Miłego czytania.
[Narracja Ruki]
Minął tydzień od wypadku Kaia.
Wydawało mi się, że prawie wrócił do porządku dziennego.
Owszem, jego rany się dopiero goiły, ale już wziął się za
papierkową robotę zespołu. Było mi trochę głupio, że mimo
swojego stanu to on musiał wszystko robić. Ale z kolei ja, za żadne
ciasteczka świata, nie wiedziałbym jakie numerki, gdzie wstawić.
On był specjalistą.
Po pamiętnym pocałunku z Reitą,
oboje stwierdziliśmy, że powinien się do mnie przeprowadzić. Było
to oszczędniejsze w wielu przypadkach. Na przykład nie musieliśmy
marnować paliwa dojeżdżając na próby. A i w przypadku moich...
koszmarów... Akira nie musiał się kłopotać, wystarczyło, że
otworzył oczy. Miałem go na wyciągnięcie ręki. Zawsze przy mnie.
Jakiś miesiąc potem zaczęło się
nagrywanie nowego albumu. Najpierw, jak zawsze zresztą, sekcja
rytmiczna. Ale ja i tak musiałem siedzieć w studiu, pisząc teksty.
Aoi i Uruha mieli wolne. I siedzieli sobie w domciu... Jak ja o tym
marzyłem...
Wpierw nagrywaliśmy perkusję do
pierwszej piosenki. Kai usiadł nerwowo przed instrumentem. Ja
rozłożyłem przed sobą papiery z tekstami nowych piosenek. Nie
umiałem się jednak na nich skupić, bo wciąż obserwowałem
Tanabe. Miał dość rozbiegany, chaotyczny wzrok, zupełnie do niego
niepodobny. Przetarł dłonią oczy, zatrzymując palce przy
kącikach. Sapnął ociężale i zaczął wbijać nogą szybki rytm.
Przygryzał wargę, wpatrując się w szkło, które oddzielało
pokój, w którym nagrywał, od tego, w którym się aktualnie
znajdywałem. Zacisnął mocno powieki, i zamkniętymi oczami
kontynuował grę.
Martwiłem się. Cholernie. To jak się
zachowywał, było zupełnie odbiegające od normy. Jego chaotyczne,
zrywane ruchy. Rozbiegany, wręcz nieobecny, wzrok...
Szybko skończył nagrywać. Przyszła
kolej na Reitę. Wziął swój bas, i wszedł z nim do pokoju nagrań.
W drzwiach minął się z Yutaką, trącając go ramieniem. Kai
syknął cicho i obił się o ścianę.
-Mógłbyś trochę uważać jak
chodzisz, Kai.- zganił perkusistę Akira. Spojrzałem na niego,
układając papierki w równy rządek.
Tanabe pokiwał ledwo zauważalnie
głową. Nawet nie spojrzał na Reitę. Chwycił czarną torbę i
wyszedł ze studia.
Patrzyłem się jak głupi w drzwi, za
którymi właśnie zniknął lider. Wzdychnąłem ciężko, a Akira
zaczął grać.
***
Następny dzień wyglądał bardzo podobnie, żeby nie powiedzieć, że praktycznie tak samo. Kai
wyglądał nawet gorzej niż wczoraj. Miał zapadnięte policzki,
opuchnięte i przekrwione oczy, pod którymi znajdywały się sine
wory. Kredowo-biała skóra naciągnęła mu się na kościach
niebezpiecznie. Ciemne ubrania wisiały na nim smętnie. Włosy
zmatowiały. Patrzył się na nas nieobecnym wzrokiem. Usiadł przy
swojej ukochanej perkusji. W jego oczach na chwilę ukazał się
stary blask, ale zaraz potem znikł, powracając do niebytu.
Grał. Bez żadnego zarzutu, jakby jego
stan o niczym nie świadczył. Po prostu grał, jak zawsze, jakby nic
się nie zmieniło.
Akira dosiadł się do mnie, wyrywając
mnie z zamyślenia.
- Co się tak w niego wpatrujesz?-
spytał, pokazując brodą na Kaia.
- Nie uważasz, że się zmienił?-
odpowiedziałem pytaniem na pytanie, zwracając wzrok na basistę.
Prychnął. - Serio tego nie widzisz? Schudł, ma zupełnie białą
skórę. I te wory pod oczami.
- Za dużo się tym przejmujesz. Zajmij
się lepiej tekstami, Takanori.- powiedział mój rozmówca, dość
chłodnym tonem.
Może byłem zbyt przewrażliwiony, ale
wydawało mi się, że naprawdę z Kaiem jest źle. Zamiast wziąć
się za piosenki, nadal obserwowałem zachowanie perkusisty.
Nagrywał bardzo sprawnie, bez
jakichkolwiek problemów. Natomiast, gdy tylko odszedł instrumentu,
zacząłem się martwić, że zaraz upadnie z wycieńczenia. Pot
spływał mu ze skroni. Ciemne włosy poprzylepiały się do bladej,
wychudzonej twarzy.
Podszedłem do niego, podając ręcznik.
Podziękował skininiem głowy i wziął ode mnie materiał. Usiadł,
a dokładniej, opadł na bordową kanapę znajdującą się przy
ścianie pomieszczenia. Siadłem obok niego, przyglądając mu się
bacznie.
- No co?- burknął. Odkręcił butelkę
z wodą, którą wyjął z torby, i upił z niej łyka.
- Czy ty coś jesz ostatnimi czasy?-
spytałem, dźgając go w wystające, mimo koszulki, żebro.
- Jem...- powiedział cicho, drapiąc
się po głowie. Patrzyłem na jego chude palce. Wydały się takie
kruche, jakby miały się zaraz połamać.
-Nie widać, szczerze
mówiąc...-odwróciłem wzrok. Chciałem zmienić temat, bo wydawało
mi się, że obecny tylko denerwuje Tanabe.- Pomożesz mi z piosenką?
- Eh... Ja?- wskazał na siebie palcem,
co potwierdziłem kiwając głową.- Wiesz, że nie jestem w tym
zbytnio dobry...
- No weź, wystarczy, że powiesz mi,
czym jest dla ciebie miłość. - oparłem głowę na ręce, czekając
na jego odpowiedź. Rozglądał się w poszukiwaniu odpowiedzi.
- Wiesz, nie dawno właśnie znalazłem
swoją definicje miłości....- powiedział po pewnym czasie,
wpatrując się w jakiś punkt nade mną. Przejechał językiem po
zeschniętych wargach. - Miłość to poświęcenie, ból,
cierpienie... Nie da rady bez tego. Miłość nie jest szczęściem,
chociaż zawsze była tak kojarzona. Prawdziwa miłość jest jednym
wielkim smutnym kompromisem... Obie strony muszą się czegoś zrzec
by dojść kiedyś do szczęścia. Nie uważam miłości za pozytywne
uczucie. Nie odczuwam niczego pozytywnego od dłuższego czasu.
Dlatego wszystkie te gadki o szczęśliwych miłościach są dla mnie
porostu wkurzające, żałosne i dziecinne...
Zamilkł, a w kącikach jego oczu
zaczęły zbierać się łzy. Zatkało mnie. Nigdy nie słyszałem z
jego ust czegoś tak... prawdziwego, a równocześnie
przygnębiającego.
- Wybacz, muszę już iść.- wstał
przecierając oczy, jakby chciał zapobiec łzom. Miał już
wychodzić, gdy złapałem go za ramię.
- Możesz, mi powiedzieć, co ci
naprawdę jest?- syknąłem do niego.
- Wybacz, Matsumoto, ale to już nie
twoja sprawa.- odpowiedział wyszarpując rękę z mojego chwytu.
Zostawił mnie z Akirą, który nawet
nie przejął się naszą rozmową, tylko nagrywał dalej. Czasami
myślałem, że nic poza nim go nie obchodzi.
Wróciliśmy do domu późno, bo
wstąpiliśmy jeszcze do sklepu. Jadąc windą na odpowiednie piętro,
chwyciłem dłoń Reity.
- Coś nie tak?- spytał.
- Nie mogę okazać ci już czułości
żadnej? - odpowiedziałem.
- Przepraszam cię, Ruki. Jestem
zmęczony.
- Taa, nie ma sprawy...
Weszliśmy do mieszkania, po czym od
razu skierowałem się do łazienki. Gdy skończyłem brać prysznic,
wyszedłem napotykając się na Akirę z butelką sake w ręce,
oglądającego jakieś durne reality show.
- Nie mów, że to jest to co ja myślę,
że to jest.- wskazałem na przedmiot, który trzymał w dłoni.
Momentalnie przed moimi oczami ukazały się sceny z dzieciństwa.
Zielone i szare szkło walające się po podłodze. Zżółknięte od
dymu papierosów zasłony z kwiatowym wzorkiem, wiszące smętnie w
oknach. Przymulone światło padające na mojego ojca...
- Tak Ruki, to alkohol. Wybacz, ale
musiałem się napić, jestem strasznie zestresowany.- nie słuchałem
go. Obraz zaczął mi się rozmywać, wpadałem w coraz większą
histerię. Zacząłem machać bezładu rękami.
- Obiecałeś! Obiecałeś, ze ty nie
będziesz taki jak on! Że ty nie będziesz pić!- krzyczałem na
niego, nie zwracając uwagi na to co mówił. Z oczy popłynęły mi
niekontrolowanie łzy.- Obiecałeś Akira!
- Otrząśnij się wreszcie!-
szturchnął mną, przez co uderzyłem plecami o ścianę. Nagle moje
myśli otrzeźwiały. Reita pchnął mnie mocniej na ścianę, tak,
że teraz uderzyłem głową. Oczy rozszerzyły mi się mimowolnie.
- Obiecałeś...-wyszeptałem.
- Dorośnij w końcu, Takanori!-
krzyknął na mnie Reita. Rzucił butelką w podłogę, przez co
rozbiła się na miliony kawałeczków, które posypały się aż do
naszych stóp. Dookoła zaczęło śmierdzieć sake. - Nie jesteś
już dzieckiem! Powinieneś zacząć akceptować, to, że można pić
we własnym domu! Mam do tego prawo, tak?!
Patrzyłem na to wszystko ogromnymi
oczami. Wspomnienia mieszały się z rzeczywistością. Światło
zmieniło barwę na bardziej przymgloną. Mrugałem gwałtownie, żeby
pozbyć się tego wyobrażenia. Miałem wrażenie, że zaraz dostanę
w twarz. Albo w brzuch. Tak, że nie będę mógł się następnego
dnia ruszyć.
- Ty... obiecałeś...- wydukałem
osłupiałym głosem, patrząc się w oczy Akirze. Coś w nim pękło
i nagle zrozumiał co zrobił.
- Ruki, przepraszam...- już miał
zamiar mnie chwycić, kiedy cofnąłem się, od niego.
- Zostaw mnie!- krzyknąłem
histerycznym tonem, chwytając kluczyki od mieszkania i jakąś
kurtkę. Wycofywałem się szybko do drzwi od mieszkania, a Akira za
mną. - Zostaw mnie, rozumiesz?! Jesteś dokładnie taki jak on!
Wybiegłem z mieszkania, trzaskając za
sobą. Ruszyłem przed siebie, nie wiedząc nawet gdzie biegnę.
Nie ma za co! (`・ω・´)”
OdpowiedzUsuńJak napisałam ci wcześniej - rozdział cudowny. Po prostu świetny. Czytając go targało mną dużo sprzecznych emocji. ; ;
Strasznie żal mi Kai'a, naprawdę. I jeszcze to w jaki sposób Rei odezwał się do niego, gdy się mijali. Okropne. Z Akiry cham. Straszny cham i egoista. Szczególnie ta akcja w windzie, a później końcówka. Straszne.
Ruki pójdzie do Kai'a? Ugh.
Weny Nikki, weny życzę.
Częściej będę prosiła o betę, uważaj.
UsuńZ tą świetnością nie przesadzajmy *///.///*
Mi też żal Kaia, ale ja wiem dlaczego on wygląda tak, a nie inaczej *zła Nikki*.
Z Akiry miał wyjść taki cham, mam nadzieję, że mi to wyszło.
strasznie ciekawy rozdział. czemu przerwałaś w taki momencie? :( bardzo mnie niepokoi zachowanie Kai'a. Reita strasznie źle i niedojrzale się zachował. -.- mam nadzieję, że sobie wszystko wyjaśnią. z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. ;) pozdrawiam, gazetto.blog.pl
OdpowiedzUsuńAhh Jak Ty to pięknie napisałaś! Tylko biedny Kai... musi cierpieć przez głupiego Suzuki... No ale mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży i czekam na kolejną część! <3
OdpowiedzUsuńRuuu, nie uciekaj od Reia~!
OdpowiedzUsuńQ_____Q Kai biedaczku! *przytula perkusistę do cyca*
OdpowiedzUsuńRozdział piękny, nic dodać, nic ująć. Lecę czytać kolejne bo jestem strasznie ciekawa akcji. :<