóżmy, że rozumiem – podrapałem się po szyi. Przepisałem znaki. Całkiem wygodnie się je pisało. I nieźle brzmiały.
- A ile masz lat? - chłopak znowu się na mnie spojrzał. Jednocześnie wzruszyłem ramionami i pokręciłem głową. Nie miałem wieku. Skomentował to jedynie głośnym westchnięciem. - Wyglądasz na coś koło 20... Czyli jeszcze niepełnoletni... Kurna...
- To źle?
- Powiedzmy, że tak – znowu coś zapisał. - Nieważne. Będziesz miał 21 lat. Data twoich urodzin, to wigilia, bo wtedy mi się pokazałeś. Urodziłeś się w Seulu, a twoi rodzice wyjechali z Korei i mieszkają w Kanadzie, zrozumiano?
- No...dobrze?
- Ehh... Masz tą kartkę, tu masz wszystko zapisane – podał mi świstek papieru. - Jutro pójdę do ojca mojego kolegi, on prowadzi kawiarnie. Może cię tam zatrudni.
Odwrócił się, w zamiarze wyjścia. Wstałem pośpiesznie, by złapać go za rękę.
- Dziękuję, że tyle dla mnie robisz – powiedziałem cicho.
- Daj spokój – chciał już wyjść, nawet przeszedł próg pomieszczenia, ale zatrzymał się i dodał ledwo słyszalnym głosem.- To w końcu przeze mnie tu jesteś.
***
                   Minął już ponad miesiąc, od kiedy stałem się człowiekiem. Dostałem pracę w kawiarni, jako kelner. Poznałem parę nowych osób, można by powiedzieć, że wręcz się z nimi zaprzyjaźniłem. Szczególnie z Suho, Tao i Xiuminem. Praca nie była bardzo trudna, a dało się coś zarobić. Przynajmniej tyle, żeby dołożyć się do funduszy na jedzenie, a nie tak ciągle żerować na biednym Sehunie.
Ogólnie, coraz mniej go potrzebowałem w takim codziennym życiu. Za to coraz bardziej potrzebowałem jego obecności. Takiej zwykłej, nie musieliśmy nic razem robić. Starczyło mi to, że mogłem go widzieć parę razy dziennie i mieć pewność, że jest tuż obok mnie, za drzwiami swojego pokoju. W razie czego zawsze mogłem do niego pójść i porozmawiać.
Odetchnąłem głęboko. Spieprzyłem całą sprawę już na samym początku. Powinienem wziąć jakąś drugą pracę na pół, albo chociaż jedną trzecią etatu, i wyprowadzić się od niego. Byłem tylko niepotrzebnym ciężarem. Pasożytem, który na nim żerował.
I to właśnie miałem zamiar zrobić. Wyprowadzić się. Mimo, że tak bardzo go potrzebowałem. Uzbierałem już dość pieniędzy na biedną, wynajmowaną kawalerkę. Tak właściwie, wszystko było ustalone, trzeba było tylko podpisać papierek.
Przejrzałem cały dom, by upewnić się, że niczego nie zapomniałem spakować. Westchnąłem ciężko, pisząc krótką wiadomość do Sehuna, o tym, że się wyprowadziłem. Miałem nadzieję, że nie będzie zły. Przywróciłem kanapie swój pierwotny wygląd. Usunąłem wszelkie znaki mojej bytności w jego domu. Zamknąłem drzwi, a kluczyki wrzuciłem do skrzynki pocztowej, razem z wcześniej napisaną wiadomością.
Wychodząc z klatki nie obejrzałem się za siebie. Czułem gorzką gulę w gardle, której nie mogłem przełknąć i dziwny ucisk w sercu. Nie zważając na to, podreptałem w stronę najbliższego przystanku metro. Szedłem z opuszczoną głową, jakoś nie w smak było mi ją podnosić. Wiał zimny wiatr, pozostawiający na twarzy lodowate igiełki zimna.
Po chwili wpadłem na kogoś, zagapiając się.
- Oh, przepraszam pana...- powiedziałem, mijając przechodnia. Nagle, owy człowiek złapał mnie za rękę.
- Jongin? - podniosłem głowę. Znałem ten głos.
- Sehun? - odpowiedziałem pytaniem. Tamten tylko popatrzył na mnie, zdumiony.
- Co ty tutaj robisz? - jego głos nabierał opiekuńczego tonu.- Płaczesz?
- Ja? Co?- dotknąłem policzka. Był mokry i lodowaty. A więc tak się płacze. Otarłem ręką twarz. - Nie, ja nie płaczę. Z zimna tak mam.
- Jongin, co ty tutaj w ogóle robisz? - spytał podejrzliwie, patrząc mi głęboko w oczy. Wyrwałem rękę z jego uścisku. - Jongin!
Bez słowa ruszyłem, zostawiając go za sobą. Siorbnąłem cicho nosem, a ręce schowałem do kieszeni. Po chwili usłyszałem, że do mnie podbiega, wieszając się na moim ramieniu.
- Kai, możesz mi powiedzieć, o co tutaj chodzi?! - prawie krzyknął. Ludzie dookoła nas, zaczęli się nam dziwnie przyglądać. Sehun zatrzymał mnie mocnym szarpnięciem ręki.- Kai, do cholery, nie ignoruj mnie!
Popatrzyłem mu w oczy, widząc jak ogniki gniewu tańczą w jego brązowych tęczówkach. Chciałem się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego wykrzywiony grymas. Sehun miał już coś powiedzieć, ale w ostatnim momencie odwróciłem się.
- Przepraszam, śpieszę się – powiedziałem przez zupełnie zaciśnięte gardło. Poszedłem przez siebie, modląc się, żeby jego już tam nie było. Żeby sobie poszedł, zapomniał.
Odwróciłem się ten jeden, ostatni raz. Stał tam, patrząc na moją odchodzącą sylwetkę. Po jego policzkach spływały łzy, a dłonie miał mocno zaciśnięte w pięści.
***
- No i jak tam? - zagadnął wesoło Suho, opierając się na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się. - Całkiem niezła okolica, prawda?
- Ahhh, tak – to on załatwił mi mieszkanie, a sam mieszkał całkiem niedaleko. Razem jeździliśmy do pracy, bo akurat tak się złożyło, że oboje dostaliśmy podobne godziny. Oboje także pracowaliśmy na pełen etat. Teraz już tak. - Jeszcze raz wielkie dzięki, nie wiem co bym bez ciebie zrobił.
- Nie przesadzaj, Jongin – zaśmiał się wesoło, wychodząc na zaplecze. Wzdychnąłem ciężko. Było mi źle bez Sehuna. Bardzo źle. Tęskniłem za nim jak jasna cholera. Chciałem go obok siebie. Chciałem jego dotyku, jogo osoby. Niestety, nie dane mi to.
Otrząsnąłem się, kiedy Xiumin podał mi kartkę z następnym zamówieniem. Praca wzywała. Bez większego zapału zabrałem się za parzenie kawy, chociaż barista to ze mnie był żaden. Szczególnie, gdy kazano mi zrobić latte macchiato. Nie znałem się na tym zupełnie.
Podałem Minseokowi zaparzoną kawę, a sam oparłem się blat.
- Idziesz zapalić? - spytał Tao, pojawiając się nagle znikąd. Pokiwałem przecząco głową, a tamten tylko wzruszył ramionami. - A właśnie, obsłuż gościa pod czternastym numerem. Ja u niego byłem, ale wtedy jeszcze się nie zdecydował .
- Tak, tak, już idę – sięgnąłem po mały notesik i długopis. Podszedłem do wskazanego stolika. Nie spojrzałem nawet kto tam siedział. Tao mówił, że jakiś facet, mało mnie to interesowało.
- Dzień dobry. Czy mogę zebrać pana zamówienie? - powiedziałem znużonym, lecz odpowiednio miłym i uprzejmym tonem, jakiego wymagała moja praca.
- Od kiedy jestem dla ciebie „panem”? - usłyszałem jego głos. Głos, który tak bardzo chciałem usłyszeć, jednocześnie nie chcąc. Podniosłem głowę, żeby potwierdzić moje obawy. Niestety, nie była to jakaś halucynacja, albo zwidy. Sehun siedział przy stoliku nr.14, czekając aż go obsłużę. Domyślałem się, że nie chodziło mu o zwykłą kawę.
- Zdecydował się pan? - czułem, że ignorowanie go będzie najlepszym możliwym rozwiązaniem. Wiedziałem, że to było bardzo nie w porządku, ale czasem trzeba skrzywdzić osobę, którą się kocha, by była szczęśliwa.
- Rozumiem... - Sehun oparł się na fotelu, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. - Zrób cokolwiek ci się podoba.
Patrzył na mnie z zarzutem w oczach, miał mi dużo za złe. Ale kiedyś zrozumie, że zrobiłem to dla jego dobra. Może jeszcze nie teraz, ale kiedyś na pewno... Musi zrozumieć. Odszedłem od stolika, zabrałem się za robienie latte. Miałem nadzieję, że nie było mu aż tak smutno, jak wyglądało.
Podejrzewam, że ta kawa była jedną z najlepszych, które w życiu zrobiłem... Tak przynajmniej przypuszczał Suho. I chciałem, żeby była to prawda, przynajmniej tyle Sehun ode mnie dostanie.
- Pańskie latte – powiedziałem, kładąc zamówienie na drewnianym, okrągłym stoliku dla dwojga.
- Nie mów tak do mnie – odezwał się surowo. Zmarszczył brwi, a dłonie zacisnął mocno na filiżance. Blond włosy opadły mu na czoło, a w oczach widziałem błyszczące niebezpiecznie łzy. Pociągnął nosem, a mnie zakuło w sercu. Już miałem się przysiąść i go przeprosić, ale nagle wezwano mnie do chłodni. Popatrzyłem na niego przepraszająco. - Rozumiem, praca. O której kończysz? Gdzie mieszkasz?
- Przepraszam... Ale to chyba nie pańska sprawa -powiedziałem próbując się nie rozpłakać.
***
                Jak ja byłem potwornie zmęczony całym tym dniem. Strasznie chciałem być już w łóżku, czytać książkę i powoli sobie zasypiać. Trzymając ciepłą herbatę w ręce, usiadłem przed oknie, wpatrując się w gwiazdy. Odkąd stałem się człowiekiem, zrobiłem się jakiś taki sentymentalny. Ogarnęła mnie dziwna, chłodna, biała melancholia. Śmiałem się sam z siebie, z mojej nieporadności życiowej...
Podkuliłem nogi pod brodę, ukrywając je pod rozciągniętym wełnianym swetrem, który zabrałem Sehunowi. Nadal nim pachniał. Nie wyobrażałem sobie życia bez tego zapachu. Bez tego głosu, który nadal pozwalał mi funkcjonować w miarę prawidłowo. Nie zauważyłem kiedy minęła północ.
- Kim Jongin, ty kretynie! - usłyszałem bardzo znajomy, aż zbytnio znajomy głos. Natychmiastowo postawiło mnie to na nogi. Dochodził z dziedzińca pomiędzy blokami. Skąd on wiedział gdzie ja mieszkam?! Podbiegłem do okna, otwierając je na oścież. Wychyliłem się jak tylko najbardziej mogłem, byleby nie wypaść. Na dole stał nikt inny jak Sehun. Padający dookoła śnieg utrudniał widoczność, ale nie przeszkadzało mi to w dostrzeżeniu go. Zawsze bym go poznał. W prawej ręce trzymał bukiet czerwonych róż, a w lewej ogromnego pluszowego misia. Moje serce zabiło o wiele szybciej, kiedy uświadomiłem sobie, że jest tu tylko dla mnie.
- Kim Jongin, cholero ty jedna, złaź tu na dół! Wiem, że mnie słyszysz, debilu! - darł się na całe osiedle. Zacząłem się śmiać, nadal wisząc w połowie za oknem. Wiało we mnie śniegiem i innymi okropnościami, ale miałem to gdzieś. Kochałem tego głupka. Na prawdę, był błogosławieństwem niebios.
- Kai, kocham cię no! Złaź tu do mnie!- wykrzyczał na cały głos. Myślałem, że zabraknie mi tchu. Te dwa zdania były warte całe moje życie. Rzuciłem się biegiem po kurtkę i buty. Ubrałem się pośpiesznie, nie zważając na to jak wyglądam. W ostatnim momencie chwyciłem kluczyki Prawie sfrunąłem po schodach, chciałem być już przy nim. Wypadłem zziajany z klatki schodowej z ogromnym uśmiechem na ustach. Serce mi zamarło, kiedy ujrzałem Sehuna, całego przemarzniętego, wręcz trzęsącego się z zimna. Uśmiechnął się, gdy mnie zobaczył. Podbiegłem do niego, prawie rzucając się na jego drobną sylwetkę. Chwyciłem mocno jego szyję, przypierając własnym ciałem do jego, on uścisnął mnie w tali, puszczając wcześniej zarówno róże jak i pluszaka. Poczułem jak po policzkach spływają mi łzy. Łzy szczęścia. Sehun odciągnął mnie od siebie. Już miałem zacząć protestować, gdy nagle pocałował mnie delikatnie, śmiejąc się jakby. Pogłębił pocałunek, ale tylko na chwilę. Zaraz znowu przygarnął mnie, kładąc głowę na zagłębieniu między moim ramieniem a szyją.
- Nie uciekaj więcej ode mnie, proszę – powiedział słodkim szeptem. - Kocham cię, Kai. Zostań ze mną.
- Zostanę – odpowiedziałem, ledwo wyduszając z siebie to słowo. Schylał się, by pozbierać róże ze śniegu, kiedy pchnąłem go, tak by upad w śnieg. Zaraz potem sam upadłem na niego, wtulając się w jego klatkę piersiową.
Co z tego, że była zima?
Co z tego, że była noc?
Co z tego, że byłem aniołem?
Nic. Liczyła się chwila.

- Też cię kocham, Sehun- powiedziałem, obejmując go.

5 komentarzy :

  1. Oooo ♥ to było urocze. Przyznam, że zwabił mnie tu napis Sekai i cieszę się, że napisałaś na tt o nowej notce - zawsze to jakoś zwabia czytelników (szczególnie takich jak ja, którym nie chce się uczyć z fizyki)
    Co prawda kocham Sekai i strasznie narzekam na to, że jest go tak mało (ewentualnie to ja nie umiem szukać) ale nie samo Sekai mi się tu podobało. Rzadko czytam tego typu opowiadania: o aniołach itp. a tu taka niespodzianka i to pozytywna. Cieszę się, że wszystko tutaj było takie realistyczne pomimo tego wątka o aniele stróżu. Mam na myśli dokumenty, pracę i zastanawianie się Kai'a nad tymi typowymi czynnościami ^.^ Swoją drogą skopię tyłek Jonginowi, bo jaki anioł stróż zostawia swojego podopiecznego?
    Ach i kocham ten fragment z ustami. Piszę z pamięci także mogę zepsuć xd " Miałem pełne usta. od razu je znielubiłem. Sehun miał ładne takie wąski ♥" Kocham to po prostu. Urzekło mnie.
    I Sehun krzyczący: No, kocham cię! Złaź! - haha genialne. Takie proste, nieprzesadzone :)
    Chciałabym ich widzieć turlających się w śniegu xd
    Dobrze, że tu trafiłam. Pisz takich więcej. Weny życzę i pozdrawiam ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże kobieto to było nieziemskie!
    Tak dobrego SeKai to chyba NIGDY nie czytałam *^* Świetna historia, opisy, obmyślenie całej fabuły... Brak mi słów. Takie opowiadania mogła bym czytać godzinami i nigdy by mi się nie znudziły. Nie lubię tandetnych romansideł, które zawsze kończą się Happy End'em. Tutaj widać ciężką pracę, włożoną w napisanie tego fan fica.
    Bardzo spodobał mi się fakt, że w opowiadaniu była ta szczypta realizmu. Uwzględniłaś ludzkie potrzeby i Kai wiedział, że musi coś zrobić, aby odciążyć Sehuna.
    Podsumowując... To było cudowne i mam nadzieję, że to nie będzie twoje jedyne opowiadanie o EXO (mam cichą nadzieję, że kiedyś napiszesz Kray'a) :) Bardzo mi się też spodobały ff o B.A.P~ HimUp moją miłością :)
    Życzę Ci dużo, dużo weny i liczę na kolejne TAK dobre opowiadania :3
    Kris

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę przymiarki do nowego tła. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie piękne! Na twoim blogu jestem chyba pierwszy raz. Jakie cudowne opowiadanie! Nie mogę się nacieszyć. Czytałabym w kółko, all day, all night. Na prawdę. Teraz mam ferie więc mam czas. Przeczytałam to i jedno z Gazettek! ^^ Masz boski styl! ja ile razy zabieram się za pisanie po napisaniu jakiejś strony, góra dwóch, stwierdzam, że to (za przeproszeniem) g*wno warte. Ale nic, trudno. Przecież nie każdy ma do wszystkiego talent. Mnie go brakuje we wszystkim. No, może jedynie w zatruwaniu ludziom życia mam jakiejś "zadatki". NA PRAWDĘ SUPER! Weny!

    ~ BlueGirl

    OdpowiedzUsuń
  5. Nominuję cię do Liebster Award! Więcej info tutaj:
    :) http://teledyskiazja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń