Jeeeenyyy, nie mam pojęcia co to jest.
Jakieś takie dziwne coś, czego nie ogarniam. Ale podoba mi się, i
mam nadzieję, że wam również się spodoba. Trochę mieszam czasy,
ale to ma tak być, wybaczcie za niejakiego mindfucka.
Opowiadanie jest trochę na podstawie
piosenki I Remeber, Bang Yong Guka
Zespół: B.A.P
Paring: HimUp
Uwagi: Gwałt, depresja, sad end.
To mnie pochłania, wiesz? Te
wszystkie wspomnienia, które siedzą mi w głowie. Czuję się,
jakby moja głowa miała zaraz eksplodować. Sądzę, że nawet
teraz, pamiętam każde słowo, które wypowiedziałeś, tym swoim
niskim, nieco chrapliwym głosem. Widzę każdy twój uśmiech,
nieważne, czy skierowany do mnie, czy do fanek. I nawet sam się
uśmiecham, mimo że cierpię.
Nigdy tego nie zapomnę, po
straciłbym samego siebie. A ja chcę pozostać sobą, tym wrakiem,
którego zostawiłeś. Lubię sobie to wszystko przypominać, mimo że
rozdrapuję wtedy świeżo zagojone rany. Bo przecież wiem, że
kiedyś mnie kochałeś. Musiałeś mnie kochać, inaczej nie
bylibyśmy razem. Kto jak kto, ale ty byś nie zmusił się od
okłamywania samego siebie. Znam, a raczej, znałem cię. Bo wiesz,
zmieniłeś się, Himchan.
Ale kiedyś, to uczucie było
prawdziwe, silne. Wierzę w to całym sercem, być może
niepotrzebnie. Ale na to już nie poradzę. Widocznie, nie byłem
dość dobry dla kogoś takiego jak ty. I sam się nie dziwię. Byłem
przecież tylko twoją dziwką.
Nie zawsze tak było, prawda? Kiedyś
byliśmy razem szczęśliwi. Pamiętam to, i wiem, że ty też. Może
ta maska, którą teraz nosisz, kryje pod sobą jakieś uczucia. Może
ty też sobie to wszystko przypominasz, gdy patrzysz na mnie tym
martwym wzrokiem.
Bo mimo wszystko, nadal cię kocham.
Nadal szaleję za każdym twoim gestem, uśmiechem, mimo, iż
sztucznym.
Tak, jestem pewien, że też to
wszystko pamiętasz, nie miałeś amnezji. Wiem, że pamiętasz mój
głos kiedy szeptałem ci do ucha, że cię kocham. Albo to drżenie,
kiedy dotykałeś moich ust.
Ale tego nie ma. Jest pustka, tak
zwana klęska. Kiedyś uśmiechałem się do ciebie. Teraz ten obraz
zniknął, pozostawiając za sobą przykry chłód.
Kiedyś jeszcze, na samym początku,
próbowałem zapomnieć o tobie. Ale nie udawało mi się, żadnym
sposobem. Dlatego przestałem, nie widząc w tym dalszego sensu.
Idę uliczką Seulu, którą często
sobie spacerowaliśmy. Na każdym kroku spotyka mnie nowy, bolesny
cios wspomnień. A w nich ty. Bo zanim się zmieniłeś, byłeś
wesoły, czuły. O, tutaj za zakrętem chodziliśmy na kimchi. Prawie
wizualizowałem sobie nas, wychodzących właśnie z baru, trzymając
się za ręce i śmiejąc z jakiegoś zupełnie błahego powodu.
Zwykłem tu chodzić sam. Teraz sam,
jakbym się chciał trzymać dawnego przyzwyczajenia. Jakbyś się
nigdy nie zmienił. Kochałem cię, Himchan, i nie żałuję ani
chwilki. Tak, pamiętam.
Nawet teraz, siedząc w pokoju z
zamkniętymi oczami, widzę nas w świetle gwiazd. Słyszę cię, gdy
mówisz tym swoim chrapliwym głosem, że kochasz mnie nad życie.
Wtulam się w ciebie mocniej, bo
wiem, że kiedyś mnie opuścisz. Bo kim byłem? Zwykłą dziwką,
której płaciłeś uczuciami.
I
mimo że czuję tylko ból, brnę w to dalej. Bo złożyłem ci
przysięgę, choć ty zapewne o niej zapomniałeś. Mówiłem, że
będę z tobą do samego końca. Tak,
pamiętam.
I znowu
wchodzisz do mojego pokoju bez pukania. Patrzę na ciebie wzrokiem
pełnym nadziei. Ty tylko rzucasz oschłe: „Rozbierz się.”.
Wykonuję polecenie, chociaż wiem, że robisz to tylko, i wyłącznie
po to, żeby się zaspokoić. Nie przeszkadza mi to, bo znowu będę
czuć twój dotyk. Sztuczny, zupełnie pozbawiony uczucia. Ale nadal
twój. A ja nadal go kochałem.
Podczas seksu
nie mówisz nic. Nie patrzysz na mnie, tylko gdzieś w bok.
Wyglądasz, tak jakbyś się mnie brzydził. A może faktycznie tak
jest, co?
Robisz, co masz
robić, i zaraz po skończeniu ubierasz się i wychodzisz z pokoju.
Zauważyłem, że nawet zacząłeś mi płacić za usługi.
Ja leżę, i
czuję, że znów zabrałeś ze sobą cząsteczkę mnie. Nie ruszam
się, bo wszystko mnie boli. Nie, nie fizycznie. Psychicznie.
Zastanawiam
się, kiedy przestaniesz. Kiedy znajdziesz sobie kogoś nowego, by
mógł ci dawać dupy co noc. Może kogoś innego nie raniłoby to,
tak jak mnie.
Ale potem
myślę, że ty robisz to z premedytacją. Chcesz, żebym cierpiał.
Żebym wiedział, co straciłem. Żebym wiedział, że nigdy nie
byłem na tyle dobry, by być kimś ponad partnerem do seksu.
Rano ktoś
puka do moich drzwi. Yongguk? Tak, to chyba on. Podchodzi do mnie
przecierając oczy. Kuca przy mojej głowie, wpatrując się we mnie.
-
Znowu to robił?- spytał głosem przepełnionym bólem i goryczą.
Uśmiecham się do niego delikatnie.
- On to robi co
nocy, hyung.- odpowiadam tak, jakbym mówił o pogodzie. Już dawano
się z tym pogodziłem.
- A ty mu na to
pozwalasz?- Bang opuszcza wzrok. Nawet on nie może już na mnie
patrzeć.
- Nie mam
wyjścia. Chcę, żeby to robił.- nakrywam się kołdrą. Wiem, że
Bang mi nie będzie kazał nic robić. Chyba mi współczuł. Czułem
się bezużyteczny. Jak zawsze. Jestem przecież nikim.
Wiesz, że
nauczyłem się zasypiać, nie wtulając się w twoje ciepłe ciało?
Że pustka obok mnie przestała mi przeszkadzać? Śmieszne, bo nadal
czułem, że tam jesteś. Tak, pamiętam.
Bang wysłał
mnie do psychologa. Zupełnie nie wiem po co. Czułem się dobrze.
Gdyby gwałty mi przeszkadzały, poszedłbym na policję, nie do
psychologa. Tamten przepisał mi jakieś tabletki, mówiąc, że to
depresja przewlekła. Podziękowałem, ale po powrocie do domu
wrzuciłem je natychmiastowo. Bo i na co mi one? Kiedy i tak wiem, że
ty w nocy znowu przyjdziesz do mnie, i znowu będziesz mnie pieprzyć,
aż się zmęczysz.
Każda taka
noc, jest kolejną raną, którą mi zadajesz. Którą ja witam z
otwartymi ramionami. Zanim zauważyłem, było ich więcej, niż
wspomnień. Tak, jakbyś chciał nimi przykryć to, co kiedyś było.
Ale przez to,
nauczyłem się czym jest obietnica. Brnę w to wszystko, bo
obiecałem, bo kocham. Mimo wszystko pogrążam się w tej
beznadziejności, bo dałem słowo, że będę cię kochać. I mimo
że ty mnie porzuciłeś, ja nadal będę tutaj na ciebie czekać, bo
obiecałem, i mam zamiar dotrzymać słowa. Trzymam się tego
kurczowo, gdyż jest to moja ostatnia deska ratunku.
Wtedy nie
przyszedłeś. Naprawdę się zdziwiłem. Czekałem, ale ty się nie
pojawiałeś. Nie mogłem spać całą noc, bo brak twojej wizyty nie
dawał mi spokoju. Zastanawiałem się czemu akurat dzisiaj się
powstrzymałeś. Byłem wyczerpany. Zasnąłem.
Obudziłeś
mnie delikatnym, słodkim pocałunkiem, którego tak bardzo mi
brakowało. Zaraz potem pogłaskałeś mnie po włosach, spoglądając
mi ciepło w oczy.
- Wybacz mi,
Jongup.- po twoich policzkach spływały łzy, jedna za drugą.- Tak
bardzo cię kocham. Wybacz mi, proszę. Przepraszam... Nigdy nie
chciałem być taki...
Ty, prawdziwy
ty, wróciłeś.
- Dziękuję,
oppa.- wtuliłem się w twoją klatkę piersiową, wsłuchując się
w rytm bicia twojego serca, za którym się tak stęskniłem.
Chwyciłeś mnie w pasie, i nie zamierzałeś puścić. Przerwał nam
dopiero krzyk Daehyuna z kuchni, że mamy pośpieszyć się na
śniadanie. Wyszyliśmy razem, trzymając się za ręce, zupełnie
jak kiedyś. Jakby te mroczne parę miesięcy nigdy, przenigdy nie
istniało. Wygłupialiśmy się przy stole, pozostali się trochę
dziwili, że tak nagle wszystko jest między nami w porządku. Ale
postanowili to zignorować i cieszyli się razem z nami.
Spędziliśmy
razem cały dzień. Nawet poszliśmy w centrum Seulu, do tej knajpki,
którą tak kochaliśmy.
Ostatecznie
wylądowaliśmy w sypialni. Ciągle mnie przepraszałeś. Uśmiechałem
się, bo to wszystko dobiegło końca.
Dziękuję,
oppa...
Nie zapomnij
mnie.
Moon Jong Up.
Zanim wyszedłem z pokoju, zostawiłem krótki list, mając nadzieję,
że go przeczyta, kiedy zorientuje się, że nie leże przy nim. Oh,
mam nadzieje, że da sobie radę. Oppa jest silnym mężczyzną,
poradzi sobie beze mnie.
Udałem się na dach naszego dormu. Dziesiąte piętro powinno
wystarczyć. Z uśmiechem podchodzę do krawędzi, jestem z siebie
dumny. Stanąłem na skraju dachu. Przyglądałem się gwiazdom, jak
wtedy, kiedy czekałem na Himchana w swoim pokoju. Teraz byłem
zupełnie gdzie indziej, w zupełnie innych okolicznościach.
Odwróciłem się tyłem, nie chciałem widzieć zbliżającego się
chodnika. Chciałem móc patrzeć w gwiazdy, tylko one znały moje
cierpienie.
-
Jongup-ah!- krzyknął Himchan biegnąc ku mnie, zziajany. Zatrzymał
się parę kroków przede mną. W lewej ręce trzymał pogiętą
kartkę papieru, na której rozpoznawałem własny charakter pisma.
Prawą rękę trzymał wysunięta w moja stronę. W oczach miał łzy,
cały dygotał.- Jongup, zejdź, błagam cię. Wiem, że to wszystko
moja wina. Błagam cię, zejdź ze mną.
Pokiwałem przecząco głową. Na moich ustach zagościł uśmiech.
- Złożyłem ci przysięgę, choć ty zapewne o niej zapomniałeś.
Mówiłem, że będę z tobą do samego końca.- powiedziałem
odchylając się w tył.
Próbował mnie złapać, na szczęście nieudolnie.
Oh, gwiazdy.
;; To było takie piękne.
OdpowiedzUsuńJestem zwolenniczką "pięknych" samobójstw.
Naprawdę to było głębokie.
Dopiero teraz sie zebrałam by nadrobić zaległości na blogach i tak jakoś przybyłam tutaj.
XD
To co mnie razi to trochę "oppa" bo mimo wszystko JongUppie to chłopak i nawet jeśli jest w zwiazku z Himchan'em to powinien mówić na niego "Hyung".
Ale to nie jest błąd.
Tag, czepiam się szczegółów ;;
Pozdrawiam i oby tak dalej <3
:3
Czuje ten fejm, bo Reiko przeczytała mojego ff. O boziu, moje guru przeczytało mojego ff.
UsuńSENPAI NOTICED ME!
A ogólnie, to bardzo dziękuję. Nie wiedziałam czy pisać to "oppa" czy nie, ale było podjęłam decyzję jak byłam już bardzo zmęczona.
Troszku się pogubiłam... ale w gruncie rzeczy ślicznie Ci to wyszło. Piszesz w ten swój wyjątkowy, fascynujący sposób. Mówiłam Ci już, że masz talent.
OdpowiedzUsuńCzyli jest tak, jak miało być, nikt nic nie ogarnia >.<
UsuńMój tzw."wyjątkowy, fascynujący sposób" nie jest niczy nad przeciętnym.
Pamiętniczku, co ty ze mną robisz. Przez ciebie płakać mi się chce
OdpowiedzUsuńZnam tylko dwie osoby, które tak na mnie mówią ^^
Usuń