piątek, 31 maja 2013

Lęk (wstęp)

          Hej, kochane! Wiem, to byłą niezwykle długa rozłąka. Aż tydzień chyba. Widzę, że znowu wszystko wróciło do normy i nic się nie zmieniło. No cóż, bywa.
Ja wam za to prezentuję wstęp do wielopartówki. Jej robocza nazwa to Lęk, ale uważajcie, bo mogę w trakcie zmienić. Będzie ona (a przynajmniej postaram się, żeby była) w miarę wesoła. Musze wyciągnąć się z doła po ostatnich one-shotach, które przepisywałam. Nie wiem ile części będzie miało opowiadanie, nie wiem nawet o czym dokładnie będzie. Co mi wyjdzie, to będzie :3. Dziękuję jeśli chce wam się to czytać!

Paring: Reituki, w tle Aoiha i KaixRuki (to ma jakąś nazwę?)
Uwagi: Chyba większych nie mam.

PS: Hinagiku, to niespodzianka dla ciebie.
                                                                              *
          Biegłem. Uciekałem. Znikąd nagle pojawiały się przede mną ściany. Mimo to labirynt prowadził ciągle do tego samego miejsca. Kręciłem się w kółko. Byłem w pułapce. Nie mogłem oglądać się za siebie.
Pociemniało mi przed oczami. Z mroku wyłoniła się obrzydliwa, tłusta gęba z przekrwionymi oczami. Zakręciło mi się w głowie. Twarz schowała się ponownie w mroku. Wokoło pojawiła się gęsta mgła utrudniająca oddychanie. Zobaczyłem przytłumione światło w oddali. Poszedłem w jego stronę.
Znalazłem się w salonie mojego rodzinnego domu. Nic się nie zmieniło. Jakby czas się zatrzymał. Poszarzałe firanki wisiały smętnie w oknach. Ściany nadal były zżółknięte od dymu papierosów. Stara kanapa skrzypiała. Światło okrągłego żyrandola oświecało delikatnie pokój. Na środku pokoju stał tyłem do mnie jakiś mężczyzna. Pod jego stopami błyszczało szkło. Dookoła leżały porozbijane butelki. Widziałem, że jedną z nich trzyma w ręce. Zza jego cienia wyłaniał się nastoletni chłopak. W jego brązowych oczach widziałem przerażenie. Pod okiem widniała mu lekko sina plama, a z rozciętego policzka spływała krew. Patrzył na mężczyznę uważnie, śledził każdy jego ruch. Widać było, że facet się spił. Nie mógł otrzymać równowagi. Chłopak zauważył mnie. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Jego usta zdawały się niesłyszalnie wypowiadać „uratuj mnie”. Dopiero wtedy go poznałem. To byłem ja.
                                                                               *
           Obudziłem się z krzykiem. Po czole spływał mi zimny pot. Rozglądałem się chaotycznym wzrokiem. Obraz rozmywał się, ale z ulgą mogłem przyznać, że jestem sam. Opadłem ciężko na poduszki.
Dawno temu przestały śnić mi się koszmary dotyczące mojego dzieciństwa. Nie wiem dlaczego teraz znów zaczęły mnie nękać. Wyleczyłem się z tego dawno temu, kiedy wyprowadziłem się od rodziców. Myślałem, a raczej miałem nadzieję, że to wystarczy. Najwyraźniej nie.
Spojrzałem na budzik. Wyświetlacz wskazywał godzinę 4:43. Nie było sensu zasypiać, skoro za dwie godziny miałem znowu wstać i iść do studia.
Chwyciłem paczkę papierosów i wyszedłem na taras. Zapaliłem papierosa trzęsącym się rękami. Wciąż nie mogłem się uspokoić po koszmarze. Zawsze tak miałem. Wtedy dzwoniłem do Akiry. Zawsze pomagało. Wiedziałem, że będzie wkurwiony, za to, o której godzinie go budzę. Ale wiem, że i tak mi pomoże. Wybrałem pośpiesznie jego numer telefonu. Znałem go na pamięć.
          -Halo?- odezwał się zaspany Reita po trzech sygnałach. Gdy usłyszałem jego głos uspokoiłem się nieco. Zawsze na mnie tak działał. Jego bas był łagodny i przyjemny. Mógłbym słuchać go całe wieki, a nadal nie znudziłby mi się.
          -Akira? - upewniłem się. Przecież wiedziałem do kogo dzwonię, ale to było silniejsze ode mnie. Odetchnąłem, gdy usłyszałem potwierdzenie. - Potrzebuję twojej pomocy. Teraz, zaraz.
          -Pali się, czy co?- usłyszałem w telefonie zrzędzenie basisty. Jednakże nie protestował. W oddali słyszałem odgłosy szukania kluczy od samochodu. Zawsze zapominał gdzie je położył.- Już do ciebie jadę.
Usłyszałem jeszcze jak ziewa głośno, a potem się rozłączył. Odetchnąłem głęboko. Przyjedzie tu. Przyjedzie i mi pomoże. Myślałem. Byłem wdzięczy losowi, że trafiłem na Akirę. Nigdy nie pytał się o co chodzi, zawsze był. Po prostu pomagał. Nie ważne jak trudny byłby problem, on zawsze pomagał.
Zapaliłem trzeciego z rzędu papierosa, bo nie mogłem się uspokoić. Ciągle drżały mi ręce, a serce biło w nienaturalnie szybkim tempie. Miałem płytki oddech. Nakręcałem się myślą o koszmarze. To było u mnie normalne. Lęk narastał, paraliżując moje myśli i skupiając je jedynie na obrazach z dzieciństwa.
Chwiejąc się wróciłem do mieszkania. Zwinąłem się w kulkę na łóżku i czekałem, aż przyjedzie Reita, bo wiedziałem, ze bez niego nie poradzę sobie ze strachem.
Czas płynął wyjątkowo wolno. Patrzyłem tępo na zegarek. Nie umiałem się ruszyć, żeby cokolwiek zrobić. Lęk zawładnął mną całkowicie. Zawsze tak było, od kiedy byłem mały.
Nie umiałem sobie dać rady.
           Nie pukał. Po prostu wszedł. Miał klucze od mojego mieszkania w razie takich przypadków. Było to o wiele łatwiejsze. Ja w tym stanie nie umiałem się ruszyć.
Podszedł do mnie szybkim krokiem. Zobaczyłem, że nie ubrał tej szmaty na nos.
Oddychałem płytko i szybko. Byłem na siebie zły, że jestem w takich chwilach bezsilny i muszę prosić Reitę o pomoc.
          -Wszystko jest już dobrze. To był tylko koszmar, pamiętaj.- powiedział łagodnie, siadając obok mnie na łóżku. Uśmiechał się przyjaźnie.
Momentalnie poczułem się lepiej. Próbowałem brać głębsze oddechy. Podniosłem się ociężale do pozycji siedzącej. Oparłem się plecami o ścianę. Zamknąłem oczy. Po policzkach pociekły mi łzy, chociaż bardzo pragnąłem je powstrzymać.
          -Ej ej, Mały...- Akira objął mnie przyjacielsko ramieniem. Tylko on mógł tak do mnie mówić.- To tylko sen, prawda? Nie bój się już. Twój ojciec mieszka 300 kilometrów stąd i jest już starszym panem. Nie przyjechałby tu. Przecież nawet nie wie gdzie mieszkasz.
Jego słowa miały sens. Ale nie umiałem się wyzbyć obawy, że ojciec nagle pojawi się w moich drzwiach, spity w trupa, bełkoczący coś pod nosem.
          -A-akira...- odezwałem cię drżącym szeptem.- Zamknij drzwi na klucz. Wtedy na pewno nie wejdzie.
Zaśmiał się cichutko słysząc pokaz mojej logiki, ale wykonał moją prośbę.
          -No i co teraz robimy? - powiedział ponownie siadając obok mnie. Przykleiłem się do niego , jak małe dziecko. Szeptał mi do ucha jakieś mało zrozumiałe słowa. Wsłuchiwałem się w nie, szukając w nich sensu. Były niczym zaklęcia. Tak naprawdę, Reita opowiadał mi co mu się śniło. Jego słowa płynęły bez żadnych przeszkód. Były najładniejszą melodią jaką mogłem sobie wyobrazić.
Trwaliśmy w tym transie, póki nie zadzwonił budzik. Lęk już ustąpił. Zgasiłem budzik jednym ruchem.
          -Zbierajmy się. Nie chcesz chyba, żeby Lider na nas nawrzeszczał.- podniósł się Akira. Kości mu zatrzeszczały. Skrzywiłem się na ten dźwięk.
          -Już idę, idę.- powiedziałem chrypiąc.
                                                                              *




5 komentarzy :

  1. HAHAH XDD Nie wiem dlaczego, bardzo się uśmiałam, gdy Akirze skrzypło w kościach. TY STARUCHU. ZA DUŻO CZAS PRZED PS3!
    Bardzo podoba mi się stosunek Akiry do Taki. Bardzo milusie~
    Ale nie, te kości mnie niepokoją.
    Dlaczego jest Kai x Ruki?
    bo Rei umrze?
    KAI GO ZGWAŁCI?
    Jak spiknie się Aoiha?
    HEJ HEJ HEJ, CZY TO NIE MIAŁO BYĆ WESOŁE? A JA TU O REIOWYM DEAD I KAIU GWAŁCICIELU MÓWIĘ. To to ma być w końcu wesołe?
    O ja cie, strasznie mi się podoba! Nie mogę się doczekać reszty! Idę czytać jeszcze raz! NIESAMOWITE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gomen! Gomen! To tylko początek wydaje się taki smutny. Dalej będzie lepiej (a przynajmniej taką mam nadzieje XD.
      Dziękuję, że przeczytałaś! Te słowa naprawdę napędzają do dalszego pisania. Dziękuję!
      Nie będę spoilerować, ale wydaję mi się, że tym razem nikt nie umrze. Ba, nawet nikt nie będzie chciał się zabić. A o tym gwałcie to ja jeszcze pomyślę c:.

      Usuń
  2. Chinatsu narobiła mi stracha. ._. Ale Rei nie umrze, prawda? Będzie milusio tak jak teraz, prawda? ;_;
    Ogólnie cały rozdział czytałam, a raczej starałam się czytać powoli, bardzo powoli, bo strasznie mi się podobał i miło się czytało.
    Mam obawy względem ojca Rukiego. I Kai'a. ._.
    Niecierpliwie czekam na kolejną część~!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, postaram się, żeby nikt nie umierał tym razem. Tego, czy będzie miło, to do końca obiecać nie mogę, ale postaram się ^^'.
      Mam nadzieję, że następne części będzie się równie dobrze czytało.
      Jak tak czytam komentarze, to mam coraz więcej pomysłów na następne party.
      Ojciec Rukiego... Hmm. Na razie sobie siedzi w domku. I jakoś mu nie spieszno do wyjścia (mam nadzieję, boję się tego staruszka).
      Co się tak uparłyście na tego Kaia? Mam z niego zrobić brutala? Okee~ Pasuje to nawet do fabuły ^^.

      Usuń
  3. Kyaa, strasznie się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga. Jak pisano wyżej bardzo miło się czyta, zatem korzystam z tego, że są już kolejne notki i lecę czytać dalej. :3

    OdpowiedzUsuń