niedziela, 9 czerwca 2013

Lęk cz.I

Uaaaa, nawet nie wiecie jaką wenę miałam w pociągu. Dobrze, że miałam ze sobą laptopa, bo by mnie poskręcało.
Wiecie, mam zamiar dużo powstawiać w tym tygodniu. Bójcie się.
Btw, chcie jakieś paringi?

LĘK

          Udało nam się nie spóźnić. Jeszcze tego brakowało, żeby Kai nas zatłukł. Gdy wchodziliśmy do sali obserwował nas uważnie spode łba. Jego wzrok mnie rozpraszał. Na wejściu prawie potknąłem się o siedzącego na podłodze Aoi'a. Pił wolno kawę z automatu. Dziwiło mnie, jakim cudem on mógł ją przełknąć.
Uruha siedział w kącie przysypiając. Wokoło panowała niezręczna cisza. Spojrzałem na Kaia, który ciągle wpatrywał się we mnie świdrującym wzrokiem. Zmieszałem się.
          -To, yyy...- zawsze jąkałem się, kiedy musiałem zacząć rozmowę.- To może zaczniemy próbę?
W odpowiedzi Aoi ruszył tyłek z ziemi i sięgnął po gitarę. Uruha niechętnie podreptał do swojego sprzętu. Kai zaczął nerwowo wybijać szybki rytm. W jego oczach widziałem gniew, ale nie miałem najmniejszego pojęcia, czym mógłby być spowodowany. Spojrzałem pytająco na Reitę. Pokiwał przecząco głową, jakby mówił „Mnie się nie pytaj, nie wiem o co mu chodzi.”. Wzdychnąłem ciężko, podnosząc mikrofon.
Próba szła nam szybko. Graliśmy piosenkę po piosence. Nudy. Nie działo się nic większego. Ale zaniepokoił mnie fakt, że Kai gubił czasem rytm. Jemu nie powinno się to zdarzać. Był perfekcyjnym perkusistą. Jednakże, jego pomyłki nie były aż tak bardzo zauważalne, więc postanowiłem nie robić mu wyrzutów. Miał chłopak zły dzień, każdemu może się trafić.
Ale nie mogłem przestać się niepokoić. Co mogło mogło wprowadzić Yutakę w taki stan?

[Narracja Kai]
          Znowu przyszli tu razem. Znowu uśmiechali się do siebie porozumiewawczo. Znowu zostałem zignorowany. Znowu gubiłem się przez niego w rytmie. Znowu wyprowadzał mnie z równowagi i wewnętrznej idealnej harmonii, którą budowałem tyle lat.
Prychnąłem śmiejąc się z siebie w myślach. Tanabe, kiedy ty stałeś się takim zazdrośnikiem? Może wtedy, kiedy zaczęło ci na nim zależeć? Nie uważasz, że powinieneś coś zrobić? Cokolwiek. Chociażby pogadać. Zaprosić go na chlanie... Nie, to akurat zły pomysł. Masz słabą głowę, Tanabe. Lepiej, żebyś się przy nim nie upijał, bo kto wie co ci strzeli do tego pustego łba.
Mieliśmy krótką przerwę, ale ja musiałem siedzieć po uszy w papierach dotyczących nowego albumu. Numerki zlewały mi się przed oczami. Chyba się nie wyspałem. Przetarłem zmęczone oczy dłonią. Żyć, nie umierać.
          -Neee, Kai!- Ruki pomachał mi ręką przed twarzą. Nie. Nienienienienie. Tylko nie pytaj... - …co się z tobą dzieje?
Przecież mówiłem, żebyś nie pytał! No może nie powiedziałem tego na głos, ale pomyślałem. To powinno wystarczyć.
          -Nic takiego.- powiedziałem nie otwierając oczu.- Nie wyspałem się, ot co.
Jednakże w środku się gotowałem. Przychodzi na próbę z Reitą. Bóg wie co oni wcześniej robili, a ten się pyta co się ze mną dzieje. Aż tak trudno zauważyć, że go kocham?! Kręcę się stale wokół niego, a pomimo to, on ciągle mnie nie zauważa. Jest tak ślepo zapatrzony w basistę... Dla niego nie istnieje świat poza nim. To męczy, wiesz Takanori? Jak długo mam się jeszcze starać?
          - Tak, pewnie Kai.- odparł Ruki z przekąsem. Wywrócił oczami. Po czym ściszonym głosem dodał.- I gubisz rytm, tylko i wyłącznie ze zmęczenia.
          -Tak, dokładnie tak.- odpowiedziałem. Wszystko, byle nie zmuszał mnie dłużej do tortur. Wzdychnął przeciągle, miał mnie dość.
          - Tanabe, daj z tym spokój. To nie jest zwykłe zmęczenie. Coś się z tobą dzieje niedobrego. Nigdy nie widziałem cię w takim stanie. Jesteś zbyt dobrym perkusistą, żeby gubić rytm przez byle zmęczenie. Znam cię, Kai.
           - To ty daj spokój!- wydarłem się na niego. Spojrzał zaskoczony. Nie dziwię się, ja naprawdę rzadko krzyczałem. Również pozostali się na mnie zaczęli gapić, jakby nie mieli nic lepszego do roboty. Miałem ich wszystkich dosyć. Prychnąłem rozgniewany i energicznym krokiem wyszedłem z pokoju trzaskając za sobą drzwiami.
Osunąłem się po drzwiach bezradnie. Miałem tak bardzo dość tego wszystkiego. Zachowywałem się jak nabuzowana hormonami rozpieszczona nastolatka. Naprawdę chciałem coś zrobić w związku Rukim, ale to wszystko mnie po prostu przerastało. Dorosły facet, a odkochać się nie umie. Najrozsądniejszym z mojej strony rozwiązaniem byłoby danie sobie z tym wszystkim spokój. Przecież Taka był szaleńczo zakochany w Reicie. Nie wiem, czy byłem jedynym, który to zauważył. Ale ktoś tak głupi jak Suzuki mógłby to przeoczyć. Typowy facet, jak mu się nie da czegoś wyłożonego pięknie na tacy to tego nie zauważy. A był takim szczęściarzem... Wokalista kochał go zapewne dlatego, że mu pomagał od dawien dawna. Ale to nie moja wina, że poznaliśmy się dopiero przy zakładaniu zespołu. Gdyby to zależało ode mnie, to poznalibyśmy się dużo, dużo, dużo wcześniej. Wtedy ja bym przyjeżdżał na każde zawołanie Rukiego. Zawsze, nie zależnie od miejsca, w którym znajdowałbym się i o której miałoby to być godzinie. Był dla mnie wszystkim.
           Podniosłem się. Musiałem przecież tam wrócić i dokończyć próbę. To będzie wyjątkowo trudne zadanie. Chcąc czy nie, opanowałem się. Otworzyłem drzwi i nie zwracając na nikogo uwagi podszedłem do mojej ukochanej perkusji. Jedyna kobieta, którą w życiu kochałem. Wiedziałem, że chłopaki przyglądają mi się dziwnie, ale postanowiłem to ignorować. Ponownie osiągnąłem harmonię zlewając się w jedno z muzyką. Jedyna ucieczka od rzeczywistości, nie wywołująca efektów ubocznych.
           Druga połowa próby minęła jakby szybciej. Nie myliłem się. Nikt się niczego nie czepiał. Wszystko było w porządku.
Kiwnięciem głowy zakończyłem próbę. Szybko zebrałem swoje rzeczy, chcąc jak najprędzej znaleźć się w domu. Gdy wychodziłem pośpiesznie z sali, zauważyłem jeszcze Reitę zagadującego do Rukiego w sprawie wspólnego powrotu do domu.
Myślałem, że szlag mnie trafi. Mocno wkurwiony wsiadłem do samochodu. Ruszyłem szybko, ignorując wszelkie przepisy drogowe. Pędziłem przed siebie. Już nawet nie do domu. Gdzieś. Nie wiedziałem gdzie. Miałem ochotę schlać się do nieprzytomności. Tak, żebym nie pamiętał nawet ułamka sekundy dzisiejszego dnia. Nic.
Nie zauważyłem czerwonego światła. Albo raczej, nie chciałem go zauważyć. Wpadłem na środek skrzyżowania moim czarnym BMW. Niespodziewanie wjechał we mnie jakiś duży samochód pół-terenowy. Z impetem uderzyłem głową o zagłówek. Jednakże przelotnie zauważyłem, że karku nie złamałem. Samochód nadal leciał odrzutem w tył. Wryło mnie w siedzenie. Świat zawirował mi przed oczami. Terenówka uderzyła od strony kierowcy, co mocno odczułem. Miałem nadzieję, że nic mi się nie stało. Mój samochód przetoczył się na bok od strony pasażera i zatrzymał. Siedziałem, a właściwie wisiałem obolały na pasach. W głowie mi huczało. Odpiąłem się z pasów i spróbowałem wyjść. Wysiadłem uważając, by pojazd się nie przeważył. Spojrzałem na moje BMW. Miał duże wgniecenie od strony kierowcy, parę mniejszych na masce, ale mogło być gorzej. Miałem nadzieję, że naprawa nie będzie trwała lat. Dookoła miejsca wypadku zaroiło się od ludzi. Ktoś wzywał karetkę. Spojrzałem na terenówkę. Nie widziałem większych strat poza stłuczonym reflektorem. Miałem wrażenie, że znam skądś ten beżowy model nowego Suzuki.
Podrapałem się po głowie. Niespodziewanie wyczułem pod palcami lepką, lekko ciepławą ciecz. Przekląłem w myślach. Obejrzałem się dokładnie. Czułem mocne rwanie w barku, ale po sprawdzeniu, nie zauważyłem żadnej rany. Na rękach miałem parę zadrapań, nic większego. Ale za to pod kolanem widniała mi pięknie krwawiąca rozcięta rana. Żebro również domagało się uwagi. Adrenalina opadała, a wraz z jej zmniejszaniem się, zacząłem wyczuwać coraz to więcej nowych źródeł bólu. Wyjąłem z mojego samochodu torbę z prywatnymi rzeczami. Mimo mojego stanu wolałem ją mieć przy sobie. Podszedłem lekko kulejąc do kierowcy terenówki, który rozmawiał odwrócony do mnie tyłem przez telefon. Gdy do niego dotarłem, właśnie skończył rozmowę. Nie patrzyłem mu w twarz.
           -Chciałbym bardzo pana przeprosić...- ukłoniłem się, spoglądając mu w oczy. Zaraz zaraz, czy to był...-...Reita?!
           - Kai?!- krzyknął równie zaskoczony basista. Zza jego pleców widziałem wychylającego się Rukiego. Suzuki trzymał go delikatnie za rękę.
           -Oszalałeś, idioto?!- zaatakował mnie nagle niższy.- Zabić się chcesz, czy co?!
Nie byłem zdolny mu odpowiedzieć, bo właśnie pociemniało mi przed oczami. Światła zgasły, kurtyna opadła, a ja wraz z nią. Poczułem jeszcze tylko, że czyjeś delikatne ręce mnie łapią.
                                                                  ***
            Jasne, nieco niebieskawe światło lamp szpitalnych wdzierało mi się pod powieki. Obudziłem się czując głuche łupanie lekko nad skronią. Obraz rozmazywał się. Podniosłem głowę rozglądając się po pokoju. Szpitalne pokoje zawsze są takie same. Łóżko, obok dwa fotele. Mała szafeczka, na której obecnie leżała moja czarna torba. Białe ściany, biała podłoga, małe okno przysłonięte roletą. Spojrzałem na drugą stronę i mało co nie padłem na zawał. Nad moim łóżkiem pochrapywał delikatnie Takanori. Oparł głowę na mojej klatce piersiowej, co dopiero teraz zauważyłem. Przyjemne ciarki przeszły po całym moim ciele. Ile razy marzyłem o takiej chwili. Jeśli taki ma być wynik moich wypadków, to będę je prowokował częściej.
Spojrzałem rozczulony na jego twarz jeszcze raz. Aniołek. Miał lekko otwarte usta. Przymknięte powieki spokojnie zasłaniały jego piękne oczy. Zdobiły je gęste, długie rzęsy.
Ruki poruszył się delikatnie, podnosząc głowę i otwierając zaspane oczy. Przetarł je dłonią.
            - O, Kai, już się obudziłeś.- powiedział ziewając. Przymknąłem oczy. Skoro on tu jest, to Reita zapewne także. Westchnąłem.
            - Reita pojechał do naprawy z twoim samochodem. Chciał mnie ze sobą zabrać, ale powiedziałem, że zostanę i się tobą zaopiekuję.- powiedział, jakby czytał mi w myślach. Miło z jego strony, że został, ale jego obecność źle na mnie wpływała.
           - Nie musisz zostawać. Czuję się już lepiej.- odpowiedziałem próbując wstać. Ale zamiast tego padłem żałośnie na poduszki. Jęknąłem z bólu.
           - Aha, właśnie widzę. Dla twojej informacji. Masz złamane żebro, ranę na głowie, naciągnięty bark, rozciętą łydkę i w cholerę siniaków. Zostanę, opiekując się tobą tak długo, tak będzie trzeba.
           - Czyli?
           - Póki cię nie wypiszą.- stwierdził z uśmiechem. Nagle spoważniał.- Co cię tak wkurzyło podczas próby? To moja wina? Powiedziałem coś złego?
Czułem się, jak zamknięty na przesłuchaniu. Wiedziałem, że wokalista nie da mi spokoju. To nie w jego stylu. Będzie drążył mi dziurę w brzuchu, aż nie powiem mu wszystkiego co czego chciał się dowiedzieć.
Przykryłem sobie obolałym przedramieniem oczy. Nie chciałem widzieć jego reakcji na to, co zamierzałem mu powiedzieć.


            - Ruki. Nie miej mi za złe tego co ci powiem. Po prostu nie chcę tego dłużej tłumić. Nie chcę, nie umiem. Zrozum mnie. - nie widziałem jego reakcji. Kontynuowałem.- Kocham cię, Ruki.

3 komentarze :

  1. Łaaah się porobiło... jeszcze jakby Aki teraz wlazł..
    I jak zareaguje? Wypadek to kogo wina? Czy Akira jest na prawdę taki głupi XD?
    No jaaa ciee, chciałabym dalej TuT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, wypadek to jak najbardziej wina Kaia. Głupek nie patrzy jak jedzie. Akira JEST taki głupi *błaga o wybaczenie*.
      Mam tydzień na opublikowanie pięciu notek, bo mnie calutki przyszły tydzień nie będzie. Musze poprzepisywać ficki z cudownego zeszytu, ale mi się nie chce.

      Usuń
  2. O Boże, zły, wredny, "nabuzowany hormonami", zazdrosny Kai. To się nie zdarza często! Idę czytać kolejną notkę. <3

    OdpowiedzUsuń