poniedziałek, 18 listopada 2013

SALIGIA

    No to witajcie... po chyba miesiącu? Ej, ja naprawdę chciałam wam już od dłuższego czasu dodać notkę, ale jakoś tak się nie składało nigdy. Nie mam czasu, wybaczcie.
Ale serio nie obraziłabym się, jakbyście komentowali.

Zespół: Big Bang
Paring: G-Dragon x Seungri
Uwagi: angsto-smut(?) nie wiem


                                                                     Pycha.

               Jiyong był dumny. Tak naprawdę, nie znałem kogoś bardziej dumnego i próżnego od niego. W dodatku, podkreślał to każdym swoim ruchem, nawet wzrokiem patrzącym na każdego z pogardą i wyraźną wyższością.
Nawet kiedy siedzieliśmy tylko we dwóje w naszej prywatnej sypialni, trudno było mu zdjąć maskę G-Dragona, którą YG nakazało mu nosić. On aż nazbyt się do niej przyzwyczaił, zapominając kim był. Nawet jeśli przytulał mnie, delikatnie muskając opuszkami placów skórę na moim ramieniu, to nadal walczył ze sobą i swoim za wysokim mniemaniem.
Widziałem, że mnie kocha, jak również widziałem, że próbuje odsunąć w cień G-Dragona, żeby być chociaż chwilę sobą. Ale Jiyong był za słaby.
Nieraz bywało tak, że traktował mnie jak jakiegoś bezwartościowego śmiecia. Jakby to, że przy nim jestem i go kocham było zupełnie naturalne. Jakby tak było od zawsze, i nigdy nie miało się zmienić.
Cóż, po części miał rację, nie umiałem od niego odejść, mimo że próbowałem. Zawsze zatrzymywał mnie w progu drzwi. Tak było też i tym razem.
- Jiyong, daj mi przejść – spojrzałem na niego wyczekująco. Był zaledwie parę centymetrów niższy, ale widać było, że to on rządzi w naszym związku.
- Seunghun, nie możesz mnie opuścić – złapał mnie za nadgarstek lewej ręki. W prawej trzymałem torbę, z bezładnie poupychanymi ciuchami.
- Nie?! - krzyknąłem. Byłem zmęczony tą całą sytuacja, a emocje wyczerpywały mnie jeszcze bardziej. Rzadko na niego krzyczałem, ale musiałem...Mój głos odbił się falą echa w korytarzu klatki schodowej w jednym z najbogatszych apartamentowców w Seulu. - To patrz co robię! Właśnie cię opuszczam!
Popchnąłem go tak, by móc spokojnie przejść przez drzwi. Szybkim krokiem skierowałem się ku schodom, nie miałem czasu czekać na windę. Usłyszałem tupot jego nowych, świecących jeszcze, skórzanych butów od Channel.
- Seungri! - wydarł się tak głośno, że zapewne cały blok go słyszał. Podbiegł do mnie. Zaraz potem chwycił mnie mocno za ramiona. Jednakże jego uścisk zelżał, a na własnej marynarce poczułem mokre plamy.
- Eh...Jiyong...-puściłem trzymaną wcześniej torbę. Nie miałem sił do niego. Opuściłem bezwładnie ręce.
- Przepraszam, Seugnghyun, przepraszam...- szeptał w kółko. W pewnym momencie, jego szept zlał się w jedną wielką całość, nie umiałem rozróżnić poszczególnych słów. Siorbnął nosem, przytulając się do mnie mocniej. W takich momentach rozbrajał mnie najbardziej, nie umiałem od niego odejść. Po prostu zostawić go na tych schodach samemu sobie. Westchnąłem głośno, a on podniósł głowę. Miał czerwone oczy i rozszerzone źrenice od płaczu. - Wybacz mi, błagam.
- Wybaczam, Jiyong.- odwróciłem wzrok.- Wróćmy do mieszkania.

                                                                Chciwość.

               Jiyong ciągle chciał więcej, lepiej, drożej. Nie ważne o czym była mowa. O nowym samochodzie, czy zwykłej marynarce. O pieniądzach, nowym albumie, comebacku, nieważne. Jiyong chciał być zawsze najlepszy pośród wszystkich. I zazwyczaj mu się udawało. Gorzej było, jak nie był w centrum uwagi.
- Tak więc, Seunghyun – zaczął pan Yang swoim nieco skrzeczącym głosem. Staliśmy w całą piątkę w jego biurze. Wezwał nas, bo miał nam coś ważnego do powiedzenia. Chyba najbardziej mi.- Postanowiłem, że dam ci okazję do comebacku. Musisz tylko uwinąć się w ciągu dwóch tygodni.
Zamrugałem. Potem znowu. I jeszcze raz.
- Pan sobie ze mnie na pewno nie żartuje, prawda? - zapytałem z niedowierzaniem.
- A co, wolałbyś żebym żartował?- roześmiał się tubalnie.
- Nie nie nie nie, oczywiście, że nie, dyrektorze – uśmiechnąłem się, kłaniając jednocześnie.
Potem wyszliśmy z jego gabinetu, wszyscy prócz Jiyonga. Zdziwiłem się, ale miałem nadzieję, że miał jakąś zwyczajną, ale ważną sprawę. Zaraz po minięciu drzwi gabinetu dyrektora, Youngbae rzucił się na mnie z gratulacjami, co później zrobili także Daesung i Seunghyun. Mieliśmy wrócić na salę ćwiczeń, ale ja wolałem zostać, i poczekać na Jiyonga. Powiedziałem im, że niedługo ich dogonię.
Chwilę potem, przekonałem się, że powinienem jednak pójść z nimi.
- Jak to, Seunghyun będzie miał comeback?!- wydarł się na cały głos Yongie. Mimo naprawdę grubych, drewnianych drzwi mogłem słyszeć dokładnie każde słowo jakie wypowiadał. - A co ze mną do cholery?!
- Właśnie dlatego Seunghyun teraz będzie miał swoje pięć minut! Ty stałeś się zbyt próżny, żeby zasłużyć na album! - dyrektor uderzył pięścią w blat.- Jiyong, nie każ mi robić, tego, co mam przygotowane na takie okoliczności.
- Niech pan robi co chce! - był rozwścieczony. Długo pracował nad nowymi piosenkami, miał niedługo je nagrywać. Obudziło się we mnie zupełnie niepotrzebne poczucie winy.
- Jiyong, dość tego! Jeszcze słowo i wylatujesz! - krzyknął dyrektor. Nastała cisza. Potem ciche kroki w stronę wyjścia.
Spojrzał we moją stronę, miażdżąc mnie przy tym wzrokiem.
-Idziemy Seunghyun – powiedział bezosobowo.

Nieczystość.

               Nie było dziwnym, że międzynarodowa gwiazda zdradzała swojego chłopaka z kimkolwiek się tylko dało, prawda? Taką zasadę uznawał. Przecież to on, on może. Co z tego, że mogło to urazić moje uczucia?
Na przykład widok jego i jakieś dokładniej nieokreślonej, ale mocno obdarzonej przez naturę, kobiety w naszej sypialni. Na naszym łóżku. Tam, gdzie spałem ja i on. Tam gdzie przegadaliśmy tysiące godzin, zarywając tym samym noce. Tam, gdzie przeżyłem swój pierwszy raz z nim.
Żeby chociaż był to jednorazowy wypadek, mała zdrada. Nie, to się powtarzało. Tym gorzej, że on nawet nie próbował się z tym ukrywać, bo przecież, tak jak mówiłem, on może.
Czasami go nienawidziłem. Tak samo, jak nienawidziłem każdej minuty, w której słyszałem, jak zdradza mnie z przypadkowo spotkanymi kobietami w klubie. Tak, zawsze sprowadzał je do domu, mając głęboko w poważaniu, to że tam jestem. Czasami nawet nie fatygował się, by zamknąć drzwi. Wiedział, że tak będzie bolało mnie bardziej, ze tak będę bardziej cierpieć.

Zazdrość.

              Kiedy on mógł uprawiać seks z kimkolwiek tylko chciał, mi zabraniał wychodzić bez jego wiedzy. Musiałem mu mówić z kim idę i gdzie. Jiyong był bardzo zazdrosny, o każdą możliwą rzecz istniejącą na tym świecie.
Do YG niedawno dołączyła nowa trianee, Jannie Kim. Była naprawdę urocza i młoda. Miała może, no nie wiem, siedemnaście lat? Stanowczo nie moja liga. Ponad to, ja byłem wierny.
O czym oczywiście Jiyong nie pomyślał.
Rozmawiałem właśnie z Jennie o czymś zupełnie nieważnym, nawet nie pamiętam, co to dokładniej
było. Zauważył nas Jiyong. Podszedł do nas i chwycił mnie mocno za ramię, odciągając na bok. Znaleźliśmy się w ciemniejszym korytarzu, w mniej uczęszczanej części wytwórni. Jakoś nigdy nie miałem okazji się tutaj znaleźć, ale najwidoczniej Jiyong znał to miejsce nadzwyczaj doskonale.
- Mogę wiedzieć, co to było? - spytał ostro. Mrużył oczy, co było u niego oznaką gniewu, ale jeszcze hamowanego. Nie wiem o co się tak denerwował. Co, ja nawet już rozmawiać z nikim nie mogę?
- Jiyong to była tylko rozmowa...-zacząłem trochę panicznie. Ale potem się uspokoiłem. Przecież nie jestem jego własnością. Mogę robić co tylko chcę, kiedykolwiek tylko chcę. Nie omieszkałem się mu tego powiedzieć. - A zresztą, myśl sobie co chcesz. To moje życie i nie muszę ci się z niego tłumaczyć. Moja sprawa z kim rozmawiam. Mogę ją nawet do łóżka zaciągnąć, a to nadal niebyła by pana sprawa, panie Kwon!
Nastała chwila ciszy, a ja poczułem, że zaczynam się trząść. Kłótnie z Jiyongiem zawsze dodawały mi adrenaliny, na którą reagowałem stresem i strachem.
- Powtórz, proszę, bo chyba nie dosłyszałem, Seungri-ah – jego głos brzmiał drapieżnie, jakby wypowiadał jakieś zaklęcie. Można było powiedzieć, że nie mówił, lecz syczał. Niczym żmija przygotowująca się do ataku. Tak tez wyglądał. Jego źrenice gwałtownie się ściągnęły, a wyraz twarzy stężał. Mocniej zmrużył powieki, patrzył na mnie spode łba. Na oczy opadały mu świeżo zafarbowane blond włosy o lekko różowym odcieniu. Opierał się na ręce, którą trzymał na ścianie. Ręka owa, w takich sytuacjach, była niebezpiecznie za blisko mnie. Pięść zacisnął tak mocno, że pobielały mu kłykcie, a dłoń zaczęła mu się trząść.
- Ja... Ja powiedziałem, że nie jestem twoją własnością, Kwon – na początku się zająknąłem, ale opanowałem się i dokończyłem zdanie z uniesionym podbródkiem, patrząc na niego z góry. Pewność siebie to najważniejsza rzecz w konfrontacji z nim. Zaczyna być wtedy niepewny, bo ludzie się go zazwyczaj boją, i kończą rozmowę nawet szybciej niż ją zaczęli. Ja taki nie byłem, gdyż po prostu się przyzwyczaiłem.
- Nie jesteś, tak? - zaśmiał się szyderczo. Zamknął powieki tylko po to, żeby otworzyć je nagle z nowym blaskiem w oczach. Drżąca ręka mignęła mi przed twarzą, uderzając mnie w policzek. Potem dołączyła druga, ciosem w brzuch. Jiyong chwycił mnie za kołnierz koszuli, którą sam mi kupił. Uniósł mnie na parę centymetrów, by zaraz upuścić boleśnie. Teraz on patrzył się z góry, z niehamowaną wyższością.
- Jesteś wyłącznie moją własnością – powiedział na odchodnym.- Tylko moją.

Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu.

               Nie sądzę, żeby komukolwiek wydawało się dziwnym, że był alkoholikiem. Ah, przecież ta sława wykończyła by go bez żadnych używek. Zwariowałby, nieprawdaż? A może i bez tego był zdolny zwariować?
Byliśmy w klubie. Świętowaliśmy comeback mój i Jiyonga, który po wielu negocjacjach odbył się w podobnym czasie. Było tak jak zawsze. Ja nie piłem, miałem z tym złe doświadczenia, ponadto alkohol zwyczajnie mi nie smakował. Rozmawiałem z jedynym trzeźwym pośród towarzystwa Youngbae, kiedy nagle zauważyłem Jiyonga. Z jakąś jego tancerką. Ja jeszcze mogłem tolerować kiedy zdradzał mnie pod moim nosem w moim mieszkaniu. Ale nie mogłem znieść tego, gdy robił to publicznie. Tym razem to ja podszedłem do niego, szarpiąc go bezładnie. Był mocno upity, jak go podniosłem ledwo trzymał się na nogach, chwiejąc się.
- Ojoj, kogo my tu mamy? -zaczął słodkim głosikiem. Skręciło mnie w żołądku. Miałem ochotę wymiotować.- Nasza mała panda się zdenerwowała?
- Jiyong, ogarnij dupę, nawet nie wiesz co mówisz – zza moich pleców odezwał się surowo Youngbae.
- Seughyun, czyżbyś znalazł sobie kogoś nowego na miejsce twojego ukochanego smoka? - zrobił udawanie smutną minę. - Nowy ochroniarz, hę?
- Idziemy Kwon, ty już nie nadajesz się do niczego – powiedziałem cicho. Bolało mnie to co mówił.
- Pieprz się, Seungri – powiedział wyjątkowo przytomnie. Spojrzał się głęboko w moje oczy, po czym odszedł w kierunku tancerki. Wziął nowy kieliszek wódki i wypił go jednym haustem.
- Seunghyun, chodźmy – powiedział ciepło Youngbae, kładąc mi rękę na ramienu.- Nic tu po nas.
W moich oczach zebrały się łzy, kiedy widziałem, jak wychyla się za oparcie kanapy, by zwymiotować wszystko co miał w żołądku. Przesadził. Nie takiego Jiyonga pokochałem. To był obcy, znienawidzony G-Dragon.
- Tak, masz rację. Nic tu po nas.

Gniew.

              Gniew? Któżby się nie gniewał? Gniew rzecz ludzka. Ale nie w takiej ilości, jaką uważał za stosowne Jiyong. Nie było mowy o dniu bez kłótni. Czasami przechodziło w przemoc, czasami któreś z nas wychodziło. Czasem też udawało nam się pogodzić.
- No ja pierdolę, do kurwy nędzy! -krzyknął na całe mieszkanie. Wysłuchiwałem tej wiązanki przekleństw już od paru godzin.
Jiyong chciał napisać nowa piosenkę, co jak widać, słabo mu się udawało. Co chwilę słychać było huk krzesła, kiedy odsuwał się gwałtownie od biurka, a ono upadało. Potem kolejny hałas, gdy stawiał przewalony mebel. Albo następny krzyk rozczarowania.
Postanowiłem do niego pójść. Otworzyłem drzwi. Za nimi zastałem go siedzącego na podłużnym blacie ciemno machoniowego biura. W zębach trzymał długopis. Lewą ręką podrzucał mała kupkę papieru. Zaraz potem odrzucił ją do tyłu, gdzie spotkała się z dziesiątkami albo nawet setkami innych. Cała biblioteka tonęła w papierach.
- Jiyong, może mógłbym jakoś pomóc? -zapytałem cicho. Lekko się schylałem, gotowy na atak. Nic jednak takiego nie nastąpiło.
- Tak – powiedział zdesperowanym głosem.- Bądź dzisiaj ze mną.

Lenistwo.

              Czy Jiyong był leniwy, w dosłownym tego słowa znaczeniu? Raczej nie, nie obijał się, oglądając całe dnie telewizję. Wręcz przeciwnie, był pracoholikiem. Często po obowiązkowej pracy zostawał na nadgodzinach, żeby dokończyć to co zaczął danego dnia.
Jiyong był leniwy, bo nie dbał o ludzi, którzy go otaczali. Najpierw zaczęło się od tych dalekich znajomości. Pewnym było, ze w końcu o nich zapomni. Ale potem Jiyong zaczął ignorować nas, członków jego zespołu. Na próbach traktował nas jak powietrze, a zwracał się do nas kiedy tylko ewentualnie musiał. Jego duma pozwoliła zapatrzeć się na tyle w siebie, żeby zapomnieć o wszystkich dookoła niego.
By zapomnieć nawet o mnie.


Teraz, stojąc nad jego grobem, uświadamiam sobie, że był kimś. Kimś naprawdę znaczącym dla mnie, i dla wszystkich nas. Nie tylko dlatego, że był ty G-Dragonem. Był wspaniałym przyjacielem. Nie zawsze był przesączony do szpiku kości sławą, dupkiem. Oj nie, nam było dane poznać jego prawdziwą osobowość.
Spojrzałem jeszcze raz na Saligię wyrytą w małym marmurowym obelisku na jego nagrobku. Całę jego życie można było na niej oprzeć. Sam kazałem ją tam umieścić.
Zapaliłem świeczkę i małe, lawendowe kadzidełko. Odszedłem, nie oglądając się za siebię. I tak tam wrócę.

3 komentarze :

  1. Omo ;;;;;;; czy ty wiesz, co ja teraz przeżywam? ;;;; moje OTP, normalnie wielbię Cię za to opowiadanie, totalnie niespodziewane, bo gdybym nie była stalkerem, to pewnie przeczytałabym je dopiero jutro ;p pomysł z grzechami świetny, wszystko opisane tak, że można to sobie z łatwością wyobrazić i wczuć w uczucia naszej pandy :) nie no, nie moge powiedzieć nic złego, pięknie jest *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam, że to będzie 7 zupełnie różnych, niepowiązanych ze soba opowiadań, a tu prosze, chociaż podzielone to łączą się w jedną, wielką całość. Pomysł ciekawy, ukazuje co może się stać z człowiekiem w takim środowisku. Piszesz pięknie... dojrzale.

    ~Twoja Mizu (zbyt leniwa żeby się zalogować)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja ostatnio miałam taka ogromną ochotę na przeczytanie GRi (tylko tak mało osób pisze o tej parze) i już Cię za to uwielbiam. Bardzo mi się podobał styl opowiadania. To wymienianie po kolei grzechów i opisywanie sytuacji pasujących do nich. W życiu bym na to nie wpadła. Genialny pomysł. Naprawdę mi się podobało. Zabiłaś mi mojego biasa, ale tak kocham to opowiadanie, że Ci wybaczam. Jak znajdę chwilę wolną od szkoły to zabieram się za BangLo, bo widzę, że napisałaś ♥ Życzę weny i oby więcej takich arcydzieł :)

    OdpowiedzUsuń