Uaaaa, nawet nie wiecie jaką wenę
miałam w pociągu. Dobrze, że miałam ze sobą laptopa, bo by mnie
poskręcało.
Wiecie, mam zamiar dużo powstawiać w
tym tygodniu. Bójcie się.
Btw, chcie jakieś paringi?
LĘK
Udało nam się nie spóźnić.
Jeszcze tego brakowało, żeby Kai nas zatłukł. Gdy wchodziliśmy
do sali obserwował nas uważnie spode łba. Jego wzrok mnie
rozpraszał. Na wejściu prawie potknąłem się o siedzącego na
podłodze Aoi'a. Pił wolno kawę z automatu. Dziwiło mnie, jakim
cudem on mógł ją przełknąć.
Uruha siedział w kącie przysypiając.
Wokoło panowała niezręczna cisza. Spojrzałem na Kaia, który
ciągle wpatrywał się we mnie świdrującym wzrokiem. Zmieszałem
się.
-To, yyy...- zawsze jąkałem się,
kiedy musiałem zacząć rozmowę.- To może zaczniemy próbę?
W odpowiedzi Aoi ruszył tyłek z ziemi
i sięgnął po gitarę. Uruha niechętnie podreptał do swojego
sprzętu. Kai zaczął nerwowo wybijać szybki rytm. W jego oczach
widziałem gniew, ale nie miałem najmniejszego pojęcia, czym mógłby
być spowodowany. Spojrzałem pytająco na Reitę. Pokiwał przecząco
głową, jakby mówił „Mnie się nie pytaj, nie wiem o co mu
chodzi.”. Wzdychnąłem ciężko, podnosząc mikrofon.
Próba szła nam szybko. Graliśmy
piosenkę po piosence. Nudy. Nie działo się nic większego. Ale
zaniepokoił mnie fakt, że Kai gubił czasem rytm. Jemu nie powinno
się to zdarzać. Był perfekcyjnym perkusistą. Jednakże, jego
pomyłki nie były aż tak bardzo zauważalne, więc postanowiłem
nie robić mu wyrzutów. Miał chłopak zły dzień, każdemu może
się trafić.
Ale nie mogłem przestać się
niepokoić. Co mogło mogło wprowadzić Yutakę w taki stan?
[Narracja Kai]
Znowu przyszli tu razem. Znowu
uśmiechali się do siebie porozumiewawczo. Znowu zostałem
zignorowany. Znowu gubiłem się przez niego w rytmie. Znowu
wyprowadzał mnie z równowagi i wewnętrznej idealnej harmonii,
którą budowałem tyle lat.
Prychnąłem śmiejąc się z siebie w
myślach. Tanabe, kiedy ty stałeś się takim zazdrośnikiem? Może
wtedy, kiedy zaczęło ci na nim zależeć? Nie uważasz, że
powinieneś coś zrobić? Cokolwiek. Chociażby pogadać. Zaprosić
go na chlanie... Nie, to akurat zły pomysł. Masz słabą głowę,
Tanabe. Lepiej, żebyś się przy nim nie upijał, bo kto wie co ci
strzeli do tego pustego łba.
Mieliśmy krótką przerwę, ale ja
musiałem siedzieć po uszy w papierach dotyczących nowego albumu.
Numerki zlewały mi się przed oczami. Chyba się nie wyspałem.
Przetarłem zmęczone oczy dłonią. Żyć, nie umierać.
-Neee, Kai!- Ruki pomachał mi ręką
przed twarzą. Nie. Nienienienienie. Tylko nie pytaj... - …co się
z tobą dzieje?
Przecież mówiłem, żebyś nie pytał!
No może nie powiedziałem tego na głos, ale pomyślałem. To
powinno wystarczyć.
-Nic takiego.- powiedziałem nie
otwierając oczu.- Nie wyspałem się, ot co.
Jednakże w środku się gotowałem.
Przychodzi na próbę z Reitą. Bóg wie co oni wcześniej robili, a
ten się pyta co się ze mną dzieje. Aż tak trudno zauważyć, że
go kocham?! Kręcę się stale wokół niego, a pomimo to, on ciągle
mnie nie zauważa. Jest tak ślepo zapatrzony w basistę... Dla niego
nie istnieje świat poza nim. To męczy, wiesz Takanori? Jak długo
mam się jeszcze starać?
- Tak, pewnie Kai.- odparł Ruki z
przekąsem. Wywrócił oczami. Po czym ściszonym głosem dodał.- I
gubisz rytm, tylko i wyłącznie ze zmęczenia.
-Tak, dokładnie tak.- odpowiedziałem.
Wszystko, byle nie zmuszał mnie dłużej do tortur. Wzdychnął
przeciągle, miał mnie dość.
- Tanabe, daj z tym spokój. To nie
jest zwykłe zmęczenie. Coś się z tobą dzieje niedobrego. Nigdy
nie widziałem cię w takim stanie. Jesteś zbyt dobrym perkusistą,
żeby gubić rytm przez byle zmęczenie. Znam cię, Kai.
- To ty daj spokój!- wydarłem się
na niego. Spojrzał zaskoczony. Nie dziwię się, ja naprawdę rzadko
krzyczałem. Również pozostali się na mnie zaczęli gapić, jakby
nie mieli nic lepszego do roboty. Miałem ich wszystkich dosyć.
Prychnąłem rozgniewany i energicznym krokiem wyszedłem z pokoju
trzaskając za sobą drzwiami.
Osunąłem się po drzwiach bezradnie.
Miałem tak bardzo dość tego wszystkiego. Zachowywałem się jak
nabuzowana hormonami rozpieszczona nastolatka. Naprawdę chciałem
coś zrobić w związku Rukim, ale to wszystko mnie po prostu
przerastało. Dorosły facet, a odkochać się nie umie.
Najrozsądniejszym z mojej strony rozwiązaniem byłoby danie sobie z
tym wszystkim spokój. Przecież Taka był szaleńczo zakochany w
Reicie. Nie wiem, czy byłem jedynym, który to zauważył. Ale ktoś
tak głupi jak Suzuki mógłby to przeoczyć. Typowy facet, jak mu
się nie da czegoś wyłożonego pięknie na tacy to tego nie
zauważy. A był takim szczęściarzem... Wokalista kochał go
zapewne dlatego, że mu pomagał od dawien dawna. Ale to nie moja
wina, że poznaliśmy się dopiero przy zakładaniu zespołu. Gdyby
to zależało ode mnie, to poznalibyśmy się dużo, dużo, dużo
wcześniej. Wtedy ja bym przyjeżdżał na każde zawołanie Rukiego.
Zawsze, nie zależnie od miejsca, w którym znajdowałbym się i o
której miałoby to być godzinie. Był dla mnie wszystkim.
Podniosłem się. Musiałem przecież
tam wrócić i dokończyć próbę. To będzie wyjątkowo trudne
zadanie. Chcąc czy nie, opanowałem się. Otworzyłem drzwi i nie
zwracając na nikogo uwagi podszedłem do mojej ukochanej perkusji.
Jedyna kobieta, którą w życiu kochałem. Wiedziałem, że chłopaki
przyglądają mi się dziwnie, ale postanowiłem to ignorować.
Ponownie osiągnąłem harmonię zlewając się w jedno z muzyką.
Jedyna ucieczka od rzeczywistości, nie wywołująca efektów
ubocznych.
Druga połowa próby minęła jakby
szybciej. Nie myliłem się. Nikt się niczego nie czepiał. Wszystko
było w porządku.
Kiwnięciem głowy zakończyłem próbę.
Szybko zebrałem swoje rzeczy, chcąc jak najprędzej znaleźć się
w domu. Gdy wychodziłem pośpiesznie z sali, zauważyłem jeszcze
Reitę zagadującego do Rukiego w sprawie wspólnego powrotu do domu.
Myślałem, że szlag mnie trafi. Mocno
wkurwiony wsiadłem do samochodu. Ruszyłem szybko, ignorując
wszelkie przepisy drogowe. Pędziłem przed siebie. Już nawet nie do
domu. Gdzieś. Nie wiedziałem gdzie. Miałem ochotę schlać się do
nieprzytomności. Tak, żebym nie pamiętał nawet ułamka sekundy
dzisiejszego dnia. Nic.
Nie zauważyłem czerwonego światła.
Albo raczej, nie chciałem go zauważyć. Wpadłem na środek
skrzyżowania moim czarnym BMW. Niespodziewanie wjechał we mnie
jakiś duży samochód pół-terenowy. Z impetem uderzyłem głową o
zagłówek. Jednakże przelotnie zauważyłem, że karku nie
złamałem. Samochód nadal leciał odrzutem w tył. Wryło mnie w
siedzenie. Świat zawirował mi przed oczami. Terenówka uderzyła od
strony kierowcy, co mocno odczułem. Miałem nadzieję, że nic mi
się nie stało. Mój
samochód przetoczył się na bok od strony pasażera i zatrzymał.
Siedziałem, a właściwie wisiałem obolały na pasach. W głowie mi
huczało. Odpiąłem się z pasów i spróbowałem wyjść. Wysiadłem
uważając, by pojazd się nie przeważył. Spojrzałem na moje BMW.
Miał duże wgniecenie od strony kierowcy, parę mniejszych na masce,
ale mogło być gorzej. Miałem nadzieję, że naprawa nie będzie
trwała lat. Dookoła miejsca wypadku zaroiło się od ludzi. Ktoś
wzywał karetkę. Spojrzałem na terenówkę. Nie widziałem
większych strat poza stłuczonym reflektorem. Miałem wrażenie, że
znam skądś ten beżowy model nowego Suzuki.
Podrapałem się po głowie. Niespodziewanie wyczułem pod palcami
lepką, lekko ciepławą ciecz. Przekląłem w myślach. Obejrzałem
się dokładnie. Czułem mocne rwanie w barku, ale po sprawdzeniu,
nie zauważyłem żadnej rany. Na rękach miałem parę zadrapań,
nic większego. Ale za to pod kolanem widniała mi pięknie krwawiąca
rozcięta rana. Żebro również domagało się uwagi. Adrenalina
opadała, a wraz z jej zmniejszaniem się, zacząłem wyczuwać coraz
to więcej nowych źródeł bólu. Wyjąłem z mojego samochodu torbę
z prywatnymi rzeczami. Mimo mojego stanu wolałem ją mieć przy
sobie. Podszedłem lekko kulejąc do kierowcy terenówki, który
rozmawiał odwrócony do mnie tyłem przez telefon. Gdy do niego
dotarłem, właśnie skończył rozmowę. Nie patrzyłem mu w twarz.
-Chciałbym bardzo pana przeprosić...- ukłoniłem się,
spoglądając mu w oczy. Zaraz zaraz, czy to był...-...Reita?!
- Kai?!- krzyknął równie zaskoczony basista. Zza jego pleców
widziałem wychylającego się Rukiego. Suzuki trzymał go delikatnie
za rękę.
-Oszalałeś, idioto?!- zaatakował mnie nagle niższy.- Zabić się
chcesz, czy co?!
Nie byłem zdolny mu odpowiedzieć, bo właśnie pociemniało mi
przed oczami. Światła zgasły, kurtyna opadła, a ja wraz z nią.
Poczułem jeszcze tylko, że czyjeś delikatne ręce mnie łapią.
***
Jasne, nieco niebieskawe światło lamp szpitalnych wdzierało mi
się pod powieki. Obudziłem się czując głuche łupanie lekko nad
skronią. Obraz rozmazywał się. Podniosłem głowę rozglądając
się po pokoju. Szpitalne pokoje zawsze są takie same. Łóżko,
obok dwa fotele. Mała szafeczka, na której obecnie leżała moja
czarna torba. Białe ściany, biała podłoga, małe okno
przysłonięte roletą. Spojrzałem na drugą stronę i mało co nie
padłem na zawał. Nad moim łóżkiem pochrapywał delikatnie
Takanori. Oparł głowę na mojej klatce piersiowej, co dopiero teraz
zauważyłem. Przyjemne ciarki przeszły po całym moim ciele. Ile
razy marzyłem o takiej chwili. Jeśli taki ma być wynik moich
wypadków, to będę je prowokował częściej.
Spojrzałem rozczulony na jego twarz jeszcze raz. Aniołek. Miał
lekko otwarte usta. Przymknięte powieki spokojnie zasłaniały jego
piękne oczy. Zdobiły je gęste, długie rzęsy.
Ruki poruszył się delikatnie, podnosząc głowę i otwierając
zaspane oczy. Przetarł je dłonią.
- O, Kai, już się obudziłeś.- powiedział ziewając. Przymknąłem
oczy. Skoro on tu jest, to Reita zapewne także. Westchnąłem.
- Reita pojechał do naprawy z twoim samochodem. Chciał mnie ze
sobą zabrać, ale powiedziałem, że zostanę i się tobą
zaopiekuję.- powiedział, jakby czytał mi w myślach. Miło z jego
strony, że został, ale jego obecność źle na mnie wpływała.
- Nie musisz zostawać. Czuję się już lepiej.- odpowiedziałem
próbując wstać. Ale zamiast tego padłem żałośnie na poduszki.
Jęknąłem z bólu.
- Aha, właśnie widzę. Dla twojej informacji. Masz złamane żebro,
ranę na głowie, naciągnięty bark, rozciętą łydkę i w cholerę
siniaków. Zostanę, opiekując się tobą tak długo, tak będzie
trzeba.
- Czyli?
- Póki cię nie wypiszą.- stwierdził
z uśmiechem. Nagle spoważniał.- Co cię tak wkurzyło podczas
próby? To moja wina? Powiedziałem coś złego?
Czułem się, jak zamknięty na
przesłuchaniu. Wiedziałem, że wokalista nie da mi spokoju. To nie
w jego stylu. Będzie drążył mi dziurę w brzuchu, aż nie powiem
mu wszystkiego co czego chciał się dowiedzieć.
Przykryłem sobie obolałym
przedramieniem oczy. Nie chciałem widzieć jego reakcji na to, co
zamierzałem mu powiedzieć.
- Ruki. Nie miej mi za złe tego co ci
powiem. Po prostu nie chcę tego dłużej tłumić. Nie chcę, nie
umiem. Zrozum mnie. - nie widziałem jego reakcji. Kontynuowałem.-
Kocham cię, Ruki.
Łaaah się porobiło... jeszcze jakby Aki teraz wlazł..
OdpowiedzUsuńI jak zareaguje? Wypadek to kogo wina? Czy Akira jest na prawdę taki głupi XD?
No jaaa ciee, chciałabym dalej TuT
No cóż, wypadek to jak najbardziej wina Kaia. Głupek nie patrzy jak jedzie. Akira JEST taki głupi *błaga o wybaczenie*.
UsuńMam tydzień na opublikowanie pięciu notek, bo mnie calutki przyszły tydzień nie będzie. Musze poprzepisywać ficki z cudownego zeszytu, ale mi się nie chce.
O Boże, zły, wredny, "nabuzowany hormonami", zazdrosny Kai. To się nie zdarza często! Idę czytać kolejną notkę. <3
OdpowiedzUsuń