No to witajcie... po chyba miesiącu? Ej, ja naprawdę chciałam wam
już od dłuższego czasu dodać notkę, ale jakoś tak się nie
składało nigdy. Nie mam czasu, wybaczcie.
Ale serio nie obraziłabym się, jakbyście komentowali.
Zespół: Big Bang
Paring: G-Dragon x Seungri
Uwagi: angsto-smut(?) nie wiem
Pycha.
Jiyong był dumny. Tak naprawdę, nie
znałem kogoś bardziej dumnego i próżnego od niego. W dodatku,
podkreślał to każdym swoim ruchem, nawet wzrokiem patrzącym na
każdego z pogardą i wyraźną wyższością.
Nawet kiedy siedzieliśmy tylko we
dwóje w naszej prywatnej sypialni, trudno było mu zdjąć maskę
G-Dragona, którą YG nakazało mu nosić. On aż nazbyt się do niej
przyzwyczaił, zapominając kim był. Nawet jeśli przytulał mnie,
delikatnie muskając opuszkami placów skórę na moim ramieniu, to
nadal walczył ze sobą i swoim za wysokim mniemaniem.
Widziałem, że mnie kocha, jak również
widziałem, że próbuje odsunąć w cień G-Dragona, żeby być
chociaż chwilę sobą. Ale Jiyong był za słaby.
Nieraz bywało tak, że traktował mnie
jak jakiegoś bezwartościowego śmiecia. Jakby to, że przy nim
jestem i go kocham było zupełnie naturalne. Jakby tak było od
zawsze, i nigdy nie miało się zmienić.
Cóż, po części miał rację, nie
umiałem od niego odejść, mimo że próbowałem. Zawsze zatrzymywał
mnie w progu drzwi. Tak było też i tym razem.
- Jiyong, daj mi przejść –
spojrzałem na niego wyczekująco. Był zaledwie parę centymetrów
niższy, ale widać było, że to on rządzi w naszym związku.
- Seunghun, nie możesz mnie opuścić
– złapał mnie za nadgarstek lewej ręki. W prawej trzymałem
torbę, z bezładnie poupychanymi ciuchami.
- Nie?! - krzyknąłem. Byłem zmęczony
tą całą sytuacja, a emocje wyczerpywały mnie jeszcze bardziej.
Rzadko na niego krzyczałem, ale musiałem...Mój głos odbił się
falą echa w korytarzu klatki schodowej w jednym z najbogatszych
apartamentowców w Seulu. - To patrz co robię! Właśnie cię
opuszczam!
Popchnąłem go tak, by móc spokojnie
przejść przez drzwi. Szybkim krokiem skierowałem się ku schodom,
nie miałem czasu czekać na windę. Usłyszałem tupot jego nowych,
świecących jeszcze, skórzanych butów od Channel.
- Seungri! - wydarł się tak głośno,
że zapewne cały blok go słyszał. Podbiegł do mnie. Zaraz potem
chwycił mnie mocno za ramiona. Jednakże jego uścisk zelżał, a na
własnej marynarce poczułem mokre plamy.
- Eh...Jiyong...-puściłem trzymaną
wcześniej torbę. Nie miałem sił do niego. Opuściłem bezwładnie
ręce.
- Przepraszam, Seugnghyun,
przepraszam...- szeptał w kółko. W pewnym momencie, jego szept
zlał się w jedną wielką całość, nie umiałem rozróżnić
poszczególnych słów. Siorbnął nosem, przytulając się do mnie
mocniej. W takich momentach rozbrajał mnie najbardziej, nie umiałem
od niego odejść. Po prostu zostawić go na tych schodach samemu
sobie. Westchnąłem głośno, a on podniósł głowę. Miał
czerwone oczy i rozszerzone źrenice od płaczu. - Wybacz mi, błagam.
- Wybaczam, Jiyong.- odwróciłem
wzrok.- Wróćmy do mieszkania.
Chciwość.
Jiyong ciągle chciał więcej, lepiej, drożej. Nie ważne o czym
była mowa. O nowym samochodzie, czy zwykłej marynarce. O
pieniądzach, nowym albumie, comebacku, nieważne. Jiyong chciał być
zawsze najlepszy pośród wszystkich. I zazwyczaj mu się udawało.
Gorzej było, jak nie był w centrum uwagi.
- Tak więc, Seunghyun – zaczął pan Yang swoim nieco skrzeczącym
głosem. Staliśmy w całą piątkę w jego biurze. Wezwał nas, bo
miał nam coś ważnego do powiedzenia. Chyba najbardziej mi.-
Postanowiłem, że dam ci okazję do comebacku. Musisz tylko uwinąć
się w ciągu dwóch tygodni.
Zamrugałem. Potem znowu. I jeszcze raz.
- Pan sobie ze mnie na pewno nie żartuje, prawda? - zapytałem z
niedowierzaniem.
- A co, wolałbyś żebym żartował?- roześmiał się tubalnie.
- Nie nie nie nie, oczywiście, że nie, dyrektorze – uśmiechnąłem
się, kłaniając jednocześnie.
Potem
wyszliśmy z jego gabinetu, wszyscy prócz Jiyonga. Zdziwiłem się,
ale miałem nadzieję, że miał jakąś zwyczajną, ale ważną
sprawę. Zaraz po minięciu drzwi gabinetu dyrektora, Youngbae rzucił
się na mnie z gratulacjami, co później zrobili także Daesung i
Seunghyun. Mieliśmy wrócić na salę ćwiczeń, ale ja wolałem
zostać, i poczekać na Jiyonga. Powiedziałem im, że niedługo ich
dogonię.
Chwilę potem, przekonałem się, że powinienem jednak pójść z
nimi.
- Jak to, Seunghyun będzie miał comeback?!- wydarł się na cały
głos Yongie. Mimo naprawdę grubych, drewnianych drzwi mogłem
słyszeć dokładnie każde słowo jakie wypowiadał. - A co ze mną
do cholery?!
- Właśnie dlatego Seunghyun teraz będzie miał swoje pięć minut!
Ty stałeś się zbyt próżny, żeby zasłużyć na album! -
dyrektor uderzył pięścią w blat.- Jiyong, nie każ mi robić,
tego, co mam przygotowane na takie okoliczności.
- Niech pan robi co chce! - był rozwścieczony. Długo pracował nad
nowymi piosenkami, miał niedługo je nagrywać. Obudziło się we
mnie zupełnie niepotrzebne poczucie winy.
- Jiyong, dość tego! Jeszcze słowo i wylatujesz! - krzyknął
dyrektor. Nastała cisza. Potem ciche kroki w stronę wyjścia.
Spojrzał we moją stronę, miażdżąc mnie przy tym wzrokiem.
-Idziemy Seunghyun – powiedział bezosobowo.
Nieczystość.
Nie
było dziwnym, że międzynarodowa gwiazda zdradzała swojego
chłopaka z kimkolwiek się tylko dało, prawda? Taką zasadę
uznawał. Przecież to on, on może. Co z tego, że mogło to urazić
moje uczucia?
Na przykład widok jego i jakieś dokładniej nieokreślonej, ale
mocno obdarzonej przez naturę, kobiety w naszej sypialni. Na naszym
łóżku. Tam, gdzie spałem ja i on. Tam gdzie przegadaliśmy
tysiące godzin, zarywając tym samym noce. Tam, gdzie przeżyłem
swój pierwszy raz z nim.
Żeby chociaż był to jednorazowy wypadek, mała zdrada. Nie, to się
powtarzało. Tym gorzej, że on nawet nie próbował się z tym
ukrywać, bo przecież, tak jak mówiłem, on może.
Czasami go nienawidziłem. Tak samo, jak nienawidziłem każdej
minuty, w której słyszałem, jak zdradza mnie z przypadkowo
spotkanymi kobietami w klubie. Tak, zawsze sprowadzał je do domu,
mając głęboko w poważaniu, to że tam jestem. Czasami nawet nie
fatygował się, by zamknąć drzwi. Wiedział, że tak będzie
bolało mnie bardziej, ze tak będę bardziej cierpieć.
Zazdrość.
Kiedy on mógł uprawiać seks z kimkolwiek tylko chciał, mi
zabraniał wychodzić bez jego wiedzy. Musiałem mu mówić z kim idę
i gdzie. Jiyong był bardzo zazdrosny, o każdą możliwą rzecz
istniejącą na tym świecie.
Do YG niedawno dołączyła nowa trianee, Jannie Kim. Była naprawdę
urocza i młoda. Miała może, no nie wiem, siedemnaście lat?
Stanowczo nie moja liga. Ponad to, ja byłem wierny.
O czym oczywiście Jiyong nie pomyślał.
Rozmawiałem właśnie z Jennie o czymś zupełnie nieważnym, nawet
nie pamiętam, co to dokładniej
było. Zauważył nas Jiyong. Podszedł do nas i chwycił mnie mocno
za ramię, odciągając na bok. Znaleźliśmy się w ciemniejszym
korytarzu, w mniej uczęszczanej części wytwórni. Jakoś nigdy nie
miałem okazji się tutaj znaleźć, ale najwidoczniej Jiyong znał
to miejsce nadzwyczaj doskonale.
- Mogę wiedzieć, co to było? - spytał ostro. Mrużył oczy, co
było u niego oznaką gniewu, ale jeszcze hamowanego. Nie wiem o co
się tak denerwował. Co, ja nawet już rozmawiać z nikim nie mogę?
- Jiyong to była tylko rozmowa...-zacząłem trochę panicznie. Ale
potem się uspokoiłem. Przecież nie jestem jego własnością. Mogę
robić co tylko chcę, kiedykolwiek tylko chcę. Nie omieszkałem się
mu tego powiedzieć. - A zresztą, myśl sobie co chcesz. To moje
życie i nie muszę ci się z niego tłumaczyć. Moja sprawa z kim
rozmawiam. Mogę ją nawet do łóżka zaciągnąć, a to nadal
niebyła by pana sprawa, panie Kwon!
Nastała chwila ciszy, a ja poczułem, że zaczynam się trząść.
Kłótnie z Jiyongiem zawsze dodawały mi adrenaliny, na którą
reagowałem stresem i strachem.
- Powtórz, proszę, bo chyba nie dosłyszałem, Seungri-ah – jego
głos brzmiał drapieżnie, jakby wypowiadał jakieś zaklęcie.
Można było powiedzieć, że nie mówił, lecz syczał. Niczym żmija
przygotowująca się do ataku. Tak tez wyglądał. Jego źrenice
gwałtownie się ściągnęły, a wyraz twarzy stężał. Mocniej
zmrużył powieki, patrzył na mnie spode łba. Na oczy opadały mu
świeżo zafarbowane blond włosy o lekko różowym odcieniu. Opierał
się na ręce, którą trzymał na ścianie. Ręka owa, w takich
sytuacjach, była niebezpiecznie za blisko mnie. Pięść zacisnął
tak mocno, że pobielały mu kłykcie, a dłoń zaczęła mu się
trząść.
- Ja... Ja powiedziałem, że nie jestem twoją własnością, Kwon –
na początku się zająknąłem, ale opanowałem się i dokończyłem
zdanie z uniesionym podbródkiem, patrząc na niego z góry. Pewność
siebie to najważniejsza rzecz w konfrontacji z nim. Zaczyna być
wtedy niepewny, bo ludzie się go zazwyczaj boją, i kończą rozmowę
nawet szybciej niż ją zaczęli. Ja taki nie byłem, gdyż po prostu
się przyzwyczaiłem.
- Nie jesteś, tak? - zaśmiał się szyderczo. Zamknął powieki
tylko po to, żeby otworzyć je nagle z nowym blaskiem w oczach.
Drżąca ręka mignęła mi przed twarzą, uderzając mnie w
policzek. Potem dołączyła druga, ciosem w brzuch. Jiyong chwycił
mnie za kołnierz koszuli, którą sam mi kupił. Uniósł mnie na
parę centymetrów, by zaraz upuścić boleśnie. Teraz on patrzył
się z góry, z niehamowaną wyższością.
- Jesteś wyłącznie moją własnością – powiedział na
odchodnym.- Tylko moją.
Nieumiarkowanie w
jedzeniu i piciu.
Nie
sądzę, żeby komukolwiek wydawało się dziwnym, że był
alkoholikiem. Ah, przecież ta sława wykończyła by go bez żadnych
używek. Zwariowałby, nieprawdaż? A może i bez tego był zdolny
zwariować?
Byliśmy
w klubie. Świętowaliśmy comeback mój i Jiyonga, który po wielu
negocjacjach odbył się w podobnym czasie. Było tak jak zawsze. Ja
nie piłem, miałem z tym złe doświadczenia, ponadto alkohol
zwyczajnie mi nie smakował. Rozmawiałem z jedynym trzeźwym pośród
towarzystwa Youngbae, kiedy nagle zauważyłem Jiyonga. Z jakąś
jego tancerką. Ja jeszcze mogłem tolerować kiedy zdradzał mnie
pod moim nosem w moim mieszkaniu. Ale nie mogłem znieść tego, gdy
robił to publicznie. Tym razem to ja podszedłem do niego, szarpiąc
go bezładnie. Był mocno upity, jak go podniosłem ledwo trzymał
się na nogach, chwiejąc się.
- Ojoj, kogo my tu mamy? -zaczął słodkim głosikiem. Skręciło
mnie w żołądku. Miałem ochotę wymiotować.- Nasza mała panda
się zdenerwowała?
- Jiyong, ogarnij dupę, nawet nie wiesz co mówisz – zza moich
pleców odezwał się surowo Youngbae.
- Seughyun, czyżbyś znalazł sobie kogoś nowego na miejsce twojego
ukochanego smoka? - zrobił udawanie smutną minę. - Nowy
ochroniarz, hę?
- Idziemy Kwon, ty już nie nadajesz się do niczego – powiedziałem
cicho. Bolało mnie to co mówił.
- Pieprz się, Seungri – powiedział wyjątkowo przytomnie.
Spojrzał się głęboko w moje oczy, po czym odszedł w kierunku
tancerki. Wziął nowy kieliszek wódki i wypił go jednym haustem.
- Seunghyun, chodźmy – powiedział ciepło Youngbae, kładąc mi
rękę na ramienu.- Nic tu po nas.
W moich oczach zebrały się łzy, kiedy widziałem, jak wychyla się
za oparcie kanapy, by zwymiotować wszystko co miał w żołądku.
Przesadził. Nie takiego Jiyonga pokochałem. To był obcy,
znienawidzony G-Dragon.
- Tak, masz rację. Nic tu po nas.
Gniew.
Gniew? Któżby się nie gniewał? Gniew rzecz ludzka. Ale nie w
takiej ilości, jaką uważał za stosowne Jiyong. Nie było mowy o
dniu bez kłótni. Czasami przechodziło w przemoc, czasami któreś
z nas wychodziło. Czasem też udawało nam się pogodzić.
- No ja pierdolę, do kurwy nędzy! -krzyknął na całe mieszkanie.
Wysłuchiwałem tej wiązanki przekleństw już od paru godzin.
Jiyong chciał napisać nowa piosenkę, co jak widać, słabo mu się
udawało. Co chwilę słychać było huk krzesła, kiedy odsuwał się
gwałtownie od biurka, a ono upadało. Potem kolejny hałas, gdy
stawiał przewalony mebel. Albo następny krzyk rozczarowania.
Postanowiłem do niego pójść. Otworzyłem drzwi. Za nimi zastałem
go siedzącego na podłużnym blacie ciemno machoniowego biura. W
zębach trzymał długopis. Lewą ręką podrzucał mała kupkę
papieru. Zaraz potem odrzucił ją do tyłu, gdzie spotkała się z
dziesiątkami albo nawet setkami innych. Cała biblioteka tonęła w
papierach.
- Jiyong, może mógłbym jakoś pomóc? -zapytałem cicho. Lekko się
schylałem, gotowy na atak. Nic jednak takiego nie nastąpiło.
- Tak – powiedział zdesperowanym głosem.- Bądź dzisiaj ze mną.
Lenistwo.
Czy Jiyong był leniwy, w dosłownym tego słowa znaczeniu? Raczej
nie, nie obijał się, oglądając całe dnie telewizję. Wręcz
przeciwnie, był pracoholikiem. Często po obowiązkowej pracy
zostawał na nadgodzinach, żeby dokończyć to co zaczął danego
dnia.
Jiyong był leniwy, bo nie dbał o ludzi, którzy go otaczali.
Najpierw zaczęło się od tych dalekich znajomości. Pewnym było,
ze w końcu o nich zapomni. Ale potem Jiyong zaczął ignorować nas,
członków jego zespołu. Na próbach traktował nas jak powietrze, a
zwracał się do nas kiedy tylko ewentualnie musiał. Jego duma
pozwoliła zapatrzeć się na tyle w siebie, żeby zapomnieć o
wszystkich dookoła niego.
By zapomnieć nawet o mnie.
Teraz,
stojąc nad jego grobem, uświadamiam sobie, że był kimś. Kimś
naprawdę znaczącym dla mnie, i dla wszystkich nas. Nie tylko
dlatego, że był ty G-Dragonem. Był wspaniałym przyjacielem. Nie
zawsze był przesączony do szpiku kości sławą, dupkiem. Oj nie,
nam było dane poznać jego prawdziwą osobowość.
Spojrzałem
jeszcze raz na Saligię wyrytą w małym marmurowym obelisku na jego
nagrobku. Całę jego życie można było na niej oprzeć. Sam
kazałem ją tam umieścić.
Zapaliłem
świeczkę i małe, lawendowe kadzidełko. Odszedłem, nie oglądając
się za siebię. I tak tam wrócę.

Omo ;;;;;;; czy ty wiesz, co ja teraz przeżywam? ;;;; moje OTP, normalnie wielbię Cię za to opowiadanie, totalnie niespodziewane, bo gdybym nie była stalkerem, to pewnie przeczytałabym je dopiero jutro ;p pomysł z grzechami świetny, wszystko opisane tak, że można to sobie z łatwością wyobrazić i wczuć w uczucia naszej pandy :) nie no, nie moge powiedzieć nic złego, pięknie jest *.*
OdpowiedzUsuńMyślałam, że to będzie 7 zupełnie różnych, niepowiązanych ze soba opowiadań, a tu prosze, chociaż podzielone to łączą się w jedną, wielką całość. Pomysł ciekawy, ukazuje co może się stać z człowiekiem w takim środowisku. Piszesz pięknie... dojrzale.
OdpowiedzUsuń~Twoja Mizu (zbyt leniwa żeby się zalogować)
A ja ostatnio miałam taka ogromną ochotę na przeczytanie GRi (tylko tak mało osób pisze o tej parze) i już Cię za to uwielbiam. Bardzo mi się podobał styl opowiadania. To wymienianie po kolei grzechów i opisywanie sytuacji pasujących do nich. W życiu bym na to nie wpadła. Genialny pomysł. Naprawdę mi się podobało. Zabiłaś mi mojego biasa, ale tak kocham to opowiadanie, że Ci wybaczam. Jak znajdę chwilę wolną od szkoły to zabieram się za BangLo, bo widzę, że napisałaś ♥ Życzę weny i oby więcej takich arcydzieł :)
OdpowiedzUsuń