Zespół : BTS (Bangtan Boys)
Paring: yoonseok
Liczba słów: 1108
Gatunek: Angst
- Która godzina? - zapytał chłodno,
patrząc mi prosto w oczy. Jego tęczówki były zimne niczym lód.
Miałem wrażenie, jakby zamarzły wiele lat temu i pozostały w tym
lodzie, tracąc czułość.
Westchnąłem, odwracając wzrok. Było
mi zimno od tego wszystkiego. Dreszcze przebiegły po moich skulonych
plecach. Poprawiłem się w starym, zużytym fotelu, zwracając na
niego ponownie wzrok. Siedział wyprostowany, opierając się o
krzesło, głowę trzymając lekko uniesioną. Pozory.
- Tak, jestem szczęśliwy i brak mi
tylko dzwoneczka u szyi, który by brzęczał nad tobą, gdy śpisz –
odpowiedziałem doskonale znaną kwestię raz jeszcze. Jego oczy się
rozpogodziły, a na usta wstąpił delikatny uśmiech, lecz nadal
było czuć od niego nieprzyjemny chłód. Odwzajemniłem uśmiech,
bo wiedziałem, że niedługo znów będzie dobrze. Czas zacząć
przedstawienie, które przyszło nam grać od tego feralnego dnia.
- Więc nie słyszałeś burzy? Murem
targnął wiatr, wieża ziewnęła jak lew, wielką bramą na
skrzypiących zawiasach – powiedział wpatrując się gdzieś w
przestrzeń za mną. Uśmiechał się coraz częściej, lecz w
miejsce mrozu wstępowała gorąca tęsknota, paląca od środka.
„Brakowało mi tych oczu, Hoseok” chciałem powiedzieć, lecz
zamiast tego zwyczajnie opuściłem głowę, myśląc o kolejnej
linijce, w scenariuszu, który powtarzam każdego dnia.
- Jak to, zapomniałeś? Miałem na
sobie zwykły szary sweter, odkrywający jedno ramię –
odpowiedziałem cicho, nadal mając opuszczoną głowę. Słyszałem
jego niewinny śmiech, przypominający odgłos malutkich dzwoneczków
francuskich. Miał równe zęby, od zawsze. Patrzył na mnie teraz w
taki sposób, który kochałem najbardziej. Jego ciemne oczy szukały
mnie, jednocześnie mnie widząc, patrzyły głęboko w moją duszę,
a ja nie miałem nic do ukrycia.
- I natychmiast potem niebo pękło w
stubłysku – wziął głęboki wdech i opuścił ramiona. Zamyślił
się, mogłem to dostrzec w jego wyrazie twarzy. Tęsknił. Chciałby
powiedzieć „tak, też tęskniłem Yoongi”, ale nie mógł.
Dlatego odezwałem się ja, niepewnie spoglądając na niego.
- Jakże mogłem wejść, przecież nie
byłeś sam – to zdanie zawsze bolało najbardziej. Czułem mocne
ukłucie gdzieś w klatce piersiowej, bardzo głęboko. Pokiwał
głową, wyglądał na szczęśliwego. Może faktycznie taki był?
Sam już nie wiem.
- Ujrzałem nagle kolory sprzed
istnienia wzroku – w jego głosie była pasja, za którą już
zaczynałem powoli tęsknić. Czarny gruby sweter zsunął się z
jego ramienia. Odchyliłem się w fotelu, patrząc na niego spod
przymrużonych oczu. Kolejny raz ta sama pasja, a potem jej nagłe
zgaśnięcie. Jakby ktoś zdmuchnął płomień świeczki, odbierając
innym światło. Chciałem w ty momencie dużo powiedzieć, lecz
jakaś dziwna klamra blokowała mi usta.
- Szkoda, że nie możesz mi przyrzec –
powiedziałem dławiącym szeptem. W moich oczach zaczynały zbierać
się łzy, ponieważ zbyt dobrze wiedziałem, jakie będzie
zakończenie tej rozmowy. Spojrzał na mnie smutno.
- Masz słuszność, widocznie to był
sen – spojrzał gdzieś w bok. Potem rozejrzał się szeroko,
przelatując spojrzeniem po całym, prawie pustym pokoju. Były tu
tylko dwa meble: mój fotel i jego krzesło. Ściany obijały się
białą pustką, a niedokończony parkiet poszarzał zanim ktokolwiek
się nim zainteresował. Widać było goły beton w niektórych
miejscach. A może to by stary tynk?
Hoseok chwycił butelkę z wodą. Wyjął
z kieszeni srebrny listek z tabletkami o nienaturalnie czerwonym
kolorze. Czarne włosy opadły na jego czoło, dokładnie w tym samym
momencie, gdy mi pociekły łzy po policzkach. Zawiał nagły, letni
wiatr. Ach tak, dzisiaj przecież otworzyłem okno.
- Dlaczego kłamiesz, dlaczego mówisz
do mnie jego imieniem, kochasz go jeszcze? - to tylko pretekst. On i
tak przecież nie zważa na moje słowa. Zrobi swoje. Podkuliłem
nogi, uciekając od tego, co ma nadejść. Hoseok nie robił nic
niezwykłego. Po prostu siedział, patrząc się na trzy tabletki,
które trzymał w ręku. Zdążył je wyjąć, gdy ja mówiłem. Nie
dając mi żadnego spojrzenia, kontynuuje:
- O tak, chciałbym żebyś został ze
mną – odkręcił zębami butelkę i jednym haustem popił
wszystkie trzy tabletki. Z moich ust wyrwał się cichy, ponieważ
zduszony jęk bólu. Poczułem jak ściska mi się żołądek.
Każdego razu to samo.
- Nie mam żalu, powinienem był
domyślić się tego – wydusiłem gorzko przez cały czas
spływające łzy. Dusiły mi gardło swoją naiwnością i żalem.
Mój rozmówca uśmiechnął się błogo, a jego dłonie opadły
delikatnie, lecz bezwładnie wzdłuż jego korpusu. Zaśmiał się
niemrawo, opuszczając głowę luźno głowę. Jednak zaraz poprawił
się na krześle, a ręką przeczesał włosy.
- Wciąż myślisz o nim? - zapytał,
ale pytanie to trafiło w głuchą pustkę, razem z moim łkaniem.
Nie umiałem tego powstrzymać, nigdy nie umiem, w tym momencie
zawsze...
- Ależ ja nie płaczę –
odkaszlnąłem, prostując się. Otarłem twarz, żeby móc godnie
spojrzeć w oczy Hoseokowi. Jego wzrok był rozbiegany, nie mógł
znaleźć punktu podparcia.
- I to już wszystko? - jego głos był
jakby przytłumiony, bez dawnej głębi. „Trzymaj się”
próbowałem powiedzieć, ale nie mogłem, utknęło mi to gdzieś w
piersiach.
- Nikogo jak ciebie – odpowiedziałem,
równie bezbarwnie. Jego serce zwalniało, czułem to przez skórę,
aż głęboko w kościach. Wiadomość ta rozdzierała mnie od środka
na drobne kawałki. Nie, zdawałem się krzyczeć, siedząc
wyprostowanym w tym obdartym fotelu.
- Przynajmniej jesteś szczery –
wymamrotał, znów się schylając. Niknął, niby się rozpływał.
Przejechał językiem po ustach.
- Bądź spokojny, wyjadę z tego
miasta – wykaszlałem, bo powiedzeniem nie można było tego
nazwać. Oparłem się mocniej o fotel, przygotowując się na
przyszły bolesny cios. Spojrzałem prze okno. Zaczynało zmierzchać.
Coraz bardziej pełne kolory wypełniały pusty pokój, nie znający
życia. Chmury były kolorowe, nawet ciepłe. Jednak tutaj zdawało
być się tak zimno, jak w zimie. A była końcówka lata. Tęskniłem
za wiosennymi wieczorami pełnymi śpiewających ptaków. Teraz
wszystko umilkło, jakby starało się odciąć od tej atmosfery.
- Bądź spokojny, odejdę stąd –
wiem, przecież wiem. Nie czekam, ale również nie zatrzymuję. Taka
ma być kolej rzeczy, pójdziesz za zachodem słońca, by zobaczyć
jego wschód zupełnie gdzie indziej.
- Masz takie piękne ręce –
wzdycham. Jego dłonie układają się na piersi, delikatnie muskając
odkrytą skórę na obojczykach. Jego skóra nie reaguje już na
dotyk, niedługo spektakl dobiegnie końca.
- To stare dzieje, ostrze przeszło nie
naruszając kości – wyszeptał nieswojo. Nie patrzył na mnie,
znów wracając do spokojnego spojrzenia, jak na początku naszej
rozmowy. Uniósł się ten ostatni raz, a w jego oczach zobaczyłem
jakieś resztki dawnego blasku i miłości.
- Nie ma za co, mój drogi, nie ma za
co – powiedziałem prawie bezdźwięcznie.
- Nie wiem i nie chcę wiedzieć, która
to godzina – odpowiedział mocno.
A potem tylko odetchnął, nie biorąc
kolejnego wdechu, jego klatka piersiowa ostała spokojna, nie
wznosząc się nigdy więcej. Oczy zmatowiały nagle, a ciało
zdrętwiało.
Podniosłem się ociężale, by zamknąć
okno. W sumie, mógłbym zostawić je otwarte. Popatrzyłem na
krzesło, było puste. Zawsze jest puste, gdy zajdzie słońce.
Ale jutro, Hoseok znów się tam
pojawi.
Pojawia się codziennie.
Codziennie, od dnia, w którym się
zabił.
Powinnam dodać, że jest to ff na
podstawie wiersza W. Szymborskiej "na wieży Babel" i
teledysku Nell - the Day Before (polecam zapoznać się po
przeczytaniu)

ASDFGHJKJHGF ;-------; mogę płakać, mogę?
OdpowiedzUsuńPięknę, jako że niektórzy wiedzą, że nie przepadam za polskimi fanfikami to twoje kocham ;----------; muszę wpadać na twój blog ;-;
wiesz xD
kocham to <3
Jest cudownie napisane, zazdroszczę ci takiego talentu.
;-;
<3 Wielbię :3
<3 <3 <3 <3
Tak gdy piszę komentarze muszę dorzucić miliard minek i serduszek <3
XD Wybacz mi to~ *hug*
tak jak wcześniej mówiłam to jest naprawdę niesamowite. musiałam przeczytać to drugi raz, żeby właściwie napisać komentarz. dawno nie czytałam tak dobrego angsta, który naprawdę by mi się spodobał i zainteresował. uwielbiam twój styl pisania i czekam na więcej takich genialnych rzeczy /nie, nie, żeby nie było, ale wszystkie twoje ff są cudowne, ale to jakoś mnie tak najbardziej urzekło, aż miałam dreszcze jak czytałam to za każdym razem/
OdpowiedzUsuńtifa nie potrafi pisać komentarzy i życzy hwaiting~!
Jakie to piękne! Ciezę się, że wznowiłaś bloga. Będę stałą czytelniczką :D
OdpowiedzUsuń