piątek, 2 sierpnia 2013

Lęk III

A już myślałam, że nigdy tego nie napiszę. No ale jest, kolejny rozdział Lęku. Dziękuję ci Grzybku za betę.
Miłego czytania.

[Narracja Ruki]

             Minął tydzień od wypadku Kaia. Wydawało mi się, że prawie wrócił do porządku dziennego. Owszem, jego rany się dopiero goiły, ale już wziął się za papierkową robotę zespołu. Było mi trochę głupio, że mimo swojego stanu to on musiał wszystko robić. Ale z kolei ja, za żadne ciasteczka świata, nie wiedziałbym jakie numerki, gdzie wstawić. On był specjalistą.
           Po pamiętnym pocałunku z Reitą, oboje stwierdziliśmy, że powinien się do mnie przeprowadzić. Było to oszczędniejsze w wielu przypadkach. Na przykład nie musieliśmy marnować paliwa dojeżdżając na próby. A i w przypadku moich... koszmarów... Akira nie musiał się kłopotać, wystarczyło, że otworzył oczy. Miałem go na wyciągnięcie ręki. Zawsze przy mnie.
          Jakiś miesiąc potem zaczęło się nagrywanie nowego albumu. Najpierw, jak zawsze zresztą, sekcja rytmiczna. Ale ja i tak musiałem siedzieć w studiu, pisząc teksty. Aoi i Uruha mieli wolne. I siedzieli sobie w domciu... Jak ja o tym marzyłem...
Wpierw nagrywaliśmy perkusję do pierwszej piosenki. Kai usiadł nerwowo przed instrumentem. Ja rozłożyłem przed sobą papiery z tekstami nowych piosenek. Nie umiałem się jednak na nich skupić, bo wciąż obserwowałem Tanabe. Miał dość rozbiegany, chaotyczny wzrok, zupełnie do niego niepodobny. Przetarł dłonią oczy, zatrzymując palce przy kącikach. Sapnął ociężale i zaczął wbijać nogą szybki rytm. Przygryzał wargę, wpatrując się w szkło, które oddzielało pokój, w którym nagrywał, od tego, w którym się aktualnie znajdywałem. Zacisnął mocno powieki, i zamkniętymi oczami kontynuował grę.
Martwiłem się. Cholernie. To jak się zachowywał, było zupełnie odbiegające od normy. Jego chaotyczne, zrywane ruchy. Rozbiegany, wręcz nieobecny, wzrok...
Szybko skończył nagrywać. Przyszła kolej na Reitę. Wziął swój bas, i wszedł z nim do pokoju nagrań. W drzwiach minął się z Yutaką, trącając go ramieniem. Kai syknął cicho i obił się o ścianę.
-Mógłbyś trochę uważać jak chodzisz, Kai.- zganił perkusistę Akira. Spojrzałem na niego, układając papierki w równy rządek.
Tanabe pokiwał ledwo zauważalnie głową. Nawet nie spojrzał na Reitę. Chwycił czarną torbę i wyszedł ze studia.
Patrzyłem się jak głupi w drzwi, za którymi właśnie zniknął lider. Wzdychnąłem ciężko, a Akira zaczął grać.

                                                                     ***
          Następny dzień wyglądał bardzo podobnie, żeby nie powiedzieć, że praktycznie tak samo. Kai wyglądał nawet gorzej niż wczoraj. Miał zapadnięte policzki, opuchnięte i przekrwione oczy, pod którymi znajdywały się sine wory. Kredowo-biała skóra naciągnęła mu się na kościach niebezpiecznie. Ciemne ubrania wisiały na nim smętnie. Włosy zmatowiały. Patrzył się na nas nieobecnym wzrokiem. Usiadł przy swojej ukochanej perkusji. W jego oczach na chwilę ukazał się stary blask, ale zaraz potem znikł, powracając do niebytu.
Grał. Bez żadnego zarzutu, jakby jego stan o niczym nie świadczył. Po prostu grał, jak zawsze, jakby nic się nie zmieniło.
Akira dosiadł się do mnie, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Co się tak w niego wpatrujesz?- spytał, pokazując brodą na Kaia.
- Nie uważasz, że się zmienił?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie, zwracając wzrok na basistę. Prychnął. - Serio tego nie widzisz? Schudł, ma zupełnie białą skórę. I te wory pod oczami.
- Za dużo się tym przejmujesz. Zajmij się lepiej tekstami, Takanori.- powiedział mój rozmówca, dość chłodnym tonem.
Może byłem zbyt przewrażliwiony, ale wydawało mi się, że naprawdę z Kaiem jest źle. Zamiast wziąć się za piosenki, nadal obserwowałem zachowanie perkusisty.
Nagrywał bardzo sprawnie, bez jakichkolwiek problemów. Natomiast, gdy tylko odszedł instrumentu, zacząłem się martwić, że zaraz upadnie z wycieńczenia. Pot spływał mu ze skroni. Ciemne włosy poprzylepiały się do bladej, wychudzonej twarzy.
Podszedłem do niego, podając ręcznik. Podziękował skininiem głowy i wziął ode mnie materiał. Usiadł, a dokładniej, opadł na bordową kanapę znajdującą się przy ścianie pomieszczenia. Siadłem obok niego, przyglądając mu się bacznie.
- No co?- burknął. Odkręcił butelkę z wodą, którą wyjął z torby, i upił z niej łyka.
- Czy ty coś jesz ostatnimi czasy?- spytałem, dźgając go w wystające, mimo koszulki, żebro.
- Jem...- powiedział cicho, drapiąc się po głowie. Patrzyłem na jego chude palce. Wydały się takie kruche, jakby miały się zaraz połamać.
-Nie widać, szczerze mówiąc...-odwróciłem wzrok. Chciałem zmienić temat, bo wydawało mi się, że obecny tylko denerwuje Tanabe.- Pomożesz mi z piosenką?
- Eh... Ja?- wskazał na siebie palcem, co potwierdziłem kiwając głową.- Wiesz, że nie jestem w tym zbytnio dobry...
- No weź, wystarczy, że powiesz mi, czym jest dla ciebie miłość. - oparłem głowę na ręce, czekając na jego odpowiedź. Rozglądał się w poszukiwaniu odpowiedzi.
- Wiesz, nie dawno właśnie znalazłem swoją definicje miłości....- powiedział po pewnym czasie, wpatrując się w jakiś punkt nade mną. Przejechał językiem po zeschniętych wargach. - Miłość to poświęcenie, ból, cierpienie... Nie da rady bez tego. Miłość nie jest szczęściem, chociaż zawsze była tak kojarzona. Prawdziwa miłość jest jednym wielkim smutnym kompromisem... Obie strony muszą się czegoś zrzec by dojść kiedyś do szczęścia. Nie uważam miłości za pozytywne uczucie. Nie odczuwam niczego pozytywnego od dłuższego czasu. Dlatego wszystkie te gadki o szczęśliwych miłościach są dla mnie porostu wkurzające, żałosne i dziecinne...
Zamilkł, a w kącikach jego oczu zaczęły zbierać się łzy. Zatkało mnie. Nigdy nie słyszałem z jego ust czegoś tak... prawdziwego, a równocześnie przygnębiającego.
- Wybacz, muszę już iść.- wstał przecierając oczy, jakby chciał zapobiec łzom. Miał już wychodzić, gdy złapałem go za ramię.
- Możesz, mi powiedzieć, co ci naprawdę jest?- syknąłem do niego.
- Wybacz, Matsumoto, ale to już nie twoja sprawa.- odpowiedział wyszarpując rękę z mojego chwytu.
Zostawił mnie z Akirą, który nawet nie przejął się naszą rozmową, tylko nagrywał dalej. Czasami myślałem, że nic poza nim go nie obchodzi.
Wróciliśmy do domu późno, bo wstąpiliśmy jeszcze do sklepu. Jadąc windą na odpowiednie piętro, chwyciłem dłoń Reity.
- Coś nie tak?- spytał.
- Nie mogę okazać ci już czułości żadnej? - odpowiedziałem.
- Przepraszam cię, Ruki. Jestem zmęczony.
- Taa, nie ma sprawy...
Weszliśmy do mieszkania, po czym od razu skierowałem się do łazienki. Gdy skończyłem brać prysznic, wyszedłem napotykając się na Akirę z butelką sake w ręce, oglądającego jakieś durne reality show.
- Nie mów, że to jest to co ja myślę, że to jest.- wskazałem na przedmiot, który trzymał w dłoni. Momentalnie przed moimi oczami ukazały się sceny z dzieciństwa. Zielone i szare szkło walające się po podłodze. Zżółknięte od dymu papierosów zasłony z kwiatowym wzorkiem, wiszące smętnie w oknach. Przymulone światło padające na mojego ojca...
- Tak Ruki, to alkohol. Wybacz, ale musiałem się napić, jestem strasznie zestresowany.- nie słuchałem go. Obraz zaczął mi się rozmywać, wpadałem w coraz większą histerię. Zacząłem machać bezładu rękami.
- Obiecałeś! Obiecałeś, ze ty nie będziesz taki jak on! Że ty nie będziesz pić!- krzyczałem na niego, nie zwracając uwagi na to co mówił. Z oczy popłynęły mi niekontrolowanie łzy.- Obiecałeś Akira!
- Otrząśnij się wreszcie!- szturchnął mną, przez co uderzyłem plecami o ścianę. Nagle moje myśli otrzeźwiały. Reita pchnął mnie mocniej na ścianę, tak, że teraz uderzyłem głową. Oczy rozszerzyły mi się mimowolnie.
- Obiecałeś...-wyszeptałem.
- Dorośnij w końcu, Takanori!- krzyknął na mnie Reita. Rzucił butelką w podłogę, przez co rozbiła się na miliony kawałeczków, które posypały się aż do naszych stóp. Dookoła zaczęło śmierdzieć sake. - Nie jesteś już dzieckiem! Powinieneś zacząć akceptować, to, że można pić we własnym domu! Mam do tego prawo, tak?!
Patrzyłem na to wszystko ogromnymi oczami. Wspomnienia mieszały się z rzeczywistością. Światło zmieniło barwę na bardziej przymgloną. Mrugałem gwałtownie, żeby pozbyć się tego wyobrażenia. Miałem wrażenie, że zaraz dostanę w twarz. Albo w brzuch. Tak, że nie będę mógł się następnego dnia ruszyć.
- Ty... obiecałeś...- wydukałem osłupiałym głosem, patrząc się w oczy Akirze. Coś w nim pękło i nagle zrozumiał co zrobił.
- Ruki, przepraszam...- już miał zamiar mnie chwycić, kiedy cofnąłem się, od niego.
- Zostaw mnie!- krzyknąłem histerycznym tonem, chwytając kluczyki od mieszkania i jakąś kurtkę. Wycofywałem się szybko do drzwi od mieszkania, a Akira za mną. - Zostaw mnie, rozumiesz?! Jesteś dokładnie taki jak on!
Wybiegłem z mieszkania, trzaskając za sobą. Ruszyłem przed siebie, nie wiedząc nawet gdzie biegnę.


6 komentarzy :

  1. Nie ma za co! (`・ω・´)”
    Jak napisałam ci wcześniej - rozdział cudowny. Po prostu świetny. Czytając go targało mną dużo sprzecznych emocji. ; ;
    Strasznie żal mi Kai'a, naprawdę. I jeszcze to w jaki sposób Rei odezwał się do niego, gdy się mijali. Okropne. Z Akiry cham. Straszny cham i egoista. Szczególnie ta akcja w windzie, a później końcówka. Straszne.
    Ruki pójdzie do Kai'a? Ugh.

    Weny Nikki, weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częściej będę prosiła o betę, uważaj.
      Z tą świetnością nie przesadzajmy *///.///*
      Mi też żal Kaia, ale ja wiem dlaczego on wygląda tak, a nie inaczej *zła Nikki*.
      Z Akiry miał wyjść taki cham, mam nadzieję, że mi to wyszło.

      Usuń
  2. strasznie ciekawy rozdział. czemu przerwałaś w taki momencie? :( bardzo mnie niepokoi zachowanie Kai'a. Reita strasznie źle i niedojrzale się zachował. -.- mam nadzieję, że sobie wszystko wyjaśnią. z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. ;) pozdrawiam, gazetto.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Ahh Jak Ty to pięknie napisałaś! Tylko biedny Kai... musi cierpieć przez głupiego Suzuki... No ale mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży i czekam na kolejną część! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ruuu, nie uciekaj od Reia~!

    OdpowiedzUsuń
  5. Q_____Q Kai biedaczku! *przytula perkusistę do cyca*
    Rozdział piękny, nic dodać, nic ująć. Lecę czytać kolejne bo jestem strasznie ciekawa akcji. :<

    OdpowiedzUsuń