Khhh... nie do końca wyszło mi tak,
jak miało mi wyjść... Mam nadzieję, że nie spieprzyłam tego tak
zupełnie.
UWAGI: Sad end.
*
-Kyouyou...-wyszeptałeś równie
zszokowany. Znowu wypowiedziałeś moje imię. To brzmiało jak
najświętsza modlitwa. Chciałem się zatopić w twoim głosie, ale
nie mogłem. Już nie. Oddychałem ciężko. Czemu wróciłeś? Czemu
zburzyłeś mój świat, wykreowany po twoim odejściu? Wiem, że
ledwo co trzymał się siebie, ale był jedynym co mi zostało. A
teraz, nie miałem nawet tego.
-Ja... nie mogę. Wybacz Takanori.
Dzięki za wszystko.- wysapałem przez zęby. Ruki patrzył na mnie
dużymi oczami, nie wiedział o co mi chodzi. Wyszedłem szybko z
pokoju, miałem miękkie nogi. W przejściu cię mijałem. Zawładnął
mną twój zapach. Miałem ochotę się na ciebie tam rzucić. Ale
nie zrobiłem tego, pogorszyłoby to tylko moją sytuację.
- Nie! Kyouyou! Poczekaj.- usłyszałem
twój błagalny ton.
Trzasnąłem drzwiami głośno, gdy
wychodziłem. Chyba ruszyłeś za mną, ale nie zwracałem na to
uwagi. Z każdym krokiem przyspieszałem, czując, jak w moich
kącikach oczu zbierają się łzy. W końcu biegłem. Biegłem
zostawiając ciebie i całą rzeczywistość daleko za sobą.
Biegłem, by znaleźć się jak najdalej od tego wszystkiego.
Wybiegłem na zewnątrz, nie zważając
na deszcz. Mijałem różnych ludzi. Niektórzy patrzyli się na mnie
dziwnie, niektórzy zlewali się z szarym otoczeniem. Zobaczyłem też
jakąś staruszkę patrzącą na mnie z troską.
Po policzkach ciekły mi łzy. Nie
zwracając na nie uwagi, kierowałem się do dawno zapomnianego
przeze mnie miejsca. Została mi tylko jedna przecznica.
Dotarłem tam. Dotarłem na dworzec.
Dokładnie peron 7. Pociąg zabierający cię na lotnisko cztery lata
temu, startował dokładnie z tego miejsca.
Nic się nie zmieniło od tamtego
czasu. Podłoga wkładana szarym, byle najtańszym kamieniem. Filary
podtrzymujące budowle poobklejane były plakatami koncertów,
których data minęła już dawno temu. Ze śmietników wysypywały
się śmieci. Z dachu skapywała smętne woda z deszczu.
Teraz było tu zupełnie pusto.
Otworzyli nową, nowocześniejszą część dworca, z której
odjeżdżała teraz większość pociągów, więc tutaj rzadko kto
zaglądał. Była to tylko jedna z wielu, małych stacji na drodze do
dworca głównego. Podszedłem do szarej, mocno odrapanej, ławeczki.
Już dawno temu minęły lata jej świetności.
Siedzieliśmy na niej, gdy czekaliśmy
na twój pociąg. Przytulałeś mnie mocno do swojej klatki
piersiowej, gdyż nie mogłem zapanować nad spazmami szlochu, które
mną targały. Głaskałeś mnie łagodnie po głowie. Wtulałem się
w ciebie, póki mogłem. Póki byłeś przy mnie.
Teraz siedziałem sam. Opałem głowę
o oparcie ławki. Było mi tak dziwnie pusto, bez ciebie obok. Tym
razem nie chciałem powstrzymywać wszystkich uczuć, które się we
mnie kłębiły. Siedziałem tak bardzo długo. Przypominałem sobie,
jak twój pociąg ruszył.
Ja stałem na peronie w tłumie
wesołych ludzi, gównie rodziców, wysyłających swoje dzieci na
studia. Nie śmiałem się. Płakałem. Głośno płakałem. Ty
natomiast stałeś naprzeciw mnie, w pociągu, za grubą szybą. Też
płakałeś. Przyciskałeś swoją dłoń do okna, jakbyś mógł
mnie dotknąć.
- To twój brat? Musi być ci strasznie
przykro, że wyjeżdża. Pewnie stracicie kontakt. - zagadnęła mnie
jakaś kobieta. Była szczęśliwa i wesoła. Miałem ochotę jej coś
zrobić.
- Nie jesteśmy rodzeństwem, proszę
pani.- odpowiedziałem półszeptem, wciąż nie odrywając od ciebie
wzroku.- To mój kochanek.
Podszedłem do krawędzi peronu.
Tablica nade mną zamrugała niepewnie, po czym ukazała godzinę
przyjazdu pociągu. Czekałem więc, zezwalając wspomnieniom na
pożarcie mnie żywcem.
Gdy odjechałeś nie machałem ci, jak
wszyscy pozostali. Dla mnie zaczęła się żałoba, dlaczego miałem
się z tego cieszyć? Ludzie zaczęli powoli opuszczać peron. Tłum
szturchał mnie i popychał, bo stałem jak wmurowany, wpatrując się
w oddalające się światła pociągu. Po chwili zostałem zupełnie
sam. Czekałem, sam nie wiem na co. Może na to, że zaraz
wybiegniesz z dworca krzycząc, że to był tylko żart. Wtedy byś
mnie przytulił i zabrał do domu.
Ale nic takiego się nie stało.
Powolnym krokiem wróciłem sam do domu. Zamknąłem za sobą drzwi,
dzielące mnie od świata. Zasunąłem ciemne zasłony. Zapadłem w
trans.
Uśmiechnąłem się przez łzy. Za
dwie minuty miał przyjechać pociąg. Jak na ironię losu, dokładnie
z tej linii, którą ty jechałeś.
Stanąłem tyłem do krawędzi.
Zobaczyłem cię.
- Kyouyou!- krzyknąłeś, podbiegając
do mnie. Twoje zniewalające oczy były teraz całe mokre, a ty
dyszałeś z wysiłku.- Obojętne co teraz chcesz zrobić, posłuchaj
mnie.
- Za późno na wyjaśnianie, czy
naprawianie czegokolwiek, Akira.- powiedziałem grobowym tonem.
- Nigdy nie jest za późno!- pokiwałeś
głową, podchodząc jeszcze bliżej do mnie.- Kocham cię. Zawsze
kochałem. Na studiach starałem się dwa razy bardziej, więc
skończyłem je 2 lata wcześniej. Nie miałem nikogo po tobie.
Pozwól... Daj mi drugą szansę.
Usłyszałem dźwięk nadjeżdżającego
pociągu. Nie chciałem dawać ci drugiej szansy. Przestałem ci
ufać. Prędzej, czy później znowu byś mnie zostawił, a tego nie
zniósłbym ponownie. Raz mi wystarczył.
- Cieszę się, że byłem tym
jedynym.- uśmiechnąłem się szeroko do ciebie. Złożyłem
ostatni, perfekcyjny pocałunek na twoich ustach, i zrobiłem krok w
tył.
Ostatnie co pamiętam, to oślepiający
blask świateł pociągu, twój przeraźliwy krzyk, powalające
uderzenie i oszałamiający, lecz bardzo krótki ból. I ciemność.
Zamieniłam sobie bohaterów na Mańka i Gacka, ok?
OdpowiedzUsuńNo więc niesamowicie szybko wszystko poszło, a to źle, no chyba, że to ja tak dziwnie czytam. Nie podobało mi się to, że przez tak małą rzecz się zabił, choć sam pomysł z pociągiem świetny.
Także tego, jest nawet ok
Zgadzam się z Yuriko, za szybko potoczyła się akcja i trochę to błachy powód, aby się zabijać. Mimo iż nie lubię sad end'ów a zwłaszcza takich, gdzie ktoś umiera, ale musze przyznać, że było fajne, chociaż polecałabym to rozbudować, no ale jak zakończyłaś śmiercią Uru no to raczej już koniec. Nawet mi się podobało, nawet ponieważ sad end, ale pozdrawiam i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś napiszesz jakąś Reituhę.
OdpowiedzUsuńSuzukii-chan
Uh, myślałam, że inaczej się to potoczy, nie lubię, jak ktoś umiera na końcu, to takie... proste i troszkę banalne zakończenie (wybacz Cx) .__.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się to jak piszesz, szybko i przyjemnie się czyta :3 *kciuk w górę*
Ii... tyle. Weny życzę C:
Ugh, wiem wiem... Spieprzyłam całkiem fajne opowiadanie.
UsuńBanalne zakończenia są najłatwiejszym wyjściem przy braku weny, wybacz.
e tam, mi się podobało. pomysł jest fajny ;) fajnie się czyta, masz dobry styl pisania. szkoda, że tak smutno się zakończyło mimo wszystko :( jeśli masz ochotę wpadnij na moje opowiadanie gazetto.blog.pl dodaję do ulubionych ;)
OdpowiedzUsuńUff, dobrze, że chociaż jednej osobie się podobało.
UsuńTO JEST ZAJEBISTE.
OdpowiedzUsuńREITUHA, CIERPIENIE, SAMOBÓJSTWO.
MUAHAHAHAHAHAHAHAHAHA.
KOCHAM CIE ZA TO, ZIOM. c:
Ja osobiście uwielbiam smutne historie i smutne zakończenia. Może jestem jakaś inna, ale przy tego typu opowiadaniach najbardziej się otwieram, najłatwiej wczuwam się w klimat i zżywam z postaciami. Może właśnie to poniekąd podobne cierpienie tak bardzo łączy mnie z bohaterami smutnych opowiadań. Zakończenie niby banalne, a jednak okazało się czymś troszkę niespodziewanym. Myślałam, że gdy Reita się pojawił Uruszek znów miał jakiś mały powód do starania się o lepsze jutro, a tym czasem on popełnił samobójstwo, co nie jest zbyt oryginalnym pomysłem, ale rozumiem że zwyczajnie sytuacja go przerosła. W sumie to z tej dwupartówki mogłoby wyjść ciekawe dłuższe opowiadanie, ale nie narzekam. W sumie to, gdy Ruki pojawił się i wykrzyczał, że ma basistę doskonale wiedziałam o kogo chodzi, jednak sądziłam że reakcja Uruhy będzie troszkę inna, że w jego oczach pojawią się iskierki nadziei, a jednak nie... Kolejne świetne opowiadanie z Twojej strony, ze świetnie wpasowanymi i opisanymi uczuciami. Gratuluję talentu i tego iż swoją twórczością przysparzasz mi weny na pisanie, bądź rysowanie czy cokolwiek innego... :)
OdpowiedzUsuńPowiem ci, że ja też uwielbiam smutne zakończenia, i takie opowiadania wychodzą mi, dziwnym trafem, najlepiej. Po prostu lubię je pisać, to odprężające. Ale chyba zbytnio się w to wszystko angażuję.
Usuń