niedziela, 29 grudnia 2013

Żółć - to, czego zwyczajne oczy nie widzą.

Witam, cześć, czołem, jak minęły święta?
Miałam ostatnio takie myśli, żeby zupełnie zamknąć bloga, ale dzisiaj odezwała się taka osóbka, podpisująca się „Kris”. Chciałam ci tylko wielce podziękować, naprawdę, zmotywowałaś mnie.
No i dziękuję za betę, jak zwykle.

Uprzedzam, możecie mieć mindfucka czytając to opowiadanie. Postanowiłam, że stworze jeszcze inny, nowy wątek, w jakimś stopniu powiązany z akcją odbywającą się w takiej np. Żółci. W tej części, fabuła nie dotyczy bezpośrednio Zelo... A zresztą, sami zobaczycie. Tylko proszę, nie hejtujcie mnie za to.

Okrutny Król Charyzmy.

            Wciągnąłem nieco wilgotne, może stęchłe powietrze nosem. W myślach przekląłem siebie samego za brak dopilnowania czystości lokalu, w którym znajdowała się nasza siedziba. Nasza? Ph... Moja siedziba.
Siedziałem, rozłożony na całej powierzchni fotela . Było cicho, ale w mojej głowie huczało. Taki ogromny wykrzyknik uderzał o kości mojej czaszki od środka. W prawej ręce trzymałem lekko zabrudzoną szklankę z błyszczącą na lekko rudawy kolorwhiskey.
Przetarłem oczy, ziewając potężnie. Praca w nocy, praca w dzień, zajebiste życie szefa mafii. Brawo Brawo Jiyong, mama byłaby z ciebie niezmiernie dumna, gdyby jeszcze żyła. Teraz zapewne przewraca się w grobie, widząc co wyprawiasz, debilu.
Z niechęcią spojrzałem w stronę drzwi, które właśnie zostały otworzone. Cichy szmer szeptów z innego pokoju dopadł do moich uszu i natychmiast zdenerwował. To tylko Chaerin.
- Jiyong... Dać ci coś? Potrzebujesz czegoś? - powiedziała, niskim jak na kobietę, ciepłym głosem. Była najnormalniejszą osobą w tym domu popaprańców, którym dowodziłem. Odgarnęła czarne, lekko kręcone włosy za ucho, uśmiechając się do mnie miło. Odwzajemniłem gest. Na_niej mogłem zawsze polegać, była kimś w rodzaju przyjaciółki. O kogoś takiego było wyjątkowo trudno w tych czasach, a szczególnie w tym środowisku.
- Nie, nie trzeba CL... Dam sobie radę sam – dziewczyna usiadła na oparciu kanapy naprzeciw mnie. W pokoju było ciemno, oświetlało go tylko jedno, małe w dodatku, okno, zasłonięte grubymi, ciemnymi zasłonami. Chaerin usiadła na jego tle, skutecznie ograniczając dopływ światła do mnie. Panowała tępa cisza, przez grube, metalowe drzwi nie było słychać żadnych głosów dochodzących z piwnicy, gdzie mieścił się mały klub.
- Tak właściwie, to jest do ciebie sprawa – Chaerin unikała kontaktu wzrokowego. Zsunęła się z oparcia na kanapę, a ręce skrzyżowała na piersi. Ciemnoczerwona skórzana kurtka połyskiwała słabo w mdłym świetle. Skrzywiłem się, znowu jest sprawa do mnie, jakby nie mogli sobie sami dać rady. No, cóż mogłem poradzić...- Dzwonił Miyavi.
- Że co, przepraszam? - odłożyłem whiskey na szklany, nowo kupiony stolik. - On ma czelność jeszcze dzwonić?
- Dzwonił Miyavi – Chae zignorowała mój komentarz, kontynuowała.- Mówił, że naprawił wszystkie powiązania w Japonii. Za dwa tygodnie przyjedzie do Korei po dokładne wytyczne od ciebie. Ma nadzieję, że przeszło ci już i go nie wywalisz.
Westchnąłem.
- Ja, na twoim miejscu, nie robiłabym tego – cmoknęła ustami w wyrafinowany sposób, smakując mojego drinka. - Oprócz tego incydentu, całkiem nieźle sobie radził, jako szef oddziału japońskiego, nie uważasz?
- Chaerin, proszę cię - spojrzałem na nią umęczonym wzrokiem. - Nie dziś, nie teraz.
- No dobrze... - dziewczyna zebrała się do wyjścia, ale zatrzymała się w połowie drogi - Jest jeszcze jedna rzecz...
Podeszła do mnie, opierając łokieć na moim ramieniu.
- Jest taki jeden chłopak – obróciła oczy ku górze i przekrzywiła głowę lekko w prawo, co wyglądało nieco komicznie. - Nie przypomnę sobie jego nazwiska... Ale chciał działkę. Lekką. Widać, że zaczyna. Mogę powierzyć to Youngbae?
- Możesz... - powiedziałem automatycznie. Ale zaraz potem oprzytomniałem.- Ale pójdę z nim. Chcę zobaczyć, kto w tych okolicach prosi nas o działki, a nie tych „młodych”.
- Masz na myśli...? - głos CL podwyższył się nieco.
- Tak, naszą konkurencję.
***
              Ciemne szyby w samochodzie, to byłoby coś, co właśnie w tym miejscu uznano by za podejrzane. Jak miałem się więc nie wyróżniać z platynowym blondem na głowie, tatuażach na rękach? No i przyjacielem z ogromnym irokezem, również blond.
Ubrałem się w czarną bluzę z kapturem, na którą narzuciłem jeansowo-skórzaną ciemną kurtkę. Oczy zakryłem ogromnymi okularami na pół twarzy. Youngbae wyglądał podobnie. Poszła z nami również Chaerin, usprawiedliwiając się, że też jest ciekawa, po co chcę ruszyć własny tyłek do jakiegoś, byle jakiego klienta. Umówiliśmy się w parku, którego nazwy nie znałem. Nie od tego byłem. CL wiedziała, gdzie co jest, to wystarczało.
Kiedy przyszliśmy, on już czekał. Wyrośnięty, przeraźliwie chudy dzieciak, któremu nie dałbym więcej niż 17 lat. Coraz bardziej zaczynał mnie interesować. Powiedział, że poznamy go po nietypowym kolorze włosów. Widząc trójkę osób, rozglądających się ukradkiem, zdjął kaptur. Zrozumiałem co miał na myśli. Czerwone włosy wręcz świeciły swoją intensywnością.
Podeszliśmy do niego szybkim krokiem. Był wyższy od nas wszystkich.
- Lepiej załóż kaptur, tak będzie lepiej dla nas wszystkich – powiedział groźnie Youngbae. Skarciłem go wzrokiem.
- Jestem G-Dragon – odezwałem się, podnosząc podbródek z wyższością. Schowałem ręce do kieszeni. - Po prawej CL, a po lewej Taeyang, zwany czasem Sol.
Uśmiechnął się niepewnie. Na pewno pierwszy raz kupuje narkotyki. Jestem tego w zupełności pewien. Wyjąłem z kieszeni dłoń, ze szczelnie zawiniętym towarem w malutką papierową torebkę. Trzymałem ją na wyciągnięcie ręki, tak jakbym chciał się z nim zwyczajnie przywitać. Na szczęście, zauważył przesyłkę, i zrozumiał. Uścisnął dłoń, a ja wsunąłem mu wtedy zawiniątko w pięść. Trząsł się, być może z zimna, być może ze strachu. Youngbae patrzył się na niego obojętnie, godnie profesjonalnego dostarczyciela towarów. Chaerin uśmiechała się delikatnie, ona była u nas po to, żeby załatwiać nowych klientów, albo jakieś kontakty.
- Pierwszą działkę, zgodnie z zasadą, masz za pół ceny – ociepliłem swój głos, jak tylko najbardziej umiałem. Zawsze ta sama procedura, dawała o sobie znać lekkim ukłuciem znudzenia. - Z następną da się pomyśleć, można jeszcze wszystko ustalić. Z wiadomych przyczyn nie dam ci żadnego numeru kontaktowego. Jeżeli będziesz dalej zainteresowany kupnem, możemy się umówić, że ktoś z naszych ludzi będzie tutaj czekał za tydzień, o dokładnie tej samej porze. Jak okażesz się zaufanym klientem, być może damy ci bezpośredni kontakt. Wszystko zrozumiałeś?
Jego źrenice zwęziły się, a wyraz twarzy stężał. Jednakże, uśmiechnął się słabo, patrząc ponad moją głową.
- Tak, zrozumiałem – powiedział słabym głosem. Wszyscy tak zaczynaliśmy. Podał mi pliczek zielonych banknotów. – Mam się spodziewać ciebie?
- O nie, na pewno nie – roześmiałem się delikatnie, poprawiając okulary na nosie.- To będzie Taeyang. Powiedz jak się nazywasz.
- Ah... Rozumiem. Nazywam się Junhong. – powiedział, odwracając się, by odejść.
- A, i jeszcze jedno – powiedziałem aż nazbyt słodko i miło. - Nie waż się przyjmować towaru od kogoś innego. Może być wtedy po tobie, Hongie .
Uśmiechając się, odeszliśmy, zostawiając zszokowanego chłopaka za plecami. Odpaliłem czekoladowego papierosa.
Zobaczyłem mężczyznę, wpatrującego się w skupieniu na punkt za nami. Szedł zdecydowanym krokiem. Minął nas pośpiesznie. Miał zacięty wyraz twarzy, a czarne włosy opadały mu na oczy, z czego nie robił sobie żadnego problemu. Nagle zaczął biec, odwróciłem się w jego kierunku. Zobaczyłem tylko jak ten młody ucieka, zostawiając na chodniku niedopałek swojego własnego papierosa.
- Glina? - spytała zdenerwowana CL.
- Nie – odpowiedział Youngbae spokojnym głosem. - Wydaje mi się, że ktoś prywatny. Ale i tak lepiej byłoby, żebyśmy już sobie poszli.
***
- Sukinsyny! - wydarłem się na cały lokal. Wszyscy członkowie naszego „stowarzyszenia” zebrali się w jednym pokoju. Nigdy nie widziałem ich wszystkich naraz, w dodatku w tak małym pokoju. I tak nie znałem ich wszystkich, ale na pewno większość. Tych ważniejszych, którzy byli dla mnie jak rodzina. Youngbae, Chaerin, Daesung... I w zasadzie tyle. Czasami jeszcze pojawiała się Bom, ale starała się ograniczać kontakty z nami. Zaczęło jej się normalnie układać w życiu, to nas olała. Nie powiem, dzięki komu teraz była w takiej, a nie innym sytuacji, no ale dobrze.
Wracając do tematu, siedzieliśmy tu nie bez przyczyny, a ja nie denerwowałem się bez powodu. Nasi rywale wyzwali nas na otwartą bijatykę. Chodziło o jakieś sprawy, których nie dopilnował Miyavi. Miałem czasem ochotę rozszarpać go na drobne kawałeczki.
- Sukinsyny jebane! - krzyknąłem ponownie, a większość zebranych skrzywiła się. Wiedzieli, że jak jestem wkurzony, to lepiej nie wchodzić mi w drogę. - Chcą wojny?! To ją dostaną! )
- Szefie – odezwał się jakiś nieznany mi, pewnie nowy członek naszej „rodziny”. Pierwszy raz go na oczy widziałem. Był blisko mojego wzrostu, miał ciemniejszą skórę i jasnobrązowe włosy. Na oczach miał okrągłe okulary z ciemnofioletowymi oprawkami. - Niech się szef nie denerwuje. Trzeba pomyśleć nad planem.
Musiałem mu przyznać rację, zacisnąłem pięści. Policzyłem w myślach do dziesięciu, wydychając powoli powietrze, które zalegając, prawie ciążyło mi w płucach.
- Daesung? - odezwałem się chłodno. Tamten tylko skinął głową, wyjmując z torby, którą miał przy sobie, stertę różnych papierów. Poszperał między nimi chwilkę, póki nie znalazł tego właściwego.
- Choi Seunghyun, 27 lat. Zwany przez niektórych „TOP”. Urodzony 4 listopada 1987 roku. Szef naszych przeciwników – zabrzmiał przenikliwy głos Desunga. Szybko przeleciał wzrokiem tekst, najwyraźniej były to informacje nam zupełnie do niczego niepotrzebne. - Ma młodszego brata, Seungriego, zwanego inaczej Victory bądź V.I. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, oboje są w „biznesie”. Wygląda na coś rodzinnego...
- Czekaj, czekaj...- zawiesiłem głos, wpatrując się bezmyślnie w twarz tamtego chłopaka.- Młodszego brata powiadasz?
***
Byliśmy w jakiejś zupełnie opuszczonej dzielnicy. Stare budynki miały powybijane okna, większość z nich porośnięta była mchem albo inną roślinnością, której nie mogłem dostrzec przez otaczający nas mrok nocy. Wpatrywałem się w nadchodzącą, dość dużą, grupę szaro ubranych ludzi, z których tylko dwójka wyróżniała się znacząco. Szli przed pozostałymi, dumnie unosząc głowy. Jeden z nich, wyższy, był TOP'em. Uśmiechał się drwiąco, jakby sam nie wiedział w co pakuje siebie i swojego biednego braciszka.
- Mam ochotę zmasakrować mu ten uśmiechnięty ryj – syknął szeptem Taeyang, robiąc krok do przodu. Wstrzymałem go ręką, kątem oka wciąż śledząc nadchodzących przybyszów.
- Wytrzymaj jeszcze trochę, to sam ci go podłożę pod pięść – odpowiedziałem równie cicho i zjadliwie. W odpowiedzi, dostrzegłem tylko błysk w oczach Youngbae.
Chaerin chwyciła go ukradkiem za dłoń, lekko ściskając. Jakby chciała dodać mu cierpliwości i wytrwałości.
- Pamiętajcie, nie Seunghyun jest naszym głównym celem dzisiaj – usłyszałem jeszcze cichy szmer Daesunga stojącego gdzieś między tłumem osób z naszej grupy. W końcu nadchodzący się zatrzymali. Dookoła panowała głucha cisza i bardzo ciężka atmosfera. Można było wręcz czuć jak przylepia się do skóry, ust, języka, pozostawiając cierpki smak nadchodzącej katastrofy.
Ruszyłem zdecydowanie, zostawiając za sobą moich przyjaciół, którzy tylko czekali, żeby ruszyć mi na pomoc. Jak oni już nie mogli się tego doczekać. Podchodząc do Seughyuna, zmrużyłem oczy, a włosy odgarnąłem za ucho. Patrzyłem na niego z pode łba, emanując antypatią i brakiem szacunku. Sama moja postawa zdziwiła go nieco, pewnie myślał, że będziemy się bać jego gangu. Niedoczekanie. Byłem tu przed nim, i zostanę po nim.
- G-Dragon, jak miło pana poznać osobiście – odezwał się głębokim, szyderczym głosem. - To zaszczyt mieć do czynienia z samym szefem tak dużej, wspaniale działającej organizacji, jaką jest pańska. Nie wiedziałem, że sam pan raczy tutaj przyjść, ubrałbym się lepiej.
Zlustrowałem go od stóp do głów. Faktycznie, Armani to to nie był. Znużonym wzrokiem spojrzałem na jego twarz, gwałtownie mrożąc jego dobry humor i szarmancję. Jego młodszy brat, stojący za nim, zadrżał lekko.
- Witaj, T.O.P, mi również jest niezmiernie miło cię poznać – uśmiechnąłem się lekceważąco. Mój głos był nasycony sarkazmem. Seungri cofnął się o krok.- Czekałem na to spotkanie, sam nawet nie wiesz jak bardzo. Nawet przygotowałem się, żeby pokazać, z kim nie należy zbytnio zadzierać, bo może się to źle skończyć.
Skrzywił się, ale nic nie powiedział. Granie na czyichś emocjach było tym, co lubiłem najbardziej w mojej pracy. Patrzenie, jak ich wola słabnie, determinacja ulatnia się, pozostawiając za sobą głuchy strach. Nie bez przyczyny nazywano mnie Okrutnym Królem Charyzmy. Kontynuowałem więc.
- Bo na tym możesz stracić nie tylko ty, ale również bliscy ci ludzie – z ignorancją w głosie zmiękczałem jego emocje, by nie był w stanie stawić nam czoła. Rodzina musiała być dla niego ważna. - O, na przykład V.I, mam rację? Chyba nie chciałbyś, żeby stało mu się coś złego z twojego powodu. Byłoby ci niezmiernie przykro, gdybym go, no nie wiem, zabił, prawda?
Tym razem oboje zadrżeli. Seungri przeskakiwał wzrokiem ze mnie, na swojego brata. I tak cały czas w kółko. Cieszył mnie ten widok, zwątpili w siebie i swoją niezłomność.
- Tak więc, skoro nie można tego załatwić po dobroci, po cichu, bez żadnych strat i tragedii, trzeba będzie załatwić to inną drogą – uwielbiam to, no po prostu kocham. Widok ich przerażenia, wymalowanego na twarzach. Miałem ochotę śmiać się w głos, ale musiałem się opanować. Mi to nie przystoi. - Oh, będzie przykro zbierać trupy swoich przyjaciół. Ale zdecydowałeś się, prawda? Do roboty, panie T.O.P. Nie można żyć tylko dla siebie.
Odwróciłem się i pewnym krokiem zacząłem wracać do „moich”. Wiedziałem, co teraz miał zamiar zrobić Seunghyun. Usłyszałem szczęk pistoletu, wyciąganego z pochwy. Zrobiłem krok w prawo, a przelatujący obok mnie pocisk trafił w pobliskie drzewo.
- Nie ładnie tak strzelać w czyjeś plecy, nie uważasz? – powiedziałem głosem bliskim śmiechowi. Wciąż nie odwracając się, podniosłem do góry lewą rękę. Ten znak. Wszyscy moi przyjaciele ruszyli biegiem, mijając mnie.
            Zostałem na samym końcu obserwując ich uważnie, śledząc to, czy pamiętają o planie. Tak, działali zgodnie z nim. Walczyli ze wszystkimi, ale nie z Seungrim. Znaczy się, z nim również, ale jemu nie robili nic poważnego. Miał rozcięcie na policzku, ale nie krwawiło zbytnio. Widziałem w jego oczach determinację, lecz, jak przykro, mieszającą się z poczuciem nadchodzącej klęski. Wiedział, że jest nas więcej i, że jesteśmy silniejsi, to było z góry przesądzone. Podszedłem wolnym, spokojnym krokiem do Seunghyuna, a zaraz za mną Youngbae. W całym tym chaosie dołączyła do nas Chaerin, a potem Daesung, jak tylko zauważył co się szykuje.
Czy ja lubiłem walczyć? Chyba nie, robiłem to tylko kiedy naprawdę musiałem. Zazwyczaj wszystko załatwiali za mnie moi ludzie, specjalnie od tego wyznaczeni. Za dużo się tego naoglądałem w przeszłości, żeby teraz sobie zaprzątać głowę.
Ale kiedy trzeba było, to radziłem sobie świetnie, lata praktyki czynią mistrza, nieprawdaż?
Seunghyun nie zdążył mrugnąć, kiedy moja pięść, odziana w bardzo przydatny kastet, wylądowała na jego nosie, miażdżąc mu przy tym kości. Pochylił się, gdy z nosa polała się mu krew. Daesung założył mu chwyt na szyję, który zaczął go dusić. Podciągnął go do pionu, by umożliwić Taeyangowi...no... zrobienie tego, co miał w zamiarze...
Sprawdziłem raz jeszcze, czy mam przy sobie mojego ukochanego glocka, pistolet towarzyszący mi już niezliczoną ilość lat. Owszem, miałem. Rozejrzałem się dookoła, w poszukiwaniu sylwetki młodszego z braci Choi. Pod moimi nogami leżał czyiś trup. Wolałem go nie ruszać, nie chciałem zobaczyć twarzy jednego z moich przyjaciół. Chaerin zabezpieczała teren za mną. Dookoła panował ogromny chaos, ledwo udało mi się przedrzeć do młodego chłopaka, który walczył odwrócony tyłem do mnie. Przyłożyłem mu lufę do skroni, uśmiechając się sarkastycznie. Jego przeciwnik spojrzał na mnie ze zrozumieniem w oczach. Był to ten sam chłopak, który wcześniej zwrócił mi uwagę. Te fioletowe okulary były naprawdę charakterystyczne. Zasalutował nonszalanckim, przelotnym gestem.
- Więc, V.I, jak się dzisiaj masz? - odezwałem się, pewny siebie. Widziałem wściekłość w jego oczach, ale nie ruszył się o milimetr, bojąc się że go zastrzelę. O nie, nie mógłbym, jest zbyt cenny. Ale on nie musi o tym wiedzieć. - Grzeczny chłopiec. Ile ty masz w ogóle lat?
Chaerin prychnęła, wyjmując kajdanki z kieszeni. Zapięła je na nadgarstkach chłopaka.
- 24 lata, urodzony 12 grudnia, nie wiesz tego? - syknął w odpowiedzi.
- Spokojnie, spokojnie – przytknąłem pistolet mocniej do jego skroni.- Jak będziesz się zbytnio awanturował, to możesz zaraz wylądować pod ziemią. Serio warto?
Nagle usłyszałem głośny krzyk, a spomiędzy ludzi wypadł nagle T.O.P. Z nosa ciekła mu krew, a lewe ramię miał nienaturalnie wykrzywione. Zaraz za nim biegł Taeyang. Uderzył go łokciem w bark, sprawiając, że tamten się pochylił. Daesung zaczął go dusić. To jednak nie starczało, starszy znów próbował dostać się do mnie i brata. Szybkim ruchem strzeliłem mu w udo, powracając zaraz do pierwotnego miejsca, gdzie znajdował się pistolet. Powietrze przeciął miażdżący bębenki uszu wrzask Seunghyuna. Seungri cofnął się w przerażeniu o krok, lecz CL trzymała go zbyt mocno, by mógł zrobić cokolwiek więcej.
- Nie właź mi w drogę sukinsynie, bo twój braciszek zginie! - krzyknąłem, lecz nadal byłem opanowany.
- Zrób mu coś, a ujebię ci ten blond łeb, razem z kręgosłupem!- odpowiedział tamten rozpaczliwie.
- Zobaczymy kto komu – odezwał się wściekły Youngbae.
- Wiecie co robić – spojrzałem na Daesunga. Kiwnął potwierdzająco głową.
***
              W tym pieprzonym pokoju było za zimno. Zdecydowanie za zimno. Ale przecież nie będę płacił za ogrzewanie piwnicy, bo mija się to z celem. Poprawiłem się w krześle, zakładając nogę na nogę. Ręce skrzyżowałem na piersi, a głowę oparłem o ścianę za plecami. Z półprzymkniętych oczu obserwowałem, co się dzieje paręnaście metrów przede mną. Skurczybyk, jest tu już od ponad dwunastu godzin, a nadal nic nie mówi. Ale zacznie.
Co nie zmienia faktu, że mnie denerwował. No cóż, zobaczy się za jakiś czas.
Pojedynczy krzyk Seungriego zwrócił moją uwagę. Momentalnie skierowałem wzrok na jego skurczoną sylwetkę. Oddychał ciężko, z jego czoła spływały pojedyncze krople potu. Krwawe obtarcia na nadgarstkach świadczyły, że lina była zbyt ciasno na nich zawiązana. Wokół zaschniętej już rany na policzku zaczęło tworzyć się ropne zapalenie, spowodowane brakiem wcześniejszego zdezynfekowania. Wyglądał bezbronnie, jak małe dziecko. Kulił się w kącie pokoju. Ale nadal wytrzymywał.
Podniosłem się i skierowałem do wyjścia. Pomyślałem, że zajrzę tu później. Nie sądziłem, żeby trwało to zbyt długo.

Pożegnał mnie kolejny, przeraźliwy wrzask. Uśmiechnąłem się. 

9 komentarzy :

  1. Chyba najlepiej będzie jak zacytuję:
    "- Że co przepraszam?"
    Nie no świetne. :*
    I trochę wyciągnęło mnie z dołka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że pomogłam przy wyciągani z dołka :3

      Usuń
  2. Myślisz że powinnam się śmiać? Jeżeli nie to przepraszam, ale to opko serio mnie rozbawiło ^^.
    Tak jak Domika w komentarzu powyżej, też chcę zacytować:
    "Lata praktyki czynią mistrza"
    Tak myślę o tobie i twoim blogu ^^ tylko że ty nie potrzebowałaś lat żeby zostać moim mistrzem ;*
    ~Ziaja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie powinnaś się śmiać.
      Mistrzem to ja nie jestem i raczej nigdy nie będę.

      Usuń
  3. Kiepski z ciebie stalker Ziaja

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest Miyavi, więc jestem szczęśliwa ^^
    Pomysł super... i chociaż na początku się śmiałam, to, to teraz mi głupio, bo jest genialnie. Jak Ty potrafisz się dopasować w każdy temat, w każdą sytuację, tak pięknie ją opisując, nawet przy jej okutności... Tylko nie zrób krzywdy Seungriemu, ok?
    ~Mizu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i widzisz? Dodałam Miyaviego tylko dla ciebie.
      Okrutność to moja specjalność, nie wiedziałaś o tym? Chyba za późno z tym nie robieniem krzywdy...

      Usuń
  5. To istne cudo. Kontynuuj to błagam Cię, bo już się uzależniłam. Będę Twoim stałym klientem ok?
    Nawet nie wiesz jak moje serce się raduje na widok opowiadania w którym występują moi dwaj najukochańsi Jiyong i Zelo ♥ Sama chciałam coś z nimi razem napisać, ale jakoś mi do niczego nie pasowali, a tutaj takie wspaniałe opowiadanie. Ach GD jest tu taki jakim go lubię najbardziej. Arogancki, bardzo pewny siebie i szef gangu omooo kocham Cię po prostu. I łał nie spodziewałam się, że Seungri będzie bratem T.O.P. Na początku stawiałam na to, że on będzie tym klientem (i sama ogarnęłam że to Zelo dopiero jak się przedstawił xd). Seunghyun przeciwnikiem ? Brak mi słów. To przecież mistrzostwo ♥ Czekam na dalsze części.
    Duuuuużo weny Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow. Wciągnęłam się! Bardzo mi się podobało, fajnie piszesz.:) Od samego początku spodobał mi się twój GD. Pisz dalej, bo super ci to wychodzi. ^^
    JiHan

    OdpowiedzUsuń