Tak, dokładnie, moim zamierzeniem noworocznym było dodawać więcej notek, właśnie. Zapraszam do czytania. Jeśli możecie, skomentujcie, bardzo proszę.
Zespół: EXO
Paring: SeKai
Ostrzeżenia: fantasy (?), fulllluuuuuufffff
Zima. Dookoła było mnóstwo
nieskazitelnie białego śniegu, który w tym roku spadł wyjątkowo
obficie. Owszem, było zimno, ale dało się wytrzymać. Bywało
gorzej.
Właśnie skończył lekcje. Wyszedł
powolnym krokiem z ogromnej szkoły, pozostając w tyle za
przyjaciółmi. Było prawie zupełnie pusto. Wszyscy pobiegli do
domów, ciesząc się z nadchodzącego,
długiego weekendu.
On nie.
Czemu?
Był sam. Zupełnie sam, bez nikogo i
dawał sobie radę. Mimo, że nie miał w nikim oparcia, dawał sobie
bardzo dobrze radę, był dzielny.
Ale dzisiaj był specjalny dzień.
Wigilia, dzień, w którym wszyscy spędzają swoje wolne od pracy
chwile z rodziną i bliskimi przyjaciółmi. A on,
był wiecznie samotny. Co roku zawsze to samo.
Szedł wolno, kopiąc twarde kawały
lodu, które leżały na nieodśnieżonym chodniku. Na głowie miał
ciemny kaptur bluzy, ale ja widziałem, że płakał. Zawsze płakał,
łamiąc mi przy tym serce na miliony malutkich kawałeczków.
Musiałem coś z tym zrobić, chociaż nie miałem pojęcia co.
Wszedł do domu. Plecak cisnął
gdzieś w kąt małego przedpokoju. Zsunął się po ścianie,
chowając twarz w dłoniach. Palce zacisnął na krótkich blond
włosach. Jego zgarbione ciało poruszało się w lekkich drgawkach,
które spowodowane były głośnym szlochem. Chłopak uniósł lekko
głowę, kierując wzrok na przeciwległą ścianę, na której
wisiała ramka ze zdjęciem jego rodziców.
- Czemu umarliście?! - krzyknął,
prawie zdzierając sobie gardło. -Kto pozwolił wam zostawiać
własnego syna?! Kto?!
Wybuchł jeszcze silniejszym płaczem.
Podpierając się o ściany wstał, tylko po to, żeby przenieść
się do sypialni. Płożył się na starym, sprężynowym materacu,
podkulając nogi niczym małe dziecko.
Westchnąłem cicho. To ostatnie chwile
kiedy mogłem go tak bezkarnie obserwować. Zmaterializowałem się.
Dokładniej, zmieniłem nieodwracalnie w człowieka. Dla niego.
Przeszedłem przedpokój, stając we
framudze drzwi. Sehun podniósł głowę. W jego oczach
zaobserwowałem nagły napad szoku.
- Kim ty do cholery jesteś?!- krzyknął
podnosząc się do siadu. Odetchnąłem, kręcąc głową. Wiedziałem
przecież, że tak to będzie wyglądało. Ostrzegano mnie przed tym.
- Spokojnie, Sehun, nie chcę ci nic
zrobić, naprawdę...- powiedziałem cicho, najłagodniejszym głosem,
jaki byłem w stanie stworzyć.
- T-ty znasz mnie? - spytał już nieco
ciszej.- Mów kim jesteś.
- Jak ci powiem, to na pewno mi nie
uwierzysz – odpowiedziałem bez większego przekonania, opierając
się ramieniem o ścianę.
- Mimo to, chcę wiedzieć –
powiedział ściągając gniewnie brwi.
- Ehhh, robisz taką minę odkąd byłeś
mały – zaśmiałem się.
- Co do cholery?! - znowu podniósł
głos, odsuwając się na koniec łóżka, byle najdalej ode mnie.
- To będzie długi wieczór... -
westchnąłem ciężko. - Posłuchaj, wiem, że wyda ci się to
dziwne, wręcz niemożliwe , ale jestem
twoim aniołem stróżem. Mam na imię Kai.
- Co?! - zaśmiał się histerycznie,
prawie na granicy płaczu. - Aniołem stróżem? Powiedz proszę, że
to jakiś kiepski żart. Błagam!
-Nie Sehun, to nie jest żaden żart –
usiadłem naprzeciwko niego, opierając się o ścianę. Ręce
oparłem na kolanach. - Samo to, że znam twoje imię powinno
wszystko wyjaśnić.
- Człowieku, wiesz ile ludzi zna moje
imię? - prychnął. - Nie jesteś jedyny.
- A to, że twoi rodzice zginęli w
wypadku samochodowym, kiedy ty miałeś 14 lat, też wszyscy wiedzą?
- zagadnąłem. W jego oczach pojawiało się coraz większe
zdziwienie. - Albo to, że od trzech lat nie jesz białego pieczywa,
tylko ciemne? Albo, że nie podoba ci się twój charakter pisma, bo
jest przekrzywiony na prawo?
Zatkało go. Wpatrywał się we mnie z
otwartymi ustami.
- Anioł stróż, tak?- odezwał się
niepewnie po paru chwilach milczenia. - Nie żaden stalker, albo coś
w tym rodzaju?
- Wybacz, Sehun, nie zostałeś ofiarą
stalkingu, jesteś zbyt mało sławny- powiedziałem półżartem.
Zaśmiał się trochę nieswojo, ale zawsze to coś. Bez zaproszenia
usiadłem na jego łóżku.
- Nie tam po prawej...-zaczął Sehun.
-...Bo sprężyna pękła? -
dokończyłem, dokładnie wiedząc, co chciał powiedzieć.
- Dokładnie – uśmiechnął się,
chyba po raz pierwszy dzisiaj. - Kai, prawda? Tam, w Niebie, to oni
wam przydzielają osoby, których stróżami macie być?
- Nie do końca – powiedziałem,
odwzajemniając uśmiech. Przeczesałem dłonią zbyt długie,
ciemnobrązowe włosy, które ciągle opadały mi na oczy. - To jest
tak naprawdę losowe. Kiedy dusza anioła jest gotowa, by zacząć
dbać o kogoś innego, wtedy przydzielają ją do jakiejś osoby.
Czasami jednak bywa tak, że możemy sobie wybrać, do kogo chcemy
zostać przydzieleni.
- I co, ty sobie mnie wybrałeś, czy
przydzielono cię do mnie losowo? - spytał, przekrzywiając zabawnie
głowę.
- Wybrałem. Przed tobą, opiekowałem
się jeszcze innym dzieckiem, ale zmarło po paru godzinach od
porodu. - oparłem się o ramę łóżka.
- Czyli ze mną też jesteś od kiedy
się urodziłem, tak? - spytał, odwracając wzrok. Chyba zaczynał
się do mnie przyzwyczajać.
- Owszem.
- Czyli wszystko o mnie wiesz?
- Ech? No tak. - pokręciłem głową,
powodując, że włosy znowu zaczęły opadać mi na oczy. Ludzkie
ciało zaczynało mnie denerwować.
- To mamy problem – uśmiechnął się
łobuzersko. Znałem ten uśmiech. - Teraz ja powinienem poznać
ciebie.
- Co?- dla odmiany, teraz ja byłem
zdziwiony.
- No to teraz moja kolej.
***
Siedziałem przy stole w kuchni
Sehuna, patrząc jak ten miota się pomiędzy kuchenką a różnymi
szafkami, w poszukiwaniu jakichś
nowych produktów spożywczych, które dla mnie były jakoś dziwnie
obce.
- Jesteś pewny, że nie potrzebujesz
mojej pomocy? - spytałem z lekką obawą w głosie.
- Cicho - powiedział znad chmury pary,
unoszącej się nad garnkiem, z niezidentyfikowaną zawartością w
środku.- Mówiłem, że nie potrzebuję pomocy. Zresztą, i tak
prawie skończyłem.-
Znowu szukał czegoś w szafkach. Tym
razem chyba naczyń. Po paru minutach odwrócił się przodem do
mnie, w rękach trzymał małą parującą miskę. Postawił ją przy
mnie, razem z parą pałeczek. Sam usiadł naprzeciw mnie.
- Jedz - powiedział, wskazując brodą
naczynie.
- Ja mam to zjeść? - zrobiłem dziwną
minę, która spowodowała u Sehuna nagły wybuch śmiechu.
- No tak, w końcu teraz,
jesteś już człowiekiem. W dodatku, z tego co się domyślam,
będziesz chciał u mnie zostać - oparł głowę na dłoni. -
Musisz przyzwyczaić się do mojej kuchni.
- To mnie na pewno nie ugryzie? -
wskazałem na makaron pływający w zupie. Wyglądał podejrzanie.
- Nie powinno, wszystko było świeże
– przymknął powieki, czekając na moją reakcję.
Spojrzałem jeszcze raz podejrzliwie na
makaron. No dobra, chciałem mieć to
już za sobą. Włożyłem pierwszą porcję do ust. Zostałem miło
zaskoczony.
- Co to jest? - spytałem
podekscytowany.
- Własnej roboty, domowe kimchi –
zaśmiał się.
***
Od paru godzin siedzieliśmy w
salonie, nie zważając na to, że zrobiło się już zupełnie
ciemno. W pewnym momencie Sehun wyjrzał za okno, a w jego oczach
nagle pojawiły się iskierki. Zaczął padać śnieg, co wyglądało
pięknie na tle ciemnogranatowego nieba.
- Ne, Kai...- spojrzał na mnie,
bezwiednie łapiąc mnie za dłoń. - Możemy wyjść na zewnątrz?
Kiwnąłem głową, bez słowa.
Podniósł się, ciągnąc mnie przy tym za sobą. Pożyczył mi
jedną ze swoich kurtek i wyszliśmy. Pojedyncze płatki śniegu
zaczęły opadać mi na włosy i twarz.
- Jakie to jest dziwne –
powiedziałem, przecierając oczy.
- Co takiego? - Sehun odwrócił się
przodem do mnie z szerokim uśmiechem na ustach.
- No ten śnieg. Taki mokry i zimny.
- Śnieg zazwyczaj jest mokry i zimny –
zaśmiał się głośno.
Nastała cisza. Sehun uniósł głowę
do góry i wpatrywał się w spadający śnieg, nie dbając o to, że
większość płatków wpadała mu do oczu. Kręcił się w kółko,
niczym małe dziecko. W zasadzie, on nigdy nie dorósł. Zawsze był
takim małym dzieciakiem, po prostu nie każdemu dane było to
zobaczyć.
- Sehun...?- zagadnąłem cicho.
- Tak, Kai? - spojrzał na mnie z
radością w oczach, której nie widziałem u niego już od dłuższego
czasu.
- Tak właściwie... To jest specjalny
powód, dla którego pokazałem ci się – chłopak zrobił zaciętą
minę i stanął z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej.- Bo
nie każdy anioł pokazuje się swojemu podopiecznemu. Nie każdy ma
taką możliwość.
- Co masz na myśli? - ściągnął
brwi w geście zwątpienia.
- Chodzi mi o to, że tylko ten anioł,
który poczuł coś więcej niż zwykłe przywiązanie do
podopiecznego, może stać się człowiekiem – powiedziałem
wpatrując się w jego ciemne tęczówki.
Miał rozbiegany wzrok, nie umiał skupić się na jednym punkcie.
- Kai, nie mów, że masz na myśli, to
co ja myślę, że ty masz na myśli -powiedział, odsuwając się
ode mnie na parę kroków. Okej, mogłem przewidzieć taką reakcję.
- Przepraszam, Sehun. To naprawdę nie
moja wina – odpowiedziałem rozkładając ręce w bezsilnym
geście. Patrzył przez chwilę na mnie, potem na moje ręce. Wziął
bardzo głęboki wdech.
- Co ty do cholery masz nasrane we
łbie?! - krzyknął. Nigdy nie widziałem go tak zdenerwowanego. -
Przychodzisz nie wiadomo skąd, mówisz, że jesteś aniołem,
opowiadasz, jak to oglądałeś moje dorastanie! I co?! Teraz
wyznajesz mi uczucia, jakbyśmy się znali lata, a nie parę godzin!
Myślisz, że kim ty jesteś, żeby tak bezczelnie włazić do mojego
życia, nie zastanawiając się nad konsekwencjami?! Nawet jeśli
kiedyś byłeś tym pieprzonym aniołem, to teraz nie jesteś. I
niech to do ciebie dotrze. Teraz jesteś człowiekiem, a między nami
panują określone prawa i ogół przyjętych zachowań. Musisz
zapracować na kontakt ze mną, bo nie różnisz się niczym od
zwykłego przechodnia na ulicy...
Pod koniec obrócił się do mnie
plecami.
- Zostaw sobie tę kurtkę. Ja wracam
do domu, muszę przemyśleć parę rzeczy – dodał, obracając
powoli głowę w moją stronę. Popatrzył tymi swoimi pięknymi,
czarnymi tęczówkami w moje matowe oczy. - Ty rób co chcesz, ale
mnie zostaw samego.
- Ale Sehun...-zacząłem.
- Nie obchodzi mnie to - odszedł w
stronę klatki schodowej. Po paru chwilach zniknął za drzwiami,
zostawiając mnie samego na środku placu.
Cudownie.
***
Ludzkie ciało jest tak denerwująco
słabe. W życiu nie podejrzewałbym, że aż tak bardzo, naprawdę.
Nie wiem ile siedziałem na zewnątrz, ale zapewne koło paru godzin.
Moje ciało zesztywniało od zimna, powodując niezmiernie
nieprzyjemne dreszcze. Kurtka, którą dostałem od Sehuna również
nie należała do wybitnie grubych, co tylko wzmagało efekt, który
wywoływała zima.
Miałem już dość. Wstałem z kawałka
odśnieżonej ławki i ruszyłem w stronę mieszkania Sehuna. Może
on miał mnie gdzieś, ale ja nie miałem zamiaru nocować na
zewnątrz. Co to, to na pewno nie.
Stanąłem przed drewnianymi drzwiami,
prowadzącymi do jego mieszkania. Zapukałem, opierając się
równocześnie o ścianę. Słyszałem kroki. Zapewne wyglądnął
przez judasza i zobaczył kto stoi przed jego drzwiami. Zapukałem
jeszcze raz.
- Mówiłem, żebyś zostawił mnie
samego! - krzyknął przez dzielącą nas ścianę.
- Ale Sehun, nie mam co ze sobą
zrobić...!- odpowiedziałem trochę histerycznym tonem. Naprawdę
było mi zimno, nie moja wina. Nie wiedziałem, że ludzie są tacy
słabi.
- To, że mnie to nie obchodzi, to też
mówiłem!- odkrzyknął znowu.- Trzeba było myśleć o tym
wcześniej!
- Sehun no...- jęknąłem żałośnie.
- Ja naprawdę mam tylko ciebie. Błagam cię, wpuść mnie.
Zastała mnie cisza. Potem bardzo
głośne wzdychnięcie, i dźwięk przekręcanego zamka.
- Okej, możesz zostać – powiedział
chłopak zaraz po otworzeniu mi drzwi. - Ale masz trzymać się moich
zasad, jasne?
Kiwnąłem potwierdzająco głową.
Wpuścił mnie i kazał usiąść z salonie. Sam poszedł do
sypialni, po której kręcił się spory kawał czasu. Przeszedł do
łazienki, a potem znowu do mnie. W rękach trzymał niewielki
pakunek składający się z różnych ubrań, ręcznika i paru innych
rzeczy. Położył to wszystko na moich kolanach. Spojrzałem na
niego z niemym pytaniem na ustach.
- No co się tak patrzysz? Człowiekiem
jesteś, to niektórych rzeczy teraz będziesz potrzebował, tak? -
chwycił ponownie pakunek, rozkładając go na części pierwsze. -
Patrz, dałem ci parę koszulek i trzy pary spodni. Tutaj masz
bieliznę, ręcznik i parę rzeczy, które przydadzą ci się do
higieny. Nie muszę mówić, co jest do czego, prawda?
- Nie musisz... - miał już wychodzić
z pokoju, ale zatrzymałem go.- Dziękuję ci.
- Weź przestań – prychnął. -
Lepiej idź się ogarnąć, ja idę spać. Tobie zostawiam pościel
tutaj. Dasz sobie radę. Jesteś dużym chłopcem.
Tak. Szkoda tylko, że żyję od paru
godzin.
***
Stałem w na środku łazienki,
wpatrując się w podobno własne odbicie w lustrze. Wydawało
mi się to niezmiernie dziwne i wręcz krępujące. Po raz pierwszy
widziałem siebie.
Niestety, musiałem przyznać, że obyło się bez większych
wzniesień. Koreańczyk, jak każdy Koreańczyk.
Ciemne oczy, okalane w miarę długimi
rzęsami. Również ciemne, zbyt długie (co już wcześniej zdążyłem
zauważyć) włosy, opadały lekkimi falami na wysokie czoło, uszy i
kark. Miałem pełne usta, szczególnie górną wargę. Od razu je
znielubiłem. Sehun miał fajniejsze, takie wąskie.
Zmrużyłem oczy. Nie byłem brzydki,
tak po prawdzie. Może nie jakiś wybitnie piękny, ale brzydki to na
pewno nie.
I była jeszcze jedna rzecz, którą
musiałem przyznać. Miałem fajne mięśnie. I nie tylko mięśnie.
Natura mnie stanowczo szczodrze obdarzyła.
Uśmiechnąłem się
sam do siebie ukradkiem. Bycie człowiekiem jest takie
śmieszne. Przywiązuję wagę do rzeczy, na które, będąc aniołem,
nie zwróciłbym nawet najmniejszej uwagi. Na przykład, miękkość
włosów przy odgarnianiu ich za ucho. Albo powiew chłodniejszego
powietrza, gdy wychodzi się spod prysznica. Albo chociażby
burczenie w pustym brzuchu, ponieważ nie zjadło się nic od
dłuższego czasu. Wszystko to było takie zabawne. Chciałem poznać
więcej ludzkich odczuć. Pewnie też były tak niezwykłe w swojej
zwyczajności.
Poszedłem na palcach do salonu, gdzie
czekało na mnie moje „łóżko”. Starałem się nie obudzić
Sehuna, ale nie wiedziałem czy mi wyszło. Stare panele skrzypiały
przy każdym kroku, jakbym się nie nagimnastykował, by nie
hałasować.
Ułożyłem się wygodnie
na miękkiej kanapie, i przykryłem dość cienką kołdrą. Oparłem
głowę na poduszce, ale coś mnie ukuło
w szyję. Podniosłem się do siadu, by zobaczyć, co to mogło być.
Wtedy z poduszki spadła mała, zupełnie biała karteczka złożona
na pół.
Śpij dobrze.
To ciepło,
rozlewające się po moim sercu w tamtym momencie też było
zabawne.
***
Siedziałem sobie spokojnie w kuchni,
przeglądając przy tym zawartość lodówki, która notabene nie
była jakaś wyjątkowo wybitna. Nie no, niby coś było, ale nie
znałem się na tym wszystkim, więc tak jakoś nie pozostawało mi
nic, tylko czekać o burczącym brzuchu na Sehuna.
Nudziło mi się, od kiedy się tylko
obudziłem. No bo co ja mogłem zrobić, przecież w życiu nie
dałbym sobie rady sam w mieście. Co
pozostawało mi do roboty? Tak naprawdę,
to nic. Przeczytałem książkę, posprzątałem
i tak naprawdę tyle. Teraz siedziałem na blacie, machając
nogami, i wpatrując się beznamiętnie w białe drzwi od lodówki,
na których poprzyklejane były różnokolorowe karteczki.
W pewnym momencie usłyszałem szczęk
otwieranego zamka. Momentalnie zeskoczyłem z blatu i pobiegłem w
stronę wejścia. Tak jak myślałem, zastałem tam Sehuna. No tak, w
końcu, kogo innego mogłem tam zastać?
- Cześć, Kai – przywitał się
chłopak, strzepując śnieg z włosów.
- Cześć, Sehun – odpowiedziałem z
uśmiechem. Przejąłem kurtkę, którą właśnie zdjął i
powiesiłem na wieszaku. Na początku spojrzał na mnie dziwnym
spojrzeniem, a potem tylko westchnął, kręcąc głową.
- Trochę czasu zajmie mi
przyzwyczajenie się do tego, że ktoś ze mną mieszka –
powiedział, przechodząc do kuchni. Zabrał się do przygotowywania
czegoś. Nie wiem, nie patrzyłem mu przez ramię. Usiadłem tylko
przy stoliku.
Po pewnym czasie położył mi przed
twarzą talerz pełen kanapek. Spojrzałem na niego pytająco.
- No co? To nie hotel, nie będę robić
ci obiadów – powiedział oschle wychodząc z kuchni razem ze swoją
porcją jedzenia. Zamknął się w sypialni.
Brawo, Kai. Lepiej byłoby, gdybyś się
nigdy nie pokazał.
***
- Okej... To jeszcze raz – syknął
Sehun przez zaciśnięte zęby. Rozmawialiśmy o tym, co zrobić. Bo
w końcu, byłem człowiekiem, a nie miałem żadnych dokumentów,
pieniędzy, wykształcenia, nic. - Nie masz nawet nazwiska?
- No co, nie moja wina! - podniosłem
ręce w geście obrony. Sehun faktycznie wyglądał tak, jakby miał
mnie zaraz uderzyć. Nie należał do
najcierpliwszych osób.- Nikt nam nie nadaje nazwisk w Niebie.
- Weź mnie nawet nie denerwuj jeszcze
bardziej, błagam – był zmęczony. Oparł głowę na ręce.-
Wiesz, że do pracy też będziesz musiał iść? Ta renta, którą
dostaję z urzędu nie starczy na czynsz i utrzymanie dwóch osób. A
ja nie mogę iść do pracy, bo chodzę do szkoły.
Pokiwałem głową.
- Ale, Sehun, czy ktokolwiek przyjmie
mnie do pracy, skoro ja nawet podstawówki nie skończyłem? -
zapytałem zmartwiony. Byłem zagubiony. Świat ludzi jest trudny, a
oni sami muszą być niezwykle silni, żeby w nim przetrwać. Nie
wiem czy ja dam sobie radę, to może okazać się zbyt ciężkie dla
mnie.
- Tak naprawdę, to nie mam pojęcia,
Kai – westchnął chłopak.
Nastała cisza. Ułożyłem się
wygodniej w fotelu, siadając po turecku. Przetarłem oczy.
- Kim Jongin – powiedział nagle
Sehun.
- Co? - spytałem nieprzytomnie.
- Nie co, tylko kto. Kim Jongin, tak
się będziesz nazywał – powiedział, zapisując coś na kartce.
Faktycznie, jego pismo było przekrzywione w prawo.
- Nie, żeby mi się nie podobało, ale
jaki to ma związek z „Kaiem”? - zapytałem ponownie, ściągając
brwi.
- Nijaki, i o to właśnie chodzi –
zadowolony z siebie, podkreślił te trzy napisane sylaby, tworzące
moje nowe nazwisko.
- Tak, załóżmy, że rozumiem –
podrapałem się po szyi. Przepisałem znaki. Całkiem wygodnie się
je pisało. I nieźle brzmiały.
- A ile masz lat? - chłopak znowu się
na mnie spojrzał. Jednocześnie wzruszyłem ramionami i pokręciłem
głową. Nie miałem wieku. Skomentował
to jedynie głośnym westchnięciem. - Wyglądasz na coś koło 20...
Czyli jeszcze niepełnoletni... Kurna...
- To źle?
- Powiedzmy, że tak – znowu coś
zapisał. - Nieważne. Będziesz miał 21 lat. Data twoich urodzin,
to wigilia, bo wtedy mi się pokazałeś. Urodziłeś się w Seulu, a
twoi rodzice wyjechali z Korei i mieszkają w Kanadzie, zrozumiano?
- No...dobrze?
- Ehh... Masz tą kartkę, tu masz
wszystko zapisane – podał mi świstek papieru. - Jutro pójdę do
ojca mojego kolegi, on prowadzi kawiarnie. Może cię tam zatrudni.
Odwrócił się, w zamiarze wyjścia.
Wstałem pośpiesznie, by złapać go za rękę.
- Dziękuję, że tyle dla mnie robisz
– powiedziałem cicho.
- Daj spokój – chciał już wyjść,
nawet przeszedł próg pomieszczenia, ale
zatrzymał się i dodał ledwo słyszalnym głosem.- To w końcu
przeze mnie tu jesteś.
***
Minął już ponad miesiąc, od kiedy
stałem się człowiekiem. Dostałem pracę w kawiarni, jako kelner.
Poznałem parę nowych osób, można by powiedzieć, że wręcz się
z nimi zaprzyjaźniłem. Szczególnie z Suho, Tao i Xiuminem. Praca
nie była bardzo trudna, a dało się coś zarobić. Przynajmniej
tyle, żeby dołożyć się do funduszy na jedzenie, a nie tak ciągle
żerować na biednym Sehunie.
Ogólnie, coraz mniej go potrzebowałem
w takim codziennym życiu. Za to coraz bardziej potrzebowałem jego
obecności. Takiej zwykłej, nie musieliśmy nic razem robić.
Starczyło mi to, że mogłem go widzieć parę razy dziennie i mieć
pewność, że jest tuż obok mnie, za drzwiami swojego pokoju. W
razie czego zawsze mogłem do niego pójść i porozmawiać.
Odetchnąłem głęboko. Spieprzyłem
całą sprawę już na samym początku. Powinienem wziąć jakąś
drugą pracę na pół, albo chociaż jedną trzecią etatu, i
wyprowadzić się od niego. Byłem tylko niepotrzebnym ciężarem.
Pasożytem, który na nim żerował.
I to właśnie miałem zamiar zrobić.
Wyprowadzić się. Mimo, że tak bardzo go potrzebowałem. Uzbierałem
już dość pieniędzy na biedną, wynajmowaną kawalerkę. Tak
właściwie, wszystko było ustalone, trzeba było
tylko podpisać papierek.
Przejrzałem cały dom, by upewnić
się, że niczego nie zapomniałem spakować. Westchnąłem ciężko,
pisząc krótką wiadomość do Sehuna, o tym, że się
wyprowadziłem. Miałem nadzieję, że nie będzie zły. Przywróciłem
kanapie swój pierwotny wygląd. Usunąłem wszelkie znaki mojej
bytności w jego domu. Zamknąłem drzwi, a kluczyki wrzuciłem do
skrzynki pocztowej, razem z wcześniej napisaną wiadomością.
Wychodząc z klatki nie obejrzałem
się za siebie. Czułem gorzką gulę w gardle, której nie mogłem
przełknąć i dziwny ucisk w sercu. Nie zważając na to,
podreptałem w stronę najbliższego przystanku
metro. Szedłem z opuszczoną głową, jakoś nie w smak było
mi ją podnosić. Wiał zimny wiatr, pozostawiający na twarzy
lodowate igiełki zimna.
Po chwili wpadłem na kogoś,
zagapiając się.
- Oh, przepraszam pana...-
powiedziałem, mijając przechodnia. Nagle, owy człowiek złapał
mnie za rękę.
- Jongin? - podniosłem głowę. Znałem
ten głos.
- Sehun? - odpowiedziałem pytaniem.
Tamten tylko popatrzył na mnie, zdumiony.
- Co ty tutaj robisz? - jego głos
nabierał opiekuńczego tonu.- Płaczesz?
- Ja? Co?- dotknąłem policzka. Był
mokry i lodowaty. A więc tak się płacze. Otarłem ręką twarz. -
Nie, ja nie płaczę. Z zimna tak mam.
- Jongin, co ty tutaj w ogóle robisz?
- spytał podejrzliwie, patrząc mi głęboko w oczy. Wyrwałem rękę
z jego uścisku. - Jongin!
Bez słowa ruszyłem, zostawiając go
za sobą. Siorbnąłem cicho nosem, a ręce schowałem do kieszeni.
Po chwili usłyszałem, że do mnie podbiega, wieszając się na moim
ramieniu.
- Kai, możesz mi powiedzieć, o co
tutaj chodzi?! - prawie krzyknął. Ludzie dookoła nas, zaczęli się
nam dziwnie przyglądać. Sehun zatrzymał mnie
mocnym szarpnięciem ręki.- Kai, do cholery, nie ignoruj
mnie!
Popatrzyłem mu w oczy, widząc jak
ogniki gniewu tańczą w jego brązowych tęczówkach. Chciałem się
uśmiechnąć, ale wyszedł z tego wykrzywiony grymas. Sehun miał
już coś powiedzieć, ale w ostatnim momencie odwróciłem się.
- Przepraszam, śpieszę się –
powiedziałem przez zupełnie zaciśnięte gardło. Poszedłem przez
siebie, modląc się, żeby jego już tam nie było. Żeby sobie
poszedł, zapomniał.
Odwróciłem się ten jeden, ostatni
raz. Stał tam, patrząc na moją odchodzącą sylwetkę. Po jego
policzkach spływały łzy, a dłonie miał mocno zaciśnięte w
pięści.
***
- No i jak tam? - zagadnął wesoło
Suho, opierając się na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się. -
Całkiem niezła okolica, prawda?
- Ahhh, tak – to on załatwił mi
mieszkanie, a sam mieszkał całkiem
niedaleko. Razem jeździliśmy do pracy, bo akurat tak się złożyło,
że oboje dostaliśmy podobne godziny.
Oboje także pracowaliśmy na pełen etat. Teraz już tak. - Jeszcze
raz wielkie dzięki, nie wiem co bym bez ciebie zrobił.
- Nie przesadzaj, Jongin – zaśmiał
się wesoło, wychodząc na zaplecze. Wzdychnąłem ciężko. Było
mi źle bez Sehuna. Bardzo źle. Tęskniłem za nim jak jasna
cholera. Chciałem go obok siebie. Chciałem jego dotyku, jogo osoby.
Niestety, nie dane mi to.
Otrząsnąłem się, kiedy Xiumin podał
mi kartkę z następnym zamówieniem. Praca wzywała. Bez większego
zapału zabrałem się za parzenie kawy, chociaż barista to ze mnie
był żaden. Szczególnie, gdy kazano mi zrobić latte macchiato. Nie
znałem się na tym zupełnie.
Podałem Minseokowi zaparzoną kawę, a
sam oparłem się blat.
- Idziesz zapalić? - spytał Tao,
pojawiając się nagle znikąd. Pokiwałem przecząco głową, a
tamten tylko wzruszył ramionami. - A właśnie, obsłuż gościa pod
czternastym numerem. Ja u niego byłem, ale wtedy
jeszcze się nie zdecydował .
- Tak, tak, już idę – sięgnąłem
po mały notesik i długopis. Podszedłem do wskazanego stolika. Nie
spojrzałem nawet kto tam siedział. Tao mówił, że jakiś facet,
mało mnie to interesowało.
- Dzień dobry. Czy mogę zebrać pana
zamówienie? - powiedziałem znużonym, lecz odpowiednio miłym i
uprzejmym tonem, jakiego wymagała moja praca.
- Od kiedy jestem dla ciebie „panem”?
- usłyszałem jego głos.
Głos, który tak bardzo chciałem usłyszeć, jednocześnie nie
chcąc. Podniosłem głowę, żeby potwierdzić moje obawy. Niestety,
nie była to jakaś halucynacja, albo zwidy. Sehun siedział przy
stoliku nr.14, czekając aż go obsłużę. Domyślałem się, że
nie chodziło mu o zwykłą kawę.
- Zdecydował
się pan? - czułem, że ignorowanie go będzie najlepszym możliwym
rozwiązaniem. Wiedziałem, że to było bardzo nie w porządku, ale
czasem trzeba skrzywdzić osobę, którą się kocha, by była
szczęśliwa.
- Rozumiem... -
Sehun oparł się na fotelu, krzyżując ramiona na klatce
piersiowej. - Zrób cokolwiek ci się podoba.
Patrzył na mnie
z zarzutem w oczach, miał mi dużo za złe. Ale kiedyś zrozumie, że
zrobiłem to dla jego dobra. Może jeszcze nie teraz, ale kiedyś na
pewno... Musi zrozumieć. Odszedłem od stolika, zabrałem się za
robienie latte. Miałem nadzieję, że nie było mu aż tak smutno,
jak wyglądało.
Podejrzewam, że
ta kawa była jedną z najlepszych, które w życiu zrobiłem... Tak
przynajmniej przypuszczał Suho. I chciałem, żeby była to prawda,
przynajmniej tyle Sehun ode mnie dostanie.
- Pańskie latte
– powiedziałem, kładąc zamówienie na drewnianym, okrągłym
stoliku dla dwojga.
- Nie mów tak
do mnie – odezwał się surowo. Zmarszczył brwi, a dłonie
zacisnął mocno na filiżance. Blond włosy opadły mu na czoło, a
w oczach widziałem błyszczące niebezpiecznie łzy. Pociągnął
nosem, a mnie zakuło w sercu. Już miałem się przysiąść i go
przeprosić, ale nagle wezwano mnie do chłodni. Popatrzyłem na
niego przepraszająco. - Rozumiem, praca. O której kończysz? Gdzie
mieszkasz?
- Przepraszam...
Ale to chyba nie pańska sprawa -powiedziałem próbując się nie
rozpłakać.
***
Jak
ja byłem potwornie zmęczony całym tym dniem. Strasznie chciałem
być już w łóżku, czytać książkę i powoli sobie zasypiać.
Trzymając ciepłą herbatę w ręce, usiadłem przed oknie,
wpatrując się w gwiazdy. Odkąd stałem się człowiekiem, zrobiłem
się jakiś taki sentymentalny. Ogarnęła mnie dziwna, chłodna,
biała melancholia. Śmiałem się sam z siebie, z mojej
nieporadności życiowej...
Podkuliłem
nogi pod brodę, ukrywając je pod rozciągniętym wełnianym
swetrem, który zabrałem Sehunowi. Nadal nim pachniał. Nie
wyobrażałem sobie życia bez tego zapachu. Bez tego głosu, który
nadal pozwalał mi funkcjonować w miarę
prawidłowo. Nie zauważyłem kiedy minęła północ.
- Kim
Jongin, ty kretynie! - usłyszałem bardzo znajomy, aż zbytnio
znajomy głos. Natychmiastowo postawiło
mnie to na nogi. Dochodził z dziedzińca pomiędzy blokami. Skąd on
wiedział gdzie ja mieszkam?! Podbiegłem do okna, otwierając je na
oścież. Wychyliłem się jak tylko najbardziej mogłem, byleby nie
wypaść. Na dole stał nikt inny jak Sehun. Padający dookoła śnieg
utrudniał widoczność, ale nie przeszkadzało mi to w dostrzeżeniu
go. Zawsze bym go poznał. W prawej ręce trzymał bukiet czerwonych
róż, a w lewej ogromnego pluszowego misia. Moje serce zabiło o
wiele szybciej, kiedy uświadomiłem sobie, że jest tu tylko dla
mnie.
- Kim
Jongin, cholero ty jedna, złaź tu na dół! Wiem, że mnie
słyszysz, debilu! - darł się na całe osiedle. Zacząłem się
śmiać, nadal wisząc w połowie za oknem. Wiało we mnie śniegiem
i innymi okropnościami, ale miałem to gdzieś. Kochałem tego
głupka. Na prawdę, był błogosławieństwem niebios.
-
Kai, kocham cię no! Złaź tu do mnie!- wykrzyczał na cały głos.
Myślałem, że zabraknie mi tchu. Te dwa zdania były warte całe
moje życie. Rzuciłem się biegiem po kurtkę i buty. Ubrałem się
pośpiesznie, nie zważając na to jak wyglądam. W ostatnim momencie
chwyciłem kluczyki Prawie sfrunąłem po schodach, chciałem być
już przy nim. Wypadłem zziajany z klatki schodowej z ogromnym
uśmiechem na ustach. Serce mi zamarło, kiedy ujrzałem Sehuna,
całego przemarzniętego, wręcz trzęsącego się z zimna.
Uśmiechnął się, gdy mnie zobaczył. Podbiegłem do niego, prawie
rzucając się na jego drobną sylwetkę. Chwyciłem mocno jego
szyję, przypierając własnym ciałem do jego, on uścisnął mnie w
tali, puszczając wcześniej zarówno róże jak i pluszaka. Poczułem
jak po policzkach spływają mi łzy. Łzy szczęścia. Sehun
odciągnął mnie od siebie. Już miałem zacząć protestować, gdy
nagle pocałował mnie delikatnie, śmiejąc się jakby. Pogłębił
pocałunek, ale tylko na chwilę. Zaraz znowu przygarnął mnie,
kładąc głowę na zagłębieniu między moim ramieniem a szyją.
- Nie
uciekaj więcej ode mnie, proszę – powiedział słodkim szeptem. -
Kocham cię, Kai. Zostań ze mną.
-
Zostanę – odpowiedziałem, ledwo wyduszając z siebie to słowo.
Schylał się, by pozbierać róże ze śniegu, kiedy pchnąłem go,
tak by upad w śnieg. Zaraz potem sam upadłem na niego, wtulając
się w jego klatkę piersiową.
Co z
tego, że była zima?
Co z
tego, że była noc?
Co z
tego, że byłem aniołem?
Nic.
Liczyła się chwila.
- Też
cię kocham, Sehun- powiedziałem, obejmując go.

Oooo ♥ to było urocze. Przyznam, że zwabił mnie tu napis Sekai i cieszę się, że napisałaś na tt o nowej notce - zawsze to jakoś zwabia czytelników (szczególnie takich jak ja, którym nie chce się uczyć z fizyki)
OdpowiedzUsuńCo prawda kocham Sekai i strasznie narzekam na to, że jest go tak mało (ewentualnie to ja nie umiem szukać) ale nie samo Sekai mi się tu podobało. Rzadko czytam tego typu opowiadania: o aniołach itp. a tu taka niespodzianka i to pozytywna. Cieszę się, że wszystko tutaj było takie realistyczne pomimo tego wątka o aniele stróżu. Mam na myśli dokumenty, pracę i zastanawianie się Kai'a nad tymi typowymi czynnościami ^.^ Swoją drogą skopię tyłek Jonginowi, bo jaki anioł stróż zostawia swojego podopiecznego?
Ach i kocham ten fragment z ustami. Piszę z pamięci także mogę zepsuć xd " Miałem pełne usta. od razu je znielubiłem. Sehun miał ładne takie wąski ♥" Kocham to po prostu. Urzekło mnie.
I Sehun krzyczący: No, kocham cię! Złaź! - haha genialne. Takie proste, nieprzesadzone :)
Chciałabym ich widzieć turlających się w śniegu xd
Dobrze, że tu trafiłam. Pisz takich więcej. Weny życzę i pozdrawiam ^.^
Boże kobieto to było nieziemskie!
OdpowiedzUsuńTak dobrego SeKai to chyba NIGDY nie czytałam *^* Świetna historia, opisy, obmyślenie całej fabuły... Brak mi słów. Takie opowiadania mogła bym czytać godzinami i nigdy by mi się nie znudziły. Nie lubię tandetnych romansideł, które zawsze kończą się Happy End'em. Tutaj widać ciężką pracę, włożoną w napisanie tego fan fica.
Bardzo spodobał mi się fakt, że w opowiadaniu była ta szczypta realizmu. Uwzględniłaś ludzkie potrzeby i Kai wiedział, że musi coś zrobić, aby odciążyć Sehuna.
Podsumowując... To było cudowne i mam nadzieję, że to nie będzie twoje jedyne opowiadanie o EXO (mam cichą nadzieję, że kiedyś napiszesz Kray'a) :) Bardzo mi się też spodobały ff o B.A.P~ HimUp moją miłością :)
Życzę Ci dużo, dużo weny i liczę na kolejne TAK dobre opowiadania :3
Kris
Widzę przymiarki do nowego tła. ;)
OdpowiedzUsuńJakie piękne! Na twoim blogu jestem chyba pierwszy raz. Jakie cudowne opowiadanie! Nie mogę się nacieszyć. Czytałabym w kółko, all day, all night. Na prawdę. Teraz mam ferie więc mam czas. Przeczytałam to i jedno z Gazettek! ^^ Masz boski styl! ja ile razy zabieram się za pisanie po napisaniu jakiejś strony, góra dwóch, stwierdzam, że to (za przeproszeniem) g*wno warte. Ale nic, trudno. Przecież nie każdy ma do wszystkiego talent. Mnie go brakuje we wszystkim. No, może jedynie w zatruwaniu ludziom życia mam jakiejś "zadatki". NA PRAWDĘ SUPER! Weny!
OdpowiedzUsuń~ BlueGirl
Nominuję cię do Liebster Award! Więcej info tutaj:
OdpowiedzUsuń:) http://teledyskiazja.blogspot.com/