czwartek, 5 września 2013

Oh, znowu gwiazdy.

Hej! Jak widzicie, wstawiałam nowe opowiadanie, ale muszę was jednakże ostrzec. Zaczął się rok szkolny i teraz będę miała mało czasu by pisać, ale postaram się cokolwiek napisać. W razie czego napiszę notkę informacyjną, jakbym np. nie mogła dać sobie rady, to wtedy zawieszę na jakiś czas bloga.

Zespół: B.A.P
Paring: Himup.
Uwagi: Dziwna wola autorki.

29.10., tydzień po „wypadku” Jongupa.

„B.A.P zawieszają karierę na czas nieokreślony! Czyżby zmierzch walecznych wojowników?”

Odwróciłem wzrok, obrzydzony. Żebyście tylko wy, dziennikarze, wiedzieli co tak naprawdę się stało.

„Wypadek Moon Jongupa z B.A.P. Wciąż czekamy na szczegóły!”

Zacisnąłem pięści na okładce kolejnej gazety. Widniało na niej zdjęcie z promocji Coffee Shop. Uśmiechnięty Up... Tak bardzo mi tego brakuje.

„Szpital nie udziela żadnych informacji. Lider również nie odpowiada na pytania. Czekamy na jakiś przeciek.”

Ohydna prasa, pławiąca się czyimś nieszczęściem. Tak, bo to przecież wielka okazja by wywołać skandal w mediach. W końcu, B.A.P jest dosyć znane, prawa? Któż by nie chciał dowiedzieć się czegoś o naszym prywatnym życiu?
Przejechałem wzrokiem po pozostałych nagłówkach książek. Wszędzie widniał ten sam temat - „wypadek” Jongupa. Skręcało mnie na ten widok.
Osunąłem się głębiej w szarym fotelu, stojącym dokładnie naprzeciw szpitalnego łóżka. Pod śnieżnobiałą pościelą leżał na wznak nikt inny jak Uppie. Miał zamknięte oczy, przykryte gęstymi rzęsami. Pod nimi widniały ciemno granatowo-szare wory. Kości policzkowe wstawały zza ziemistej skóry, a same policzki zapadały się nieznacznie. Czarne włosy opadały krótkimi pasmami na poduszkę. Na ustach miał maskę tlenową, a do jego ciała przyczepione były kroplówki i inne sprzęty.
Ukryłem twarz w dłoniach. To wszystko było wyłącznie moją winą. Nikogo innego. Jak ja mogłem go tak traktować? Gdybym opanował się na czas, coś takiego nie stałoby się nigdy.
Jongup zapadł w śpiączkę.
Po nieudanej próbie samobójczej został natychmiastowo zawieziony do szpitala. Okazało się, że jakimś cudem przeżył, ale miał mnóstwo poważnych złamań. A ponadto, nie mógł odzyskać świadomości.
Spojrzałem ponownie na stos gazet, leżących na stoliku obok fotela. Niedobrze mi się robiło, gdy widziałem poszczególne hasła. Szturchnąłem ręką kupkę makulatury, a ta spadła na podłogę, tworząc kolorową papierową mozaikę.
Otworzyły się drzwi, a w nich stanął zmartwiony Yongguk.
- Widzę, że już czytałeś gazety...- wskazał palcem na śmieci, którymi akurat bawiłem się nogą. Podszedł do mnie powolnym krokiem. Każdy ruch zdawał się być wiecznością.- Pod szpitalem stoi tłum reporterów, dziennikarzy, radia... I fanek.
Westchnąłem przeciągle, przeczesując palcami blond włosy.
- Bang...- powiedziałem, ochrypłym od płaczu, głosem. Lider spojrzał na mnie ze współczuciem.- Nigdy mi tego nie wybaczy. Ja sam sobie nie wybaczę.
Sięgnąłem do kieszeni, w której ciążyła mi kartka papieru. List, napisany przez Moona tuż przed niedoczekaną „śmiercią”. Teraz, rozmywały się na nim poszczególne słowa, czasem nawet całe zdania. To przez łzy, które skapywały mi z policzków zawsze, gdy czytałem tekst. Znałem go prawie na pamięć.
- Wiem, że to jest dla ciebie bardzo trudne, Himchan. Tak, jak dla nas wszystkich. Ale musimy się jakoś trzymać. Zrobimy sobie przerwę, poczekamy. Wierzę, że Jongup do nas wróci.- Yongguk uśmiechnął się słabo.

3.11.
         Znowu usiadłem w moim szarym fotelu. Patrzyłem wyczekująco na łóżko młodszego chłopaka, jakbym mógł go jakoś w ten sposób obudzić. Niestety, na próżno.
Kiedy tylko udało mi się przedrzeć z dormu przez tłum różnych natrętnych reporterów, jechałem do szpitala. Spędzałem tu każdą wolną chwilę. Tak naprawdę, jedynie wpatrywałem się w skamieniałą twarz Jongupa.
I tak mijały całe dni.

22.11
        Z trudnością udało mi się dotrzeć do budynku szpitalnego. Mimo, że od skoku Jongupa minął już prawie miesiąc, dziennikarze nadal nie mogą się opanować i zalewają sobą każde miejsce, w którym pojawi się B.A.P. Nie wiadomo dlaczego, ale mnie zasypują największą ilością pytań, jakby doskonale wiedzieli co się stało.
To tylko pogarszało sprawę.
Dotknąłem wargami chłodnego policzka Jongupa. Z oczy pociekły mi łzy, skapując na jego twarz. Pochyliłem się nad nim, płacząc rzewnie, niczym małe dziecko.

11.12
         Niedługo będą święta. Zapewne spędzimy je w szpitalu. Pozostali członkowie zaczęli się powoli przyzwyczajać do braku Uppiego. Nie rozumiałem ich. Przecież on też był członkiem zespołu.
W związku z tym, zmusiłem ich do zgodzenia się, żeby spędzić Wigilię w szpitalu. W szóstkę, przecież jesteśmy rodziną.

7.01
       Mam coraz mniej czasu, żeby przychodzić do Moona. Yongguk podjął decyzję, że powinniśmy powrócić. Z Jongupem, albo bez niego. Stawiałem się, ale z wytwórnią nie miałem szans. Zmusili mnie do nagrywania nowego albumu, przez co straciłem większość szans, by móc odwiedzać młodszego chłopaka.
Zmienił się. Jego mięśnie zmalały ze względu na brak ruchu. Niegdyś wesoła twarz, teraz poszarzała. Włosy urosły mu mniej więcej do długości ramion. Wyglądał jak śmierć. Mocno wychudzona śmierć. Gdybym nie wiedział, że to on, w życiu bym go nie poznał.

4.03
       Tracę nadzieję, że Jongup kiedyś wróci. Nie poznaję sam siebie.

16.05
        Siedziałem na korytarzu przed salą, w której znajdywał się Uppie. W środku Yongguk miał spotkanie z lekarzem prowadzącym cały czas śpiączki młodszego.
Chcąc lub nie, słyszałem ich rozmowę. Przygryzłem wargę, zdenerwowany. Wcale nie chciałem wiedzieć o czym będą rozmawiać. Ani troszeczkę nie chciałem.
- Nie możemy go dłużej tutaj trzymać.- powiedział lekarz bardzo niskim barytonem. Ciarki przebiegły po moim ciele, kiedy dotarł do mnie sens jego słów. Zacisnąłem palce na rękawach swetra, który należał do Jongupa. Lubiem nosić jego ubrania po wypadku. Przypominały mi go.
- Jak to: „nie możecie”?- odparował Bang zirytowanym tonem.
- Mamy mnóstwo pacjentów w cięższym przypadku! Oni potrzebują tego leczenia, a pański przyjaciel nam zajmuje miejsce na oddziale.
Nastała krótka cisza, przerywana nerwowym oddechem Yongguka.
- Zapłacę, jeśli zatrzymacie go jeszcze na dwa miesiące.- odezwał się, śmiertelnie poważny. Niemal widziałem determinacje w jego oczach.
- Ile?- opowiedział lekarz po chwili.
- Tyle, ile będzie trzeba.
Nie, nie chciałem, żeby go odłączali od respiratora. O nie. To oznaczałoby jego bezpowrotną śmierć. A teraz jest jeszcze jakaś nadzieja. Co z tego, że nikła. To nieważne. Jest jakakolwiek.

4.06
       Nagraliśmy piosenki do nowego albumu, i niedługo zaczniemy go promować, jako zespół, z jednym nieaktywnym członkiem. Wytłumaczenie jest banalne: „problemy zdrowotne”. Po części było to prawdą, nie mam racji?
Fanki trochę narzekały, ale się przyzwyczaiły. Mnie też przecież nie było na promocji One Shota.

27.06
       Prawie zapomniano o tym, że Jongup miał kiedykolwiek jakikolwiek wypadek. Ogólnie, zapomniano o nim. Jakby przestał istnieć.
A ja nadal spędzałem każdą wolną chwilę, czekając aż otworzy oczy.

10.07
- Himchan, wiesz, że jeśli się nie wybudzi w tym tygodniu...- zaczął Bang smutnym, zgorzkniałym wręcz, głosem. Byliśmy w salonie naszego dormu. Panowała głucha cisza przerywana pięcioma oddechami. Siedziałem na kanapie z podkulonymi pod brodę kolanami. Obejmowałem nogi ramionami. Oparłem na nich czoło i pozwalałem łzom spokojnie spływać po mojej twarzy. Naprzeciw mnie siedział Yongguk ze zwieszoną głową, a obok niego pochlipujący cichutko Zelo. Daehyun stał do mnie tyłem, ale widziałem po ruchach jego pleców, że on także płacze. Youngjae siedział na podłodze starając się powstrzymać szloch.
- Naprawdę mi przykro.- kontynuował Bang.- Wiem, że to dla ciebie szczególnie trudne i bolesne, ale musisz być silny. Teraz nic już nie zależy od nas.

16.07
        Przyszedłem zobaczyć się ten ostatni raz z Jongupem. Wstałem specjalnie o świcie, żeby spędzić z nim ostatni ostatni dzień jego życia. Chciałem być tam przez cały czas. Wtedy kiedy będą zabierać jego rzeczy, aż do czasu kiedy odepną od niego maszyny kontrolujące pracę serca. Chciałem być tam i trzymać go ten ostatni raz za rękę.
Więc stałem nad jego łóżko wpatrując się w te wiecznie zamknięte oczy. Zacisnąłem pięści, powstrzymując się resztkami sił od histerii. Pokiwałem bezradnie głową.
Na piętrze, na którym się znajdywaliśmy było wyjątkowo cicho. Jedynie przerywany dźwięk respiratora mącił cisze. Za oknami zmierzchało się.
Chwyciłem dłoń Jongupa. Kościstą i bardzo kruchą, wyglądającą, jakby należała do wiotkiej kobiety, a nie silnego, wysportowanego mężczyzny, którym Uppie kiedyś był. Z moich ust wydał się pojedynczy jęk szlochu.
Nienawidziłem siebie, za to, że doprowadziłem go do takiego stanu.
Zamrugałem gwałtownie, bo usłyszałem zmianę rytmu pikania urządzenia. Podniosłem natychmiastowo głowę, spoglądając na linie EKG. Jej zakrzywienia zaczęły ukazywać się coraz częściej, prawie pozbywając się asystoli.
Po moim ciele rozlało się gwałtownie ciepło, zaczynając od serca. Więc jego serce zabiło o własnych siłach! Równym, niezmiennym, zdrowym rytmem. Otarłem przedramieniem oczy, wybierając numer do Banga. Nie odbierał, więc wysłałem mu wiadomość, żeby przyjechał najszybciej jak może.
Usiadłem na brzegu łóżka, czekając na jakiś najmniejszy ruch Jongupa. Dokładnie śledziłem jego ciało, w szczególności delikatne ruchy klatki piersiowej sygnalizujące płytkie oddechy. Usłyszałem świst łapczywie wciąganego powietrza. Momentalnie zwróciłem wzrok ku twarzy Uppiego. Jego usta uchyliły się, a powieki ścisnęły. Na twarzy pojawił się wykrzywiony grymas.
Czas się zatrzymał. Sekundy mogły być godzinami; godziny tygodniami; tygodnie dekadami. To się nie liczyło. Znowu ujrzałem jego, czarne jak węgliki, oczy.
Mrużył powieki, świtało oślepiało go po tak długim czasie. Ścisnąłem mocniej jego rękę, dając o sobie znać. Spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem, jakby kierowany wyłącznie instynktem.
- G-gdzie ja jestem...?- wychrypiał suchym głosem. Wybuchłem płaczem, nie mogąc odpowiedzieć na pytanie, które chłopak mi zadał.
- Himchan?- spytał tamten, jakby nagle przypomniał sobie kim jestem. Z trudnością obrócił ku pnie głowę. Widziałem jak przed oczami pojawia się wszystko co stało się tuż przed tym jak spadł z dachu. List, który napisał. Ja, stojący przy krawędzi budynku, wyciągający bezradnie rękę, by go chwycić. Jego uśmiech i spojrzenie w gwiazdy.
Wpiłem się łapczywie w usta leżącego chłopaka. Jongup nie mógł się ruszyć, ale czułem, że ze wszystkich sił próbuje oddać mi pocałunek z taką samą siłą. Ująłem w dłonie jego policzki. I przybliżyłem jeszcze bliżej siebie, żeby nasze czoła się o siebie oparły. Czułem jego nadal słaby oddech. Z moich oczy wypływały hektolitry łez, które natychmiastowo skapywały na twarz i włosy Uppiego. Czułem również to, jak próbuje mnie objąć osłabioną dłonią. Podniosłem go do pozycji siedzącej i oparłem na swojej klatce piersiowej. Z trudem zmusił wychudzone ręce do objęcia mnie. Wtulił się głową w miejsce pomiędzy moim obojczykiem, a ramieniem.
-Patrz, gwiazdy.- wskazał podbródkiem na niebo za oknem. Nie obchodziło mnie to, co jest tam na zewnątrz. Liczyło się to, że on znowu tu był.
W tym samym momencie otworzyły się drzwi od sali, a do środka wparował Yongguk wraz zresztą zespołu. Stanęli jak wmurowani widząc siedzącego przy mnie Jongupa. Zamrugali gwałtownie. Pierwszy otrząsnął się Youngjae. Podszedł do nas i rzucił się nam na szyje, przewracając nas tym samym na łóżko. Zaraz potem dołączył do nas Daehyun, a później Zelo. Musieliśmy trochę namawiać Yongguka, ale on ostatecznie również też się przytulił.

19.09
- Jak miło was znowu widzieć w pełnym składzie! - zawołała prezenterka show. Przytaknęliśmy wszyscy z uśmiechami na twarzach.
W ciągu dwóch miesięcy Jongup odzyskał zupełną sprawność i mógł dalej występować z nami. Spojrzeliśmy się na siebie dokładnie w tym samym momencie, dyskretnie łapiąc się za ręce za plecami.

- Nam też miło znowu występować w pełnym składzie!- odpowiedzieliśmy chórem.  

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz