czwartek, 25 września 2014

Dzień wcześniej

Zespół  : BTS (Bangtan Boys)
Paring: yoonseok
Liczba słów: 1108
Gatunek: Angst





- Która godzina? - zapytał chłodno, patrząc mi prosto w oczy. Jego tęczówki były zimne niczym lód. Miałem wrażenie, jakby zamarzły wiele lat temu i pozostały w tym lodzie, tracąc czułość.
Westchnąłem, odwracając wzrok. Było mi zimno od tego wszystkiego. Dreszcze przebiegły po moich skulonych plecach. Poprawiłem się w starym, zużytym fotelu, zwracając na niego ponownie wzrok. Siedział wyprostowany, opierając się o krzesło, głowę trzymając lekko uniesioną. Pozory.
- Tak, jestem szczęśliwy i brak mi tylko dzwoneczka u szyi, który by brzęczał nad tobą, gdy śpisz – odpowiedziałem doskonale znaną kwestię raz jeszcze. Jego oczy się rozpogodziły, a na usta wstąpił delikatny uśmiech, lecz nadal było czuć od niego nieprzyjemny chłód. Odwzajemniłem uśmiech, bo wiedziałem, że niedługo znów będzie dobrze. Czas zacząć przedstawienie, które przyszło nam grać od tego feralnego dnia.
- Więc nie słyszałeś burzy? Murem targnął wiatr, wieża ziewnęła jak lew, wielką bramą na skrzypiących zawiasach – powiedział wpatrując się gdzieś w przestrzeń za mną. Uśmiechał się coraz częściej, lecz w miejsce mrozu wstępowała gorąca tęsknota, paląca od środka. „Brakowało mi tych oczu, Hoseok” chciałem powiedzieć, lecz zamiast tego zwyczajnie opuściłem głowę, myśląc o kolejnej linijce, w scenariuszu, który powtarzam każdego dnia.
- Jak to, zapomniałeś? Miałem na sobie zwykły szary sweter, odkrywający jedno ramię – odpowiedziałem cicho, nadal mając opuszczoną głowę. Słyszałem jego niewinny śmiech, przypominający odgłos malutkich dzwoneczków francuskich. Miał równe zęby, od zawsze. Patrzył na mnie teraz w taki sposób, który kochałem najbardziej. Jego ciemne oczy szukały mnie, jednocześnie mnie widząc, patrzyły głęboko w moją duszę, a ja nie miałem nic do ukrycia.
- I natychmiast potem niebo pękło w stubłysku – wziął głęboki wdech i opuścił ramiona. Zamyślił się, mogłem to dostrzec w jego wyrazie twarzy. Tęsknił. Chciałby powiedzieć „tak, też tęskniłem Yoongi”, ale nie mógł. Dlatego odezwałem się ja, niepewnie spoglądając na niego.
- Jakże mogłem wejść, przecież nie byłeś sam – to zdanie zawsze bolało najbardziej. Czułem mocne ukłucie gdzieś w klatce piersiowej, bardzo głęboko. Pokiwał głową, wyglądał na szczęśliwego. Może faktycznie taki był? Sam już nie wiem.
- Ujrzałem nagle kolory sprzed istnienia wzroku – w jego głosie była pasja, za którą już zaczynałem powoli tęsknić. Czarny gruby sweter zsunął się z jego ramienia. Odchyliłem się w fotelu, patrząc na niego spod przymrużonych oczu. Kolejny raz ta sama pasja, a potem jej nagłe zgaśnięcie. Jakby ktoś zdmuchnął płomień świeczki, odbierając innym światło. Chciałem w ty momencie dużo powiedzieć, lecz jakaś dziwna klamra blokowała mi usta.
- Szkoda, że nie możesz mi przyrzec – powiedziałem dławiącym szeptem. W moich oczach zaczynały zbierać się łzy, ponieważ zbyt dobrze wiedziałem, jakie będzie zakończenie tej rozmowy. Spojrzał na mnie smutno.
- Masz słuszność, widocznie to był sen – spojrzał gdzieś w bok. Potem rozejrzał się szeroko, przelatując spojrzeniem po całym, prawie pustym pokoju. Były tu tylko dwa meble: mój fotel i jego krzesło. Ściany obijały się białą pustką, a niedokończony parkiet poszarzał zanim ktokolwiek się nim zainteresował. Widać było goły beton w niektórych miejscach. A może to by stary tynk?
Hoseok chwycił butelkę z wodą. Wyjął z kieszeni srebrny listek z tabletkami o nienaturalnie czerwonym kolorze. Czarne włosy opadły na jego czoło, dokładnie w tym samym momencie, gdy mi pociekły łzy po policzkach. Zawiał nagły, letni wiatr. Ach tak, dzisiaj przecież otworzyłem okno.
- Dlaczego kłamiesz, dlaczego mówisz do mnie jego imieniem, kochasz go jeszcze? - to tylko pretekst. On i tak przecież nie zważa na moje słowa. Zrobi swoje. Podkuliłem nogi, uciekając od tego, co ma nadejść. Hoseok nie robił nic niezwykłego. Po prostu siedział, patrząc się na trzy tabletki, które trzymał w ręku. Zdążył je wyjąć, gdy ja mówiłem. Nie dając mi żadnego spojrzenia, kontynuuje:
- O tak, chciałbym żebyś został ze mną – odkręcił zębami butelkę i jednym haustem popił wszystkie trzy tabletki. Z moich ust wyrwał się cichy, ponieważ zduszony jęk bólu. Poczułem jak ściska mi się żołądek. Każdego razu to samo.
- Nie mam żalu, powinienem był domyślić się tego – wydusiłem gorzko przez cały czas spływające łzy. Dusiły mi gardło swoją naiwnością i żalem. Mój rozmówca uśmiechnął się błogo, a jego dłonie opadły delikatnie, lecz bezwładnie wzdłuż jego korpusu. Zaśmiał się niemrawo, opuszczając głowę luźno głowę. Jednak zaraz poprawił się na krześle, a ręką przeczesał włosy.
- Wciąż myślisz o nim? - zapytał, ale pytanie to trafiło w głuchą pustkę, razem z moim łkaniem. Nie umiałem tego powstrzymać, nigdy nie umiem, w tym momencie zawsze...
- Ależ ja nie płaczę – odkaszlnąłem, prostując się. Otarłem twarz, żeby móc godnie spojrzeć w oczy Hoseokowi. Jego wzrok był rozbiegany, nie mógł znaleźć punktu podparcia.
- I to już wszystko? - jego głos był jakby przytłumiony, bez dawnej głębi. „Trzymaj się” próbowałem powiedzieć, ale nie mogłem, utknęło mi to gdzieś w piersiach.
- Nikogo jak ciebie – odpowiedziałem, równie bezbarwnie. Jego serce zwalniało, czułem to przez skórę, aż głęboko w kościach. Wiadomość ta rozdzierała mnie od środka na drobne kawałki. Nie, zdawałem się krzyczeć, siedząc wyprostowanym w tym obdartym fotelu.
- Przynajmniej jesteś szczery – wymamrotał, znów się schylając. Niknął, niby się rozpływał. Przejechał językiem po ustach.
- Bądź spokojny, wyjadę z tego miasta – wykaszlałem, bo powiedzeniem nie można było tego nazwać. Oparłem się mocniej o fotel, przygotowując się na przyszły bolesny cios. Spojrzałem prze okno. Zaczynało zmierzchać. Coraz bardziej pełne kolory wypełniały pusty pokój, nie znający życia. Chmury były kolorowe, nawet ciepłe. Jednak tutaj zdawało być się tak zimno, jak w zimie. A była końcówka lata. Tęskniłem za wiosennymi wieczorami pełnymi śpiewających ptaków. Teraz wszystko umilkło, jakby starało się odciąć od tej atmosfery.
- Bądź spokojny, odejdę stąd – wiem, przecież wiem. Nie czekam, ale również nie zatrzymuję. Taka ma być kolej rzeczy, pójdziesz za zachodem słońca, by zobaczyć jego wschód zupełnie gdzie indziej.
- Masz takie piękne ręce – wzdycham. Jego dłonie układają się na piersi, delikatnie muskając odkrytą skórę na obojczykach. Jego skóra nie reaguje już na dotyk, niedługo spektakl dobiegnie końca.
- To stare dzieje, ostrze przeszło nie naruszając kości – wyszeptał nieswojo. Nie patrzył na mnie, znów wracając do spokojnego spojrzenia, jak na początku naszej rozmowy. Uniósł się ten ostatni raz, a w jego oczach zobaczyłem jakieś resztki dawnego blasku i miłości.
- Nie ma za co, mój drogi, nie ma za co – powiedziałem prawie bezdźwięcznie.
- Nie wiem i nie chcę wiedzieć, która to godzina – odpowiedział mocno.
A potem tylko odetchnął, nie biorąc kolejnego wdechu, jego klatka piersiowa ostała spokojna, nie wznosząc się nigdy więcej. Oczy zmatowiały nagle, a ciało zdrętwiało.
Podniosłem się ociężale, by zamknąć okno. W sumie, mógłbym zostawić je otwarte. Popatrzyłem na krzesło, było puste. Zawsze jest puste, gdy zajdzie słońce.
Ale jutro, Hoseok znów się tam pojawi.
Pojawia się codziennie.
Codziennie, od dnia, w którym się zabił.

Powinnam dodać, że jest to ff na podstawie wiersza W. Szymborskiej "na wieży Babel" i teledysku Nell - the Day Before (polecam zapoznać się po przeczytaniu)


3 komentarze :

  1. ASDFGHJKJHGF ;-------; mogę płakać, mogę?
    Pięknę, jako że niektórzy wiedzą, że nie przepadam za polskimi fanfikami to twoje kocham ;----------; muszę wpadać na twój blog ;-;
    wiesz xD
    kocham to <3
    Jest cudownie napisane, zazdroszczę ci takiego talentu.
    ;-;
    <3 Wielbię :3
    <3 <3 <3 <3
    Tak gdy piszę komentarze muszę dorzucić miliard minek i serduszek <3
    XD Wybacz mi to~ *hug*

    OdpowiedzUsuń
  2. tak jak wcześniej mówiłam to jest naprawdę niesamowite. musiałam przeczytać to drugi raz, żeby właściwie napisać komentarz. dawno nie czytałam tak dobrego angsta, który naprawdę by mi się spodobał i zainteresował. uwielbiam twój styl pisania i czekam na więcej takich genialnych rzeczy /nie, nie, żeby nie było, ale wszystkie twoje ff są cudowne, ale to jakoś mnie tak najbardziej urzekło, aż miałam dreszcze jak czytałam to za każdym razem/
    tifa nie potrafi pisać komentarzy i życzy hwaiting~!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie to piękne! Ciezę się, że wznowiłaś bloga. Będę stałą czytelniczką :D

    OdpowiedzUsuń