Wracam
do pisania!
Tym razem już naprawdę obiecuję, że będę w miarę regularnie dodawać posty!
Dziękuję Yume, Yumesiowi, Yumeczkowi itd. za betę i wiarę w me możliwości, Tifie za fangirlowanie, to było urocze, i jednej osobie, która ciągle karze mi się rozwijać, mimo, że czasem jestem bardzo oporna.
Tym razem już naprawdę obiecuję, że będę w miarę regularnie dodawać posty!
Dziękuję Yume, Yumesiowi, Yumeczkowi itd. za betę i wiarę w me możliwości, Tifie za fangirlowanie, to było urocze, i jednej osobie, która ciągle karze mi się rozwijać, mimo, że czasem jestem bardzo oporna.
Siedmiomilowe
buty,
czyli
jak przechytrzyć smoka
Odchyliłem
się do tyłu na fotelu, opierając kark o zagłówek. Kichnąłem
potężnie, co spowodowało śmiech u CL, siedzącej tuż obok mnie,
na szarej, skórzanej pufie. Zawsze twierdziła, że śmiesznie
kicham. Jak jeszcze dawno temu byliśmy razem, to śmiała się za
każdym moim kichnięciem. Nawet teraz, gdy jest z Taeyangiem, tak
reaguje. To chyba jej już zostanie.
Spojrzałem
na zgromadzonych zmęczonym wzrokiem. Chaerin, Youngbae, Daesung,
nawet Bom, i jeszcze jedna osoba, której nigdy bym się nie
spodziewał. Młody chłopak, skrywający swe oczy za fioletowymi
szkiełkami okrągłych, staromodnych okularów – Jongup. Bommie
została do wszystkiego wciągnięta, mimo iż chciała tylko
sprawdzić powierzchownie co u nas, jak żyjemy i takie tam. Można
było mówić o niej naprawdę mnóstwo negatywnych rzeczy, ale jej
opinia była bardzo ważna, wręcz niezbędna do dużych
przedsięwzięć.
-
Więc, waszym zdaniem powinienem go tam trzymać, aż nie zacznie
przymierać z głodu i smrodu, tak? - uniosłem lewą brew, patrząc
na nich spode łba. Bom poprawiła się w krześle, zakładając nogę
na nogę, a Jongup oparł ręce o okurzony parapet, Daesung
odchrząknął.
-
No, myślę, że tak byłoby nam wszystkim najwygodniej – Bae
strzelił z palców prawej ręki, kierując głowę w moją stronę.
Jego blond włosy były pozaplatane w mnóstwo warkoczyków, co było
sprawką siedzącej obok niego Chae. Wyglądał przecudownie, jak na
mafiozę przystało.
-
A ma być nam wygodnie, czy ma zadziałać? - ziewnąłem, wpatrując
się pusto w zasłonięte okno za plecami młodego Jongupa. Spać,
sen, łóżko, proszę, już.
-
A idźże w cholerę – prychnął Taeyang. Wstał i wyszedł,
ciągnąc za sobą Chaerin.- Sam sobie decyduj.
-
Wiesz, Jiyong, ja też jestem już zmęczona. Wszyscy jesteśmy –
powiedziała Bom, wstając powoli. - Mąż na mnie czeka, obiecałam
mu, że wrócę na kolację, a tymczasem już prawie noc.
Przepraszam. Jakby co, to zawsze możesz zadzwonić, żebym przyszła.
Nie
próbowałem jej nawet zatrzymywać, machnąłem jej tylko zdawkowo
dłonią.
-
To ja może...-zaczął Daesung.
-
Pewnie, dobranoc – przerwałem mu. Zmrużyłem oczy, patrząc jak
wychodzi. Został sam młody. – A ty co?
-
A ja mam ci zamiar pomóc, szefie – uśmiechnął się tamten.
Wróżę
mu wspaniałą przyszłość, sam zadbam żeby taka była.
***
Wchodząc
do obskurnego bunkra, musiałem się wręcz siłą powstrzymywać,
żeby nie zwymiotować śniadania, które i tak ledwo przełknąłem.
Nie mogłem uwierzyć, że kazałem komuś pracować w takim miejscu.
Tu przecież nie dało się normalnie oddychać!
Ale,
jak to mówił mój świętej pamięci dziadek, jak trzeba, to
trzeba, i nie ma wymigiwań się. Zaśmiałem się gorzko.
Usiadłem
na twardym, wyjątkowo niewygodnym, drewnianym krześle. Naprzeciw
mnie siedział Seungri, cały oblepiony potem, kurzem, krwią i Bóg
wie czym jeszcze. Wyglądał jak niechciane dziecko stróża,
absurdalnie brzydko. O dziwo, nawet mnie to nie ucieszyło. No bo to
w końcu mój wróg, prawda? Powinienem się cieszyć, że jest z nim
źle. Tymczasem, niestety, tak nie było. Może zachorowałem?
Uniosłem
nieco wyżej podbródek, żeby lepiej się przyjrzeć jego oczom.
Skurczybyk, miał coś w sobie. Niby ciemne, brązowe oczy, jak na
Koreańczyka przystało, ale było w nich coś niezwykle innego.
Czarny pierścień przylegał do obwodu tęczówki, a w jego środku
błyszczał brąz, pomieszany z miodowym złotem. Tuż przy
gwałtownie rozszerzającej i zmniejszającej się źrenicy, wręcz
widziałem jakby granatowy płomyk, połykany przez większe,
pomarańczowe. Szarawy blask, być może nieznanego mi wcześniej
księżyca, zdawał się być zaklętym w jego oczach, niczym
złowrogie zaklęcie. Miałem ochotę się mu poddać, ale wtedy
zauważyłem kolejną sztuczkę, wręcz złudną, nieprawdziwą
zieloną mgiełkę, ledwie pokrywającą okręg źrenicy. Jakże
nierealne wydawało mi się posiadanie takich tajemniczych oczu.
Wyglądało
to jak najpiękniejszy deser, najbardziej słodki, najbardziej
zwodzący.
Cmoknąłem
ustami wyrafinowanie, skupiając uwagę raczej na tym co robił, a
nie jak wyglądał. Siedział spokojnie, jego klatka piersiowa
unosiła się miarowo, może ciut zbyt wolno, ale jak najbardziej
przyzwoicie. Był aż nadto spokojny, co mnie nieco niepokoiło. Było
w nim coś innego, dziwnego. Wcześniej nie zaobserwowałem tego u
żadnej osoby. Każdy kto mnie spotykał, bał się mnie. Tym
bardziej, jeżeli przyszło mu rozmawiać ze mną twarzą w twarz. A
on nic, spokojny, prawie nawet rozluźniony. Co z nim było nie tak?
Zmrużył
powieki, doszukując się czegoś w moich oczach. Emocji,
wyjaśnienia... czegokolwiek? Kąciki ust drgnęły mu nieznacznie,
jakby powstrzymywał uśmiech. Znalazł coś? Na to wyglądało,
ponieważ oparł się bardziej pewny siebie na krześle, krzyżując
ręce na piersi.
-
Więc, jak mam cię nazywać? - powiedział skrzekliwie. Miał suche
gardło i widocznie utrudniało mu to mowę. Wyciągnąłem z mojej
skórzanej torby butelkę wody i postawiłem na stoliku. Przyjrzał
się jej dokładnie.
-
Nie, nie zatrułem jej. Nie mam powodu cię zabijać, przynajmniej
teraz – uśmiechnąłem się zdawkowo. Wziął butelkę i wypił
chyba z połowę jej zawartości.
-
Ponawiam pytanie – odrzekł obojętnym tonem.
-
Mów jak chcesz. GD, G-Dragon, Dragon, mi obojętnie - odpowiedziałem
wzruszając ramionami.
-
A jak masz na imię? - spytał nieoczekiwanie.
-
A ty? - podobno niekulturalnie jest odpowiadać pytaniem na pytanie.
Ale z drugiej strony, niekulturalnie jest również porywać ludzi,
więc w zasadzie bez różnicy.
-
Pierwszy spytałem – prawie jak małe dziecko.
-
Jiyong – sam nie wiem, czemu mu odpowiedziałem. Może magia
zaklęta w jego tęczówkach mnie do tego nakłoniła.
-
Seunghyun – powiedział pewnie.
-
Seunghyun? - powtórzyłem, bo zdawało mi się, że źle usłyszałem.
-
No Seunghyun. Tak, tak samo jak mój brat. Czemu? Nie mam pojęcia.
Może dlatego, że jesteśmy z dwóch różnych ojców, a matce
podobało się to imię, cholera ją wie. Po tym babsku można było
się dosłownie wszystkiego spodziewać – chłopak był gadatliwy,
i doskonale było widoczne, że wspomina matkę dość gorzko i
nieprzyjemnie. Ciekawe. - Pozwól jednak, że poproszę cię, żebyś
zwracał się do mnie Seungri.
-
Seungri, Seunghyun, dla mnie to nie ma większego znaczenia –
pokręciłem głową, rozkładając ręce. Ściągnął brwi. -
Przychodzę do ciebie z paroma pytaniami.
-
A co się takiego wielkiego stało, że aż sam się do mnie
pofatygowałeś? - prychnął. - Nikt nie miał cię jak wyręczyć?
Czy może jestem aż takim vipem?
-
Nie myśl sobie zbyt dużo – barwa mojego tonu przybrała lodowaty
wydźwięk. Wiedział, że nie powinien był się tak odezwać,
zacisnął pięści ze stresu. - Spokojnie, być może niedługo
wrócisz do brata. Chyba tego chcesz?
-
A co jeśli nie? - opuścił wzrok, wpatrując się tym razem w swoje
zaciśnięte dłonie.
-
To mamy oboje problem – westchnąłem. Ten chłopak stanowczo był
jakiś inny. Dziwny. - Możesz mi odpowiedzieć na parę pytań.
Wtedy cię wypuszczę, albo zabiję. Zależy, co bardziej by mi się
opłacało.
-
Tak, najważniejszy jest zawsze interes, prawda? - sarknął. - Wy i
wasze pierdolone biznesy. Oboje jesteście tacy sami, ty i Seunghyun.
Tyle, że ty masz rozmach i klasę. Skurwysyn z zimną krwią.
-
Hej, hej, co tak ostro. Ja próbuję po dobroci, a ty mi z takimi
tekstami wyłazisz – strzeliłem z palców lewej ręki, kierując
na niego przenikliwy wzrok. Cały się gotował w środku, ale
próbował się powstrzymywać. Wiedział, że na dobre mu to nie
wyjdzie. Zasadniczo, za to co mi powiedział, powinien być już
martwy. Zbyt dużo od niego zależy. No i szkoda tak pięknych oczu.
-
Po dobroci?! A to?! - wskazał na swoją ranę na policzku, cała
zaropiałą. Potem jeszcze na zakrwawione ubranie, a na samym końcu
cały bunkier. - To ma być po dobroci?!
-
Słońce, nie piekl się, bo ty chyba nie wiesz, co ja potrafię
robić z innymi więźniami – uśmiechnąłem się ponuro.
-
I chyba nie chcę wiedzieć – splunął na podłogę obok stolika.
-
Zapewniam, że nie chcesz – prychnąłem.- Dobra, proponuję taki
układ. Wezmę cię stąd do mojego mieszkania, tam opowiesz mi
wszystko, a potem cię wypuszczę. Co ty na to?
-
A mógłbyś mnie potem zabić? - odezwał się zgorzkniale.
-
Mógłbym, ale po co? - uniosłem brwi.
-
Tak będzie łatwiej dla nas obojga – westchnął. - Ja nie mam
gdzie wrócić.
-
A brat? - zapytałem.
-
Nie biorę go pod uwagę – uniósł wzrok, wpatrując się we mnie.
- Zgodzę się na twoje warunki, jeśli po opowiedzeniu ci
wszystkiego, zabijesz mnie. Szybko i bezboleśnie.
-
Dla mnie to naprawdę wszystko jedno – chociaż bardzo szkoda tych
cudownych oczu. - Nawet, jeśli umrzesz, tak będzie dla mnie lepiej.
-
Ale zabić masz mnie ty, nie żaden twój przydupas – powiedział
chłodno.
-
Jasne – odpowiedziałem.
***
W
moim mieszkaniu byłem prawie gościem. Bardzo rzadko w nim bywałem,
moim domem była praca. I bynajmniej, nie było mi z tego powodu
przykro. Dawno temu się z tym pogodziłem.
-
S'il te plait, monsieur– powiedziałem, otwierając dębowe,
dźwiękoszczelne drzwi wejściowe.
-
Merci beaucoup – odpowiedział, wchodząc do środka pierwszy. -
Powiało szarmancją.
-
Francuski jest zbyt pięknym językiem, żeby się go nie uczyć –
westchnąłem.
-
Więc co, kiedy zaczniesz mnie przesłuchiwać? - zapytał
sarkastycznie, siadając na beżowej zamszowej kanapie.
-
Pierw się umyj. Cuchniesz na kilometry – stęknąłem, pozwalając
sobie na chwilę wytchnienia od ciągłej formalności.
-
Nienaganna uprzejmość, panie Jiyong – stwierdził sarkastycznie.-
A masz jakiś ręcznik i cokolwiek nie poplamione krwią?
-
Tak, pewnie – odpowiedziałem szybko – Versace, Armani, Scott,
Dolce? Boy? Givenchy? Gucci?
Spojrzał
na mnie zrezygnowanym wzrokiem.
-
Ubranie? -syknął.
-
Tańszego niż Boy nic nie mam – wzruszyłem ramionami. Podszedłem
do mahoniowej szafki i wyjąłem z niej czarne dresy, chyba jeszcze
nigdy przeze mnie nie używane. Nawet mną nie pachniały, zresztą
jak całe to mieszkanie. Ono tak po prawdzie chyba nie było moje,
byłem tylko tu zameldowany. Wszystko wydawało mi się obce, mimo że
tak bardzo dobrze znane. Drogie drewniane meble, których nie
powstydziłaby się nawet królowa angielska, nie robiły na mnie już
dostatecznie dużego wrażenia, żeby utrzymać mnie przy sobie na
dłużej niż jedną noc. Samotna pustka ziejąca z salonu, bardzo
często odbierała mi ochotę zajrzenia do niego, nie mówiąc już o
straceniu czasu na siedzenie w nim.
Mimo
to, dbałem o całkowitą perfekcje i harmonię górującą nad
wystrojem mieszkania. Owszem, byłem pedantyczny, nawet bardzo.
Rzuciłem
zawiniątkiem w Seungriego. Złapał i odwrócił się na pięcie.
-
Wróć, gdzie jest łazienka? - stanął na środku korytarza z
opuszczonymi bezradnie rękami.
-
Debil – westchnąłem.
-
Halo, to nie mój dom – odpyskował.
-
Po prawdzie mój też nie – machnąłem ręką. - Chodź za mną.
Zaprowadziłem
go do końca korytarza, na którego ścianach znajdywały się obrazy
warte prawdopodobnie tyle samo co cały ten apartamentowiec. Świeżo
wypolerowany parkiet, błyszczał się światłem drogiego,
brylantowego żyrandola, zawieszonego pod wysokim, staromodnym
sufitem. Otworzyłem przeźroczyste drzwi, dzielącymi nas od
perłowo-białej łazienki. W samym jej środku, na lekkim
podwyższeniu, stała ogromna wanna z kości słoniowej z
rustykalnymi złotymi zdobieniami. Trochę z tyłu, przy oknie,
zasłoniętym ogromnymi mlecznymi zasłonami, ułożone były dwa
fotele z zagłówkami, całe z jasnego zamszu. Na przeciwległej
ścianie wisiało ogromne diamentowe lustro, a pod nim dwie umywalki,
dookoła których sprzątaczka położyła dwa wazony z kwiatami
fioletowego i białego bzu. Nie mam pojęcia skąd ona go miała, ale
pachniał pięknie. Dalej, naprzeciw, bliżej okna był prysznic,
jedną ścianą oddzielony od toalety, która znajdowała się tuż
obok.
-
Czy ty musisz mieć przepych nawet w zwyczajnej łazience? - stęknął
tamten z nutą zniecierpliwienia.
-
Wolisz łazienkę więzienną? Nie ma sprawy, zawsze mogę cię tam
zawieźć – nie odpowiedział mi.
Stanął
na środku pomieszczenia, nie robiąc nic. Gapił się na mnie, kiedy
sobie usiadłem w jednym z foteli.
-
Będziesz tu siedzieć? - spytał z niedowierzaniem.
-
Pewnie, masz coś do ukrycia? - zaśmiałem się.
-
N-nie tylko uczono mnie, że do łazienki wchodzi się pojedynczo –
szczególnie zaakcentował ostatnie słowo.
-
Czas zmienić przyzwyczajenia, słońce - oparłem się wygodnie w
zagłówku, kładąc nogi na malutki stolik, który stał pomiędzy
fotelami.
Zaczął
się nerwowo rozbierać, chcąc zrobić to jak najszybciej się dało.
Zakrwawioną koszulkę ściągnął gwałtownie przez głowę, co nie
było najładniejszym widokiem, na który przyszło mi patrzeć.
Zaschnięta rana na żebrze dosłownie rozerwała się w pół.
Chłopak syknął sucho, ale nie przejął się tym zbytnio.
Dziesiątki ciemno purpurowych, czasem sino zielnych siniaków
„ozdabiała” jego umięśniony tors, układając się w wyraźnie
widoczne pasy. Od karku, aż do zakończenia lewej łopatki miał
średni głębokie draśnięcie jakąś tępa bronią. Pokaleczonymi
dłońmi zajął się rozsznurowywaniem trampek. Zdjął ubrudzone,
nie chcę wiedzieć w czym, buty. Potem spodnie, jednak przy rozporku
miał problem, rany na palcach pootwierały się an nowo i każdy
ruch sprawiał niezmierny ból i krwawienie, bo jak wiadomo, palce są
najlepiej ukrwioną częścią ciała. Poplamił nimi bokserki, które
właśnie zdejmował.
Naszła
mnie dziwna fala gorąca. Chłopak był naprawdę dobrze
zbudowany, i gdzieś tam, pod tymi wszystkimi obrażeniami i ranami,
które mu, co prawda niebezpośrednio, zadałem, był piękny. I to
mnie zdziwiło. Nie ukrywałem sam przed sobą, że mężczyźni
również potrafią być piękni, ale nie sądziłem, że dotrze to
do mnie kiedyś aż w takim stopniu. Zacząłem się niepokoić.
Seungri
włączył prysznic, zapewne chłodną wodę, bo nie unosiła się
nawet para. Cały brud zaczął z niego spływać, pozostawiając
szaro-błotopodobny strumień. Zobaczyłem, jak z jego rany wypływa
jasnożółta ropa i czułem, że śniadanie, już drugi raz dzisiaj,
podchodzi mi do gardła.
Jego
ciało piękniało z każdym spłynięciem wody. Teraz dopiero
zauważyłem, że ma naprawdę jasną karnację.
-
Wiesz, Jiyong... Moja historia jest trochę pogmatwana. Wygodnie
byłoby, gdybyś mi nie przerwał – zaczął dziwnym głosem,
bliskim płaczu. - Najlepiej rozpocząć od tego, że ja i mój brat
mamy dwóch różnych ojców. Jego rozwiódł się z matką, nim ja
się urodziłem. Dlatego, znalazła sobie innego gościa, nadzianego
i powiązanego z mafią. Miał mały okoliczny gang, który był
tworzony z pokolenia na pokolenie. Ogółem, oboje, on i matka, byli
zadowoleni z posiadania jednego syna – Seunghyuna. Niestety dla
nich, urodziłem się ja, niechciana wpadka puszczalskiej matki.
Wpadła w krótki romans, a potem wmówiła ojcu, że faktycznie jest
moim biologicznym. Samo to, że się urodziłem, przekreśliło całe
moje życie. Ojciec mnie ignorował, a łajza, w sensie, rodzicielka,
jak zwał tak zwał, wykorzystywała jako swojego służącego. Nie
liczyli się z moim „ja”. Seunghyun, jako jedyny był w miarę
normalny w tej rodzinie, póki ojciec nie umarł na zawał. Zgarnął
cały gang, z którym do dzisiaj nie może sobie poradzić, a mną
zaczął się posługiwać jak narzędziem. Całe to „opiekowanie
się” mną to czysta gra przed samym sobą. Myśli, że jest dobrym
bratem, że pozwolił mi żyć.
-
A matka? - spytałem ochryple.
-
Kazał mi ją zabić – siorbnął, zakręcając wodę.- Zapewne sam
bym to zrobił, ale, jak sam już mówiłem, byłem tylko narzędziem.
Od zawsze.
Zrobił
krótka przerwę, żeby wziąć oddech i przełknąć łzy.
-
Dlatego... Mógłbyś mnie już zabić?
tak jak mówiłam przeczytałam 'kolory' jeszcze raz odpoczątku i nadal nie mogę wyjść z podziwu (nie, nie przesadzam,ugh). to opowiadanie ma w sobie coś co mi się strasznie podoba, chociaż nadal nie potrafie dokładnie określic co. co do rozdziału to rzeczywiście było na co tak długo czekać i fangirlować jak to ujęłaś >< zaczynam lubieć gri, a jiyonggie jest cudownie wykreawany jak na przywódce gangu przystało. chciałabym mieć takie mieszkanie jak on i jestem zła, bo przerwałaś w takim momencie, że zrobiłaś mi smaka na następny rodział. mam nadzieje, że gd go nie zabije, bo tak pasują do siebie, ne
OdpowiedzUsuńnie umiem pisać komentarzy, musisz mi wybaczyć, ale hwaiting i zacznij wierzyć w swoje możliwości. czekam na więcej~~
Cudne, cudne... tylko za szybko się skończyło. Chcę więcej! Weeeny Nikki, duuużo weny, no i czasu na pisanie oczywiście.
OdpowiedzUsuń~Mizuri