Witam, cześć,
czołem, jak minęły święta?
Miałam ostatnio
takie myśli, żeby zupełnie zamknąć bloga, ale dzisiaj odezwała
się taka osóbka, podpisująca się „Kris”. Chciałam ci tylko
wielce podziękować, naprawdę, zmotywowałaś mnie.
No i dziękuję
za betę, jak zwykle.
Uprzedzam,
możecie mieć mindfucka czytając to opowiadanie. Postanowiłam, że
stworze jeszcze inny, nowy wątek, w jakimś stopniu powiązany z
akcją odbywającą się w takiej np. Żółci. W tej części,
fabuła nie dotyczy bezpośrednio Zelo... A zresztą, sami
zobaczycie. Tylko proszę, nie hejtujcie mnie za to.
Okrutny
Król Charyzmy.
Wciągnąłem
nieco wilgotne, może stęchłe powietrze nosem. W myślach
przekląłem siebie samego za brak dopilnowania czystości lokalu, w
którym znajdowała się nasza siedziba. Nasza? Ph... Moja siedziba.
Siedziałem,
rozłożony na całej powierzchni fotela . Było cicho, ale w mojej
głowie huczało. Taki ogromny wykrzyknik uderzał o kości mojej
czaszki od środka. W prawej ręce trzymałem lekko zabrudzoną
szklankę z błyszczącą na lekko rudawy kolorwhiskey.
Przetarłem oczy,
ziewając potężnie. Praca w nocy, praca w dzień, zajebiste życie
szefa mafii. Brawo Brawo Jiyong, mama byłaby z ciebie niezmiernie
dumna, gdyby jeszcze żyła. Teraz zapewne przewraca się w grobie,
widząc co wyprawiasz, debilu.
Z niechęcią
spojrzałem w stronę drzwi, które właśnie zostały otworzone.
Cichy szmer szeptów z innego pokoju dopadł do moich uszu i
natychmiast zdenerwował. To tylko Chaerin.
- Jiyong... Dać
ci coś? Potrzebujesz czegoś? - powiedziała, niskim jak na kobietę,
ciepłym głosem. Była najnormalniejszą osobą w tym domu
popaprańców, którym dowodziłem. Odgarnęła czarne, lekko kręcone
włosy za ucho, uśmiechając się do mnie miło. Odwzajemniłem
gest. Na_niej mogłem zawsze polegać, była kimś w rodzaju
przyjaciółki. O kogoś takiego było wyjątkowo trudno w tych
czasach, a szczególnie w tym środowisku.
- Nie, nie trzeba
CL... Dam sobie radę sam – dziewczyna usiadła na oparciu kanapy
naprzeciw mnie. W pokoju było ciemno, oświetlało go tylko jedno,
małe w dodatku, okno, zasłonięte grubymi, ciemnymi zasłonami.
Chaerin usiadła na jego tle, skutecznie ograniczając dopływ
światła do mnie. Panowała tępa cisza, przez grube, metalowe drzwi
nie było słychać żadnych głosów dochodzących z piwnicy, gdzie
mieścił się mały klub.
- Tak właściwie,
to jest do ciebie sprawa – Chaerin unikała kontaktu wzrokowego.
Zsunęła się z oparcia na kanapę, a ręce skrzyżowała na piersi.
Ciemnoczerwona skórzana kurtka połyskiwała słabo w mdłym
świetle. Skrzywiłem się, znowu jest sprawa do mnie, jakby nie
mogli sobie sami dać rady. No, cóż mogłem poradzić...- Dzwonił
Miyavi.
- Że co,
przepraszam? - odłożyłem whiskey na szklany, nowo kupiony stolik.
- On ma czelność jeszcze dzwonić?
- Dzwonił Miyavi
– Chae zignorowała mój komentarz, kontynuowała.- Mówił, że
naprawił wszystkie powiązania w Japonii. Za dwa tygodnie przyjedzie
do Korei po dokładne wytyczne od ciebie. Ma nadzieję, że przeszło
ci już i go nie wywalisz.
Westchnąłem.
- Ja, na twoim
miejscu, nie robiłabym tego – cmoknęła ustami w wyrafinowany
sposób, smakując mojego drinka. - Oprócz tego incydentu, całkiem
nieźle sobie radził, jako szef oddziału japońskiego, nie uważasz?
- Chaerin, proszę
cię - spojrzałem na nią umęczonym wzrokiem. - Nie dziś, nie
teraz.
- No dobrze... -
dziewczyna zebrała się do wyjścia, ale zatrzymała się w połowie
drogi - Jest jeszcze jedna rzecz...
Podeszła do
mnie, opierając łokieć na moim ramieniu.
- Jest taki jeden
chłopak – obróciła oczy ku górze i przekrzywiła głowę lekko
w prawo, co wyglądało nieco komicznie. - Nie przypomnę sobie jego
nazwiska... Ale chciał działkę. Lekką. Widać, że zaczyna. Mogę
powierzyć to Youngbae?
- Możesz... -
powiedziałem automatycznie. Ale zaraz potem oprzytomniałem.- Ale
pójdę z nim. Chcę zobaczyć, kto w tych okolicach prosi nas o
działki, a nie tych „młodych”.
- Masz na
myśli...? - głos CL podwyższył się nieco.
- Tak, naszą
konkurencję.
***
Ciemne szyby w
samochodzie, to byłoby coś, co właśnie w tym miejscu uznano by za
podejrzane. Jak miałem się więc nie wyróżniać z platynowym
blondem na głowie, tatuażach na rękach? No i przyjacielem z
ogromnym irokezem, również blond.
Ubrałem się w
czarną bluzę z kapturem, na którą narzuciłem jeansowo-skórzaną
ciemną kurtkę. Oczy zakryłem ogromnymi okularami na pół twarzy.
Youngbae wyglądał podobnie. Poszła z nami również Chaerin,
usprawiedliwiając się, że też jest ciekawa, po co chcę ruszyć
własny tyłek do jakiegoś, byle jakiego klienta. Umówiliśmy się
w parku, którego nazwy nie znałem. Nie od tego byłem. CL
wiedziała, gdzie co jest, to wystarczało.
Kiedy
przyszliśmy, on już czekał. Wyrośnięty, przeraźliwie chudy
dzieciak, któremu nie dałbym więcej niż 17 lat. Coraz bardziej
zaczynał mnie interesować. Powiedział, że poznamy go po
nietypowym kolorze włosów. Widząc trójkę osób, rozglądających
się ukradkiem, zdjął kaptur. Zrozumiałem co miał na myśli.
Czerwone włosy wręcz świeciły swoją intensywnością.
Podeszliśmy do
niego szybkim krokiem. Był wyższy od nas wszystkich.
- Lepiej załóż
kaptur, tak będzie lepiej dla nas wszystkich – powiedział
groźnie Youngbae. Skarciłem go wzrokiem.
- Jestem G-Dragon
– odezwałem się, podnosząc podbródek z wyższością. Schowałem
ręce do kieszeni. - Po prawej CL, a po lewej Taeyang, zwany czasem
Sol.
Uśmiechnął się
niepewnie. Na pewno pierwszy raz kupuje narkotyki. Jestem tego w
zupełności pewien. Wyjąłem z kieszeni dłoń, ze szczelnie
zawiniętym towarem w malutką papierową torebkę. Trzymałem ją na
wyciągnięcie ręki, tak jakbym chciał się z nim zwyczajnie
przywitać. Na szczęście, zauważył przesyłkę, i zrozumiał.
Uścisnął dłoń, a ja wsunąłem mu wtedy zawiniątko w pięść.
Trząsł się, być może z zimna, być może ze strachu. Youngbae
patrzył się na niego obojętnie, godnie profesjonalnego
dostarczyciela towarów. Chaerin uśmiechała się delikatnie, ona
była u nas po to, żeby załatwiać nowych klientów, albo jakieś
kontakty.
- Pierwszą
działkę, zgodnie z zasadą, masz za pół ceny – ociepliłem swój
głos, jak tylko najbardziej umiałem. Zawsze ta sama procedura,
dawała o sobie znać lekkim ukłuciem znudzenia. - Z następną da
się pomyśleć, można jeszcze wszystko ustalić. Z wiadomych
przyczyn nie dam ci żadnego numeru kontaktowego. Jeżeli będziesz
dalej zainteresowany kupnem, możemy się umówić, że ktoś z
naszych ludzi będzie tutaj czekał za tydzień, o dokładnie tej
samej porze. Jak okażesz się zaufanym klientem, być może damy ci
bezpośredni kontakt. Wszystko zrozumiałeś?
Jego źrenice
zwęziły się, a wyraz twarzy stężał. Jednakże, uśmiechnął
się słabo, patrząc ponad moją głową.
- Tak,
zrozumiałem – powiedział słabym głosem. Wszyscy tak
zaczynaliśmy. Podał mi pliczek zielonych banknotów. – Mam się
spodziewać ciebie?
- O nie, na pewno
nie – roześmiałem się delikatnie, poprawiając okulary na
nosie.- To będzie Taeyang. Powiedz jak się nazywasz.
- Ah... Rozumiem.
Nazywam się Junhong. – powiedział, odwracając się, by odejść.
- A, i jeszcze
jedno – powiedziałem aż nazbyt słodko i miło. - Nie waż się
przyjmować towaru od kogoś innego. Może być wtedy po tobie,
Hongie .
Uśmiechając
się, odeszliśmy, zostawiając zszokowanego chłopaka za plecami.
Odpaliłem czekoladowego papierosa.
Zobaczyłem
mężczyznę, wpatrującego się w skupieniu na punkt za nami. Szedł
zdecydowanym krokiem. Minął nas pośpiesznie. Miał zacięty wyraz
twarzy, a czarne włosy opadały mu na oczy, z czego nie robił sobie
żadnego problemu. Nagle zaczął biec, odwróciłem się w jego
kierunku. Zobaczyłem tylko jak ten młody ucieka, zostawiając na
chodniku niedopałek swojego własnego papierosa.
- Glina? -
spytała zdenerwowana CL.
- Nie –
odpowiedział Youngbae spokojnym głosem. - Wydaje mi się, że ktoś
prywatny. Ale i tak lepiej byłoby, żebyśmy już sobie poszli.
***
- Sukinsyny! -
wydarłem się na cały lokal. Wszyscy członkowie naszego
„stowarzyszenia” zebrali się w jednym pokoju. Nigdy nie
widziałem ich wszystkich naraz, w dodatku w tak małym pokoju. I tak
nie znałem ich wszystkich, ale na pewno większość. Tych
ważniejszych, którzy byli dla mnie jak rodzina. Youngbae, Chaerin,
Daesung... I w zasadzie tyle. Czasami jeszcze pojawiała się Bom,
ale starała się ograniczać kontakty z nami. Zaczęło jej się
normalnie układać w życiu, to nas olała. Nie powiem, dzięki komu
teraz była w takiej, a nie innym sytuacji, no ale dobrze.
Wracając do
tematu, siedzieliśmy tu nie bez przyczyny, a ja nie denerwowałem
się bez powodu. Nasi rywale wyzwali nas na otwartą bijatykę.
Chodziło o jakieś sprawy, których nie dopilnował Miyavi. Miałem
czasem ochotę rozszarpać go na drobne kawałeczki.
- Sukinsyny
jebane! - krzyknąłem ponownie, a większość zebranych skrzywiła
się. Wiedzieli, że jak jestem wkurzony, to lepiej nie wchodzić mi
w drogę. - Chcą wojny?! To ją dostaną! )
- Szefie –
odezwał się jakiś nieznany mi, pewnie nowy członek naszej
„rodziny”. Pierwszy raz go na oczy widziałem. Był blisko mojego
wzrostu, miał ciemniejszą skórę i jasnobrązowe włosy. Na oczach
miał okrągłe okulary z ciemnofioletowymi oprawkami. - Niech się
szef nie denerwuje. Trzeba pomyśleć nad planem.
Musiałem mu
przyznać rację, zacisnąłem pięści. Policzyłem w myślach do
dziesięciu, wydychając powoli powietrze, które zalegając, prawie
ciążyło mi w płucach.
- Daesung? -
odezwałem się chłodno. Tamten tylko skinął głową, wyjmując z
torby, którą miał przy sobie, stertę różnych papierów.
Poszperał między nimi chwilkę, póki nie znalazł tego właściwego.
- Choi Seunghyun,
27 lat. Zwany przez niektórych „TOP”. Urodzony 4 listopada 1987
roku. Szef naszych przeciwników – zabrzmiał przenikliwy głos
Desunga. Szybko przeleciał wzrokiem tekst, najwyraźniej były to
informacje nam zupełnie do niczego niepotrzebne. - Ma młodszego
brata, Seungriego, zwanego inaczej Victory bądź V.I. Z tego, co
udało mi się dowiedzieć, oboje są w „biznesie”. Wygląda na
coś rodzinnego...
- Czekaj,
czekaj...- zawiesiłem głos, wpatrując się bezmyślnie w twarz
tamtego chłopaka.- Młodszego brata powiadasz?
***
Byliśmy w
jakiejś zupełnie opuszczonej dzielnicy. Stare budynki miały
powybijane okna, większość z nich porośnięta była mchem albo
inną roślinnością, której nie mogłem dostrzec przez otaczający
nas mrok nocy. Wpatrywałem się w nadchodzącą, dość dużą,
grupę szaro ubranych ludzi, z których tylko dwójka wyróżniała
się znacząco. Szli przed pozostałymi, dumnie unosząc głowy.
Jeden z nich, wyższy, był TOP'em. Uśmiechał się drwiąco, jakby
sam nie wiedział w co pakuje siebie i swojego biednego braciszka.
- Mam ochotę
zmasakrować mu ten uśmiechnięty ryj – syknął szeptem Taeyang,
robiąc krok do przodu. Wstrzymałem go ręką, kątem oka wciąż
śledząc nadchodzących przybyszów.
- Wytrzymaj
jeszcze trochę, to sam ci go podłożę pod pięść –
odpowiedziałem równie cicho i zjadliwie. W odpowiedzi, dostrzegłem
tylko błysk w oczach Youngbae.
Chaerin chwyciła
go ukradkiem za dłoń, lekko ściskając. Jakby chciała dodać mu
cierpliwości i wytrwałości.
- Pamiętajcie,
nie Seunghyun jest naszym głównym celem dzisiaj – usłyszałem
jeszcze cichy szmer Daesunga stojącego gdzieś między tłumem osób
z naszej grupy. W końcu nadchodzący się zatrzymali. Dookoła
panowała głucha cisza i bardzo ciężka atmosfera. Można było
wręcz czuć jak przylepia się do skóry, ust, języka,
pozostawiając cierpki smak nadchodzącej katastrofy.
Ruszyłem
zdecydowanie, zostawiając za sobą moich przyjaciół, którzy tylko
czekali, żeby ruszyć mi na pomoc. Jak oni już nie mogli się tego
doczekać. Podchodząc do Seughyuna, zmrużyłem oczy, a włosy
odgarnąłem za ucho. Patrzyłem na niego z pode łba, emanując
antypatią i brakiem szacunku. Sama moja postawa zdziwiła go nieco,
pewnie myślał, że będziemy się bać jego gangu. Niedoczekanie.
Byłem tu przed nim, i zostanę po nim.
- G-Dragon, jak
miło pana poznać osobiście – odezwał się głębokim,
szyderczym głosem. - To zaszczyt mieć do czynienia z samym szefem
tak dużej, wspaniale działającej organizacji, jaką jest pańska.
Nie wiedziałem, że sam pan raczy tutaj przyjść, ubrałbym się
lepiej.
Zlustrowałem go
od stóp do głów. Faktycznie, Armani to to nie był. Znużonym
wzrokiem spojrzałem na jego twarz, gwałtownie mrożąc jego dobry
humor i szarmancję. Jego młodszy brat, stojący za nim, zadrżał
lekko.
- Witaj, T.O.P,
mi również jest niezmiernie miło cię poznać – uśmiechnąłem
się lekceważąco. Mój głos był nasycony sarkazmem. Seungri
cofnął się o krok.- Czekałem na to spotkanie, sam nawet nie wiesz
jak bardzo. Nawet przygotowałem się, żeby pokazać, z kim nie
należy zbytnio zadzierać, bo może się to źle skończyć.
Skrzywił się,
ale nic nie powiedział. Granie na czyichś emocjach było tym, co
lubiłem najbardziej w mojej pracy. Patrzenie, jak ich wola słabnie,
determinacja ulatnia się, pozostawiając za sobą głuchy strach.
Nie bez przyczyny nazywano mnie Okrutnym Królem Charyzmy.
Kontynuowałem więc.
- Bo na tym
możesz stracić nie tylko ty, ale również bliscy ci ludzie – z
ignorancją w głosie zmiękczałem jego emocje, by nie był w stanie
stawić nam czoła. Rodzina musiała być dla niego ważna. - O, na
przykład V.I, mam rację? Chyba nie chciałbyś, żeby stało mu się
coś złego z twojego powodu. Byłoby ci niezmiernie przykro, gdybym
go, no nie wiem, zabił, prawda?
Tym razem oboje
zadrżeli. Seungri przeskakiwał wzrokiem ze mnie, na swojego brata.
I tak cały czas w kółko. Cieszył mnie ten widok, zwątpili w
siebie i swoją niezłomność.
- Tak więc,
skoro nie można tego załatwić po dobroci, po cichu, bez żadnych
strat i tragedii, trzeba będzie załatwić to inną drogą –
uwielbiam to, no po prostu kocham. Widok ich przerażenia,
wymalowanego na twarzach. Miałem ochotę śmiać się w głos, ale
musiałem się opanować. Mi to nie przystoi. - Oh, będzie przykro
zbierać trupy swoich przyjaciół. Ale zdecydowałeś się, prawda?
Do roboty, panie T.O.P. Nie można żyć tylko dla siebie.
Odwróciłem się
i pewnym krokiem zacząłem wracać do „moich”. Wiedziałem, co
teraz miał zamiar zrobić Seunghyun. Usłyszałem szczęk pistoletu,
wyciąganego z pochwy. Zrobiłem krok w prawo, a przelatujący obok
mnie pocisk trafił w pobliskie drzewo.
- Nie ładnie tak
strzelać w czyjeś plecy, nie uważasz? – powiedziałem głosem
bliskim śmiechowi. Wciąż nie odwracając się, podniosłem do góry
lewą rękę. Ten znak. Wszyscy moi przyjaciele ruszyli biegiem,
mijając mnie.
Zostałem na
samym końcu obserwując ich uważnie, śledząc to, czy pamiętają
o planie. Tak, działali zgodnie z nim. Walczyli ze wszystkimi, ale
nie z Seungrim. Znaczy się, z nim również, ale jemu nie robili nic
poważnego. Miał rozcięcie na policzku, ale nie krwawiło zbytnio.
Widziałem w jego oczach determinację, lecz, jak przykro, mieszającą
się z poczuciem nadchodzącej klęski. Wiedział, że jest nas
więcej i, że jesteśmy silniejsi, to było z góry przesądzone.
Podszedłem wolnym, spokojnym krokiem do Seunghyuna, a zaraz za mną
Youngbae. W całym tym chaosie dołączyła do nas Chaerin, a potem
Daesung, jak tylko zauważył co się szykuje.
Czy ja lubiłem
walczyć? Chyba nie, robiłem to tylko kiedy naprawdę musiałem.
Zazwyczaj wszystko załatwiali za mnie moi ludzie, specjalnie od tego
wyznaczeni. Za dużo się tego naoglądałem w przeszłości, żeby
teraz sobie zaprzątać głowę.
Ale kiedy trzeba
było, to radziłem sobie świetnie, lata praktyki czynią mistrza,
nieprawdaż?
Seunghyun nie
zdążył mrugnąć, kiedy moja pięść, odziana w bardzo przydatny
kastet, wylądowała na jego nosie, miażdżąc mu przy tym kości.
Pochylił się, gdy z nosa polała się mu krew. Daesung założył
mu chwyt na szyję, który zaczął go dusić. Podciągnął go do
pionu, by umożliwić Taeyangowi...no... zrobienie tego, co miał w
zamiarze...
Sprawdziłem raz
jeszcze, czy mam przy sobie mojego ukochanego glocka, pistolet
towarzyszący mi już niezliczoną ilość lat. Owszem, miałem.
Rozejrzałem się dookoła, w poszukiwaniu sylwetki młodszego z
braci Choi. Pod moimi nogami leżał czyiś trup. Wolałem go nie
ruszać, nie chciałem zobaczyć twarzy jednego z moich przyjaciół.
Chaerin zabezpieczała teren za mną. Dookoła panował ogromny
chaos, ledwo udało mi się przedrzeć do młodego chłopaka, który
walczył odwrócony tyłem do mnie. Przyłożyłem mu lufę do
skroni, uśmiechając się sarkastycznie. Jego przeciwnik spojrzał
na mnie ze zrozumieniem w oczach. Był to ten sam chłopak, który
wcześniej zwrócił mi uwagę. Te fioletowe okulary były naprawdę
charakterystyczne. Zasalutował nonszalanckim, przelotnym gestem.
- Więc, V.I, jak
się dzisiaj masz? - odezwałem się, pewny siebie. Widziałem
wściekłość w jego oczach, ale nie ruszył się o milimetr, bojąc
się że go zastrzelę. O nie, nie mógłbym, jest zbyt cenny. Ale on
nie musi o tym wiedzieć. - Grzeczny chłopiec. Ile ty masz w ogóle
lat?
Chaerin
prychnęła, wyjmując kajdanki z kieszeni. Zapięła je na
nadgarstkach chłopaka.
- 24 lata,
urodzony 12 grudnia, nie wiesz tego? - syknął w odpowiedzi.
- Spokojnie,
spokojnie – przytknąłem pistolet mocniej do jego skroni.- Jak
będziesz się zbytnio awanturował, to możesz zaraz wylądować pod
ziemią. Serio warto?
Nagle usłyszałem
głośny krzyk, a spomiędzy ludzi wypadł nagle T.O.P. Z nosa ciekła
mu krew, a lewe ramię miał nienaturalnie wykrzywione. Zaraz za nim
biegł Taeyang. Uderzył go łokciem w bark, sprawiając, że tamten
się pochylił. Daesung zaczął go dusić. To jednak nie starczało,
starszy znów próbował dostać się do mnie i brata. Szybkim ruchem
strzeliłem mu w udo, powracając zaraz do pierwotnego miejsca, gdzie
znajdował się pistolet. Powietrze przeciął miażdżący bębenki
uszu wrzask Seunghyuna. Seungri cofnął się w przerażeniu o krok,
lecz CL trzymała go zbyt mocno, by mógł zrobić cokolwiek więcej.
- Nie właź mi w
drogę sukinsynie, bo twój braciszek zginie! - krzyknąłem, lecz
nadal byłem opanowany.
- Zrób mu coś,
a ujebię ci ten blond łeb, razem z kręgosłupem!- odpowiedział
tamten rozpaczliwie.
- Zobaczymy kto
komu – odezwał się wściekły Youngbae.
- Wiecie co robić
– spojrzałem na Daesunga. Kiwnął potwierdzająco głową.
***
W tym pieprzonym
pokoju było za zimno. Zdecydowanie za zimno. Ale przecież nie będę
płacił za ogrzewanie piwnicy, bo mija się to z celem. Poprawiłem
się w krześle, zakładając nogę na nogę. Ręce skrzyżowałem na
piersi, a głowę oparłem o ścianę za plecami. Z półprzymkniętych
oczu obserwowałem, co się dzieje paręnaście metrów przede mną.
Skurczybyk, jest tu już od ponad dwunastu godzin, a nadal nic nie
mówi. Ale zacznie.
Co nie zmienia
faktu, że mnie denerwował. No cóż, zobaczy się za jakiś czas.
Pojedynczy krzyk
Seungriego zwrócił moją uwagę. Momentalnie skierowałem wzrok na
jego skurczoną sylwetkę. Oddychał ciężko, z jego czoła spływały
pojedyncze krople potu. Krwawe obtarcia na nadgarstkach świadczyły,
że lina była zbyt ciasno na nich zawiązana. Wokół zaschniętej
już rany na policzku zaczęło tworzyć się ropne zapalenie,
spowodowane brakiem wcześniejszego zdezynfekowania. Wyglądał
bezbronnie, jak małe dziecko. Kulił się w kącie pokoju. Ale nadal
wytrzymywał.
Podniosłem się
i skierowałem do wyjścia. Pomyślałem, że zajrzę tu później.
Nie sądziłem, żeby trwało to zbyt długo.
Pożegnał mnie
kolejny, przeraźliwy wrzask. Uśmiechnąłem się.
Chyba najlepiej będzie jak zacytuję:
OdpowiedzUsuń"- Że co przepraszam?"
Nie no świetne. :*
I trochę wyciągnęło mnie z dołka.
Cieszę się, że pomogłam przy wyciągani z dołka :3
UsuńMyślisz że powinnam się śmiać? Jeżeli nie to przepraszam, ale to opko serio mnie rozbawiło ^^.
OdpowiedzUsuńTak jak Domika w komentarzu powyżej, też chcę zacytować:
"Lata praktyki czynią mistrza"
Tak myślę o tobie i twoim blogu ^^ tylko że ty nie potrzebowałaś lat żeby zostać moim mistrzem ;*
~Ziaja
Nie, nie powinnaś się śmiać.
UsuńMistrzem to ja nie jestem i raczej nigdy nie będę.
Kiepski z ciebie stalker Ziaja
OdpowiedzUsuńJest Miyavi, więc jestem szczęśliwa ^^
OdpowiedzUsuńPomysł super... i chociaż na początku się śmiałam, to, to teraz mi głupio, bo jest genialnie. Jak Ty potrafisz się dopasować w każdy temat, w każdą sytuację, tak pięknie ją opisując, nawet przy jej okutności... Tylko nie zrób krzywdy Seungriemu, ok?
~Mizu
No i widzisz? Dodałam Miyaviego tylko dla ciebie.
UsuńOkrutność to moja specjalność, nie wiedziałaś o tym? Chyba za późno z tym nie robieniem krzywdy...
To istne cudo. Kontynuuj to błagam Cię, bo już się uzależniłam. Będę Twoim stałym klientem ok?
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak moje serce się raduje na widok opowiadania w którym występują moi dwaj najukochańsi Jiyong i Zelo ♥ Sama chciałam coś z nimi razem napisać, ale jakoś mi do niczego nie pasowali, a tutaj takie wspaniałe opowiadanie. Ach GD jest tu taki jakim go lubię najbardziej. Arogancki, bardzo pewny siebie i szef gangu omooo kocham Cię po prostu. I łał nie spodziewałam się, że Seungri będzie bratem T.O.P. Na początku stawiałam na to, że on będzie tym klientem (i sama ogarnęłam że to Zelo dopiero jak się przedstawił xd). Seunghyun przeciwnikiem ? Brak mi słów. To przecież mistrzostwo ♥ Czekam na dalsze części.
Duuuuużo weny Ci życzę :)
Wow. Wciągnęłam się! Bardzo mi się podobało, fajnie piszesz.:) Od samego początku spodobał mi się twój GD. Pisz dalej, bo super ci to wychodzi. ^^
OdpowiedzUsuńJiHan